Reklama

Reklama

Barbara Nowacka: Policjant nie miał powodu używać takiego środka przymusu

- Policjant nie miał powodu używać takiego środka przymusu (wobec mnie). Odpychał mnie tarczą i uważał, że może dwa razy psiknąć gazem w osobę niższą od niego o pół głowy? - mówiła w programie "Gość Wydarzeń" na antenie Polsat News posłanka Koalicji Obywatelskiej Barbara Nowacka. Jej zdaniem, jeżeli mundurowi dostali polecenie, by być agresywnym, "powinni się zastanowić, czy chcą służyć w policji".

W sobotę (28 listopada) podczas demonstracji Strajku Kobiet wobec poseł KO Barbary Nowackiej policjant użył gazu łzawiącego. Chwilę wcześniej przewodnicząca Inicjatywy Polskiej okazywała legitymację poselską. 

Reklama

Posłanka w poniedziałek była gościem "Wydarzeń". W rozmowie z Bogdanem Rymanowskim zapewniła, że po sobotnich zdarzeniach "nic jej nie jest", poza "wściekłością i wzburzeniem, że w tzw. demokratycznym państwie łamane są zasady działania policji". 

Prowadzący zapytał Nowacką o słowa wicepremiera Jarosława Gowina, który był poprzednim gościem programu. Zdaniem polityka Zjednoczonej Prawicy, była ona "w miejscu, w którym nie powinna być". 

"Mam nadzieję, że dowie się o obowiązujących przepisach"

- Pan Gowin był kiedyś ministrem sprawiedliwości w rządzie Platformy Obywatelskiej. Mam nadzieję, że dowie się o obowiązujących przepisach. Nie ma zakazu zgromadzeń spontanicznych, a poseł może patrzeć, jak działa policja - odpowiedziała.

Jej zdaniem parlamentarzyści obecni na zgromadzeniach są po to, "by patrzeć, kto jest zatrzymywany i czy policja nie przekracza swoich uprawnień".

"Nie jestem panieneczką, by mieć 'pretensje'"

Następnie Bogdan Rymanowski zapytał Nowacką, czy "ma pretensje" do policjanta, który użył wobec niej gazu. 

- Nie rozmawiajmy w ten sposób. Nie jestem panieneczką, by mieć "pretensje", ale obywatelką, wobec której funkcjonariusz nadużył środków - stwierdziła.

Jak dodała, na upublicznionym przez stołeczną policję nagraniu widać, że "stoi i nikogo nie atakuje". - Nie widać jednak momentu użycia gazu, to nie jest pełny materiał. Mam prawo stać, a policjant nie miał powodu używać takiego środka przymusu. Odpychał mnie tarczą i uważał, że może dwa razy psiknąć gazem w oczy osoby niższej od niego o pół głowy? - mówiła w "Gościu Wydarzeń".

Według Barbary Nowackiej, protestujący spotykają się z takimi zdarzeniami "dzień w dzień". - O mojej sprawie mówimy tylko dlatego, że mam immunitet poselski - stwierdziła. 

"Pogranicze absurdu"

Prowadzący przypomniał o opinii policji, zdaniem której mundurowy m.in. "nie chciał naruszać nietykalności" posłanki i mógł jej nie znać. Posłanka zareagowała wtedy śmiechem. 

- Wchodzimy w jakieś pogranicze absurdu. Rozumiem, groźnie patrzyłam - powiedziała. 

Jej zdaniem policyjni dowódcy powinni się zastanowić, czy funkcjonariusze są odpowiednio wyszkoleni do używania gazu łzawiącego. - Jeżeli policjanci dostali polecenie, by być agresywnym, powinni się zastanowić, czy chcą służyć w tej formacji - oceniła.

"Ulica pokazuje, że czas PiS-u się skończył"

Jak stwierdziła Barbara Nowacka obecnym celem protestów, poza sprzeciwem wobec orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego ws. aborcji, jest przypomnienie, że Polska jest krajem, gdzie prawa kobiet "muszą być przestrzegane".

- Wściekli są też przedsiębiorcy, nauczyciele, przedstawiciele służby zdrowia. Ulica dzisiaj pokazuje, a w przyszłości także wybory, że czas PiS-u się skończył - oceniła posłanka KO.








Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje