Reklama

Reklama

Asad straszy

​Syryjski prezydent ostrzega Francję przed atakiem na jego kraj. Baszar al-Assad powiedział, że ewentualna interwencja w Syrii oznacza dla Paryża reperkusje.

To właśnie Francuzi są najsilniejszym sojusznikiem Stanów Zjednoczonycch w obliczu ewentualnego ataku na Damaszek. W samej Syrii tymczasem nie ustają walki. Jak informuje z Bejrutu specjalny wysłannik Polskiego Radia Wojciech Cegielski, prezydent Baszar al-Assad udzielił w Damaszku wywiadu dziennikarzowi francuskiego "Le Figaro". 

Reklama

Mówił, że Bliski Wschód jest beczką prochu, która może eksplodować, jeśli dojdzie do interwencji. Jego zdaniem, wówczas nikt nie będzie miał już kontroli nad sytuacją, co doprowadzi do chaosu w całym regionie. Słowa syryjskiego prezydenta docierają do świata w chwili, gdy w Syrii trwają najcięższe od wielu dni walki. Lokalne Komitety Koordynacyjne informują, że wierne reżimowi wojsko ostrzeliwuje rakietami dzielnice wszystkich największych miast - Damaszku, Homs, Daraa, Aleppo czy Idlib. 

Według opozycjonistów, tylko dzisiaj w całym kraju zginęły 63 osoby, w tym najwięcej na przedmieściach Damaszku. Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka twierdzi, że w ciągu ostatnich dwóch dni w Syrii zginęło co najmniej 90 bojowników. Niemal 30 z nich to ofiary zasadzki rządowego wojska na przedmieściach Damaszku. Wojna w Syrii kosztowała życie ponad 100 tysięcy osób. Liczba uchodźców zbliża się do dwóch milionów.

Dowiedz się więcej na temat: Baszar al-Asad | broń chemiczna | Syria

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy