Reklama

Reklama

21 lat w kostnicy

Niemowlę, które zmarło 21 lat temu i przez ten czas przebywało w kostnicy, zostanie pochowane bez zgody rodziców, którzy dla dobra śledztwa do tej pory nie zgłosili oficjalnie zgonu dziecka - informuje "The Guardian".

Christopher Blum miał 4 miesiące gdy zmarł w czerwcu 1987 roku. Tego dnia matka zabrała go do szpitala North Middlesex, gdzie Chris dostał szczepionki na koklusz, tężec i polio. Dziecko od razu zwymiotowało. Mimo to lekarze zapewnili, że można je zabrać do domu. Po wizycie u lekarza Chris był bardzo ospały. - Położyliśmy go do łóżka około godziny siódmej czy ósmej wieczorem. Poszedłem sprawdzić, czy wszystko jest w porządku o godzinie 20:30. Miał rączki przyciśnięte do głowy i twarz zwróconą do poduszki. Od razu wziąłem go na ręce, ponieważ zorientowałem się, że coś jest nie tak. Nie był bezwładny jak niemowlę, ale sztywny. Z noska ciekła mu krew. Zacząłem krzyczeć z przerażenia i zbiegłem na dół razem z dzieckiem. Sąsiad próbował go reanimować. Od razu podejrzewaliśmy, że to skutek podania szczepionek - wspomina Steve Blum - ojciec dziecka.

Reklama

Lekarz sądowy stwierdził, że przyczyną zgonu była nagła śmierć łóżeczkowa. Rodzice nie zgodzili się jednak z opinią lekarza, ponieważ wiedzieli, że na kilka godzin przed śmiercią podano mu potrójną szczepionkę i są przekonani, że to właśnie zastrzyk przyczynił się do śmierci ich dziecka. Rodzice, kierując się chęcią wyjaśnienia sprawy do końca, nie zgodzili się na pogrzeb (wiedzieli, że tylko w ten sposób mogą wymusić kontynuowanie śledztwa).

Po 21 latach rada miasta zdecydowała się napisać do ojca dziecka. W piśmie zaznaczyła, że "chce posunąć sprawę pogrzebu Chrisa Bluma do przodu".

Fragment oficjalnego listu do rodziców:

"Zdaję sobie sprawę z tego, że sprawa jest dla Państwa i rodziny bardzo bolesna. Obiecuję, że będę próbował wyjaśnić przyczyny śmierci dziecka i pomóc Państwu na tyle, na ile będę potrafił. Moim obowiązkiem jest jednak zawiadomić Państwa, że jeśli w ciągu miesiąca od daty widniejącej na piśmie nie otrzymam żadnej odpowiedzi, będę musiał sam zająć się zgłoszeniem zgonu i skontaktuję się jedynie w celu ustalenia szczegółów dotyczących ceremonii pogrzebowej."

- Uznanie w naszym imieniu, że przyczyną zgonu syna była nagła śmierć łóżeczkowa i podejmowanie za nas decyzji, jest wielkim oszustwem i nadużyciem. Nie mam zamiaru pomagać im w "doprowadzeniu tej sprawy do końca" według ich planu. Nikt nie powinien im pozwolić na tknięcie naszego dziecka - to, co oni robią, jest obrzydliwe i skandaliczne - oburza się ojciec.

Urzędnicy są jednak nieczuli na opinię rodziców i kontynuują przygotowanie dokumentów niezbędnych do pogrzebu. Oficjalnie w papierach zapisano wersję lekarza sądowego. Prokurator zażądał wydania zwłok. Dziecko zostanie pochowane wbrew woli rodziców.

EKM

Dowiedz się więcej na temat: niemowlę

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy