Reklama

Reklama

Wypadek autobusu w Warszawie. Są zarzuty dla kierowcy. Nowe ustalenia RMF FM

Szokujące ustalenia dotyczące kierowcy autobusu, który w czwartek (25 czerwca) miał wypadek na moście Grota-Roweckiego w Warszawie. W piątek prokuratura w Warszawie poinformowała, że mężczyzna usłyszał zarzuty. Był pod wpływem amfetaminy. Na dodatek, jak dowiedzieli się reporterzy RMF FM, cztery lata temu odebrano mu prawo jazdy.

Dysponujemy informacjami, że kierowca autobusu, który w czwartek spadł z wiaduktu na trasie S8, był w przeszłości 13 razy karany za wykroczenia w ruchu drogowym - poinformowała w piątek po południu rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie Mirosława Chyr.

Reklama

Jak przekazała, mężczyzna był w okresie od listopada 2014 roku do maja 2018 roku 13 razy karany za wykroczenia w ruchu drogowym. "Były to wykroczenia dotyczące  przekroczenia prędkości, a także niestosowania się do znaków i sygnałów drogowych" - powiedziała Chyr.

Podała także, że z opinii toksykologicznej wynika, ze stężenie amfetaminy w organizmie Tomasza U. było wysokie. "Mamy do czynienia ze stężeniem amfetaminy w wysokości 371 nanogramów na mililitr" - wyjaśniła Chyr.

Jak twierdzi RMF, obecność amfetaminy potwierdziły zarówno badania moczu, jak i badania krwi kierowcy. 

Mężczyźnie od razu po wypadku pobrano mocz do badań i już tam były śladowe ilości amfetaminy.

Kierowca podczas pierwszego przesłuchania policyjnego tłumaczył, że miał gorączkę i zażywał silne leki. Pobrano więc krew do badań i te wyniki też potwierdziły obecność narkotyków.

Co więcej - jak ustalił reporter RMF FM - podczas oględzin wraku autobusu znaleziono woreczek z proszkiem. Znajdował się obok miejsca kierowcy - dokładnie w pulpicie przed kierowcą. Po badaniach też okazało się, że to amfetamina. 

Z informacji dziennikarzy RMF FM wynika też, że kierowcy cztery lata temu zostało odebrane prawo jazdy. Przekroczył wtedy limit punktów karnych.

Prokuratura prowadzi śledztwo

Śledztwo przejęła warszawska prokuratura okręgowa. Dochodzenie dotyczy "sprowadzenia katastrofy w ruchu lądowym, której następstwem jest śmierć człowieka"

"Jest to czyn zagrożony karą pozbawienia wolności do lat 12" - przekazała rzecznik prasowa Prokuratury Okręgowej w Warszawie Mirosława Chyr.

"Prokuratorzy wykonali wszelkie niezbędne czynności na miejscu zdarzenia - przeprowadzili oględziny autobusu, oględziny miejsca wypadku, zabezpieczone zostały nagrania z rejestratorów znajdujących się w autobusie, przesłuchano część świadków wypadku, zlecono badania toksykologiczne materiału pobranego od kierowcy" - tłumaczyła.

"Istotnym dowodem w śledztwie będzie opinia toksykologów" - przyznaje rzecznik. Opinia powinna być gotowa jeszcze w piątek.

"Musimy rozważyć większą kontrolę przyszłych kierowców"

"To dla nas pierwszy taki przypadek w historii spółki" - przyznaje w rozmowie z RMF FM rzeczniczka operatora komunikacji miejskiej w Warszawie, firmy Arriva, Joanna Parzniewska, komentując doniesienia, że kierowca autobusu najprawdopodobniej był pod wpływem amfetaminy. Spółka Arriva rekrutuje i zatrudnia kierowców autobusów w stolicy. 

Jak wygląda weryfikacja kandydatów do pracy? Najpierw kierowca musi dostarczyć zaświadczenie o niekaralności i wyniki badań lekarskich, także psychologicznych. Potem za kierownicę autobusu może wsiąść tylko w towarzystwie bardziej doświadczonego kolegi. "Pierwsze jazdy odbywają się z tzw. patronem, który obserwuje kierowcę w sytuacjach stresowych. Do tej pory testów na obecność narkotyków nie przeprowadzaliśmy" - dodaje rzeczniczka i przyznaje: "Musimy rozważyć większą kontrolę przyszłych kierowców".

Teraz specjalny mechanizm w autobusie rejestruje tylko ewentualną obecność alkoholu w organizmie kierowcy. Substancje psychoaktywne - w tym narkotyki - nie są wychwytywane.

Zginęła jedna osoba, 22 zostały ranne

Do tragicznego wypadku doszło w czwartek (25 czerwca) w Warszawie. Z wiaduktu na moście Grota-Roweckiego spadł autobus komunikacji miejskiej linii 186. 

Pojazd przebił barierki na wiadukcie i przełamał się na pół, a jego przednia część - wraz z pasażerami - spadła z wysokości około pięciu metrów. 

W wypadku jedna osoba zginęła, 22 zostały ranne - w tym kilka poważnie. W szpitalach cały czas przebywają trzy osoby w stanie ciężkim i jedna w bardzo ciężkim. Pozostali ranni w większości zostali już zwolnieni do domów po serii badań. 

Utrudnienia na S8 mogą potrwać kilka dni

W miejscu wypadku, w obrębie łącznicy zjazdowej w kierunku Gdańska, ustawiono bariery betonowe. "To pozwoliło udrożnić jeden pas ruchu na jezdni zbiorczo-rozprowadzającej w kierunku Poznania" - powiedziała rzeczniczka warszawskiego oddziału GDDKiA Małgorzata Tarnowska.

"Drugi pas ruchu i łącznica zjazdowa pozostaną zamknięte do czasu uzupełnienia barier energochłonnych, poduszki przeciwzderzeniowej oraz oznakowania pionowego" - podała.

Wskazała, że utrudnienia w tym miejscu mogą potrwać kilka dni. "Przez ten czas kierowcy chcący z Trasy Toruńskiej i S8 od strony Marek pojechać w kierunku Gdańska będą korzystać z objazdu przez ul. Modlińską i most Północny" - dodała.

Mariusz Piekarski

Opracowanie:Malwina Zaborowska

Czytaj też na stronie RMF24.pl.

Wasze komentarze
No hate

Dodawanie komentarzy pod tym artykułem zostało wyłączone

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym, nasyconym nienawiścią komentarzom, niezależnie od wyrażanych poglądów. Jeśli widzisz komentarz w innych serwisach, który jest hejtem – wyślij nam zgłoszenie.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje