Reklama

Reklama

Wypadek autobusu w Warszawie. Nowe informacje prokuratury

"Oczekujemy na opinię w zakresie badań toksykologicznych kierowcy autobusu. Nie możemy na razie mówić o szczegółach przeszukania w kabinie" - poinformowała na konferencji prasowej rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Warszawie, Mirosława Chyr.

Przypomnijmy, że według nieoficjalnych informacji radia Zet kierowca autobusu 186, który 25 czerwca spadł z wiaduktu w Warszawie, był pod wpływem amfetaminy. Jak informowała stacja, w kabinie, tuż przy kierowcy, znaleziono woreczek z tym narkotykiem. 

Reklama

Obecność amfetaminy potwierdziły zarówno badania moczu, jak i badania krwi kierowcy - informowało z kolei RMF FM.

Kierowca zatrzymany, ale jeszcze nie był przesłuchiwany

Prokuratura Okręgowa w Warszawie nie odniosła się do tych doniesień. Poinformowała jednak, że prowadzone jest śledztwo w sprawie sprowadzenia katastrofy w ruchu lądowym, której następstwem jest śmierć człowieka.

"Jest to czyn zagrożony karą pozbawienia wolności do lat 12" - podkreśliła na konferencji prasowej rzeczniczka prokuratury, Mirosława Chyr. Poinformowała, że kierowca autobusu został zatrzymany, ale na razie przebywa w szpitalu i jest pod opieką lekarzy.

"Oczekujemy na opinię w zakresie badań toksykologicznych kierowcy, która będzie istotna dla oceny jego odpowiedzialności karnej. Nie możemy na razie mówić o szczegółach przeszukania w kabinie" - dodała. 

Prokuratura poinformowała także, że kierowca autobusu dotychczas nie został jeszcze przesłuchany. 

Kluczowe wyniki badań

Jak dowiedziała się Interia, kluczowe w tym momencie są wyniki badań toksykologicznych, które miały trafić do prokurator prowadzącej sprawę we wczesnych godzinach popołudniowych. Od tych danych będzie zależeć dalsze postępowanie zatrzymanego kierowcy, który ma zostać przesłuchany - w charakterze podejrzanego lub świadka.

"Prokuratorzy wykonali wszelkie niezbędne czynności na miejscu zdarzenia - przeprowadzili oględziny autobusu, oględziny miejsca wypadku, zabezpieczone zostały nagrania z rejestratorów znajdujących się w autobusie, przesłuchano część świadków wypadku" - dodała Mirosława Chyr.

"Jeśli to się potwierdzi, będziemy w szoku"

Joanna Parzniewska, rzeczniczka prasowa Arriva Bus Transport Polska, do której należał autobus, komentując te doniesienia, podkreśliła, że na razie są to nieoficjalne informacje. "Nie otrzymaliśmy oficjalnej informacji w tej sprawie, ale jeśli ona się potwierdzi, to będziemy w szoku" - przyznała.

Odnosząc się do procedur, jakimi poddawani są kierowcy autobusów, zanim wyruszą na miasto prowadzić autobus miejski z pasażerami, Parzniewska zaznaczyła, że już samo zdobycie uprawnień kierowcy autobusu miejskiego jest bardzo wymagające.

Wyjaśniła, że poza zdobyciem prawa jazdy z uprawnieniami na prowadzenie autobusu kierowca przechodzi również szereg szkoleń. Ponadto, przed przystąpieniem do pracy, kierowca musi dostarczyć odpowiednie badania lekarskie, zaświadczenia o niekaralności, a także przejść psychotesty.

Nie miał kolizji, ani nagan

Parzniewska powiedziała także, że nowi kierowcy otrzymują do pomocy osobę, która się nimi opiekuje. "Z nowym kierowcą jeździ osoba, która ma większe doświadczenie i ona patrzy, jak taki człowiek reaguje, jak sobie radzi w stresowych sytuacjach i wyłapuje wszystkie ewentualne uwagi" - zapewniła rzeczniczka spółki.

Ponadto, jak dodała, kierowca każdorazowo przed rozpoczęciem dnia pracy, zgłasza się do dyspozytora. "Jest to osoba, która wydaje kierowcy dokumenty autobusu" - wyjaśniła. "Dyspozytor widzi tę osobę, rozmawia z nią, wydając jej dokumenty i w przypadku jakichkolwiek wątpliwości, dziwnego lub podejrzanego zachowania, jakichkolwiek niestandardowych reakcji, odsuwa kierowcę od prowadzenia pojazdu i podejmuje odpowiednie czynności" - powiedziała. Jak wskazała, dyspozytor może skierować na badania trzeźwości lub test.

"Jeśli chodzi o testy narkotykowe, tu jest inny mechanizm, ale jeśli jest podejrzenie - to oczywiście reagujemy" - zaznaczyła. Rzeczniczka spółki Arriva podkreśliła jednocześnie, że w autobusach są także alkolocki.

"W tym omawianym przypadku, jeśli te informacje się potwierdzą, to można z całą pewnością powiedzieć, że absolutnie nie było cienia jakiegokolwiek podejrzenia, że coś może być nie tak, zarówno w momencie, kiedy kierowca pobierał dokumenty w czasie rozmowy z dyspozytorem, jak i przez kilka godzin jego jazdy, aż do momentu wypadku" - zapewniła.

Przyznała także, że kierowca pracował w firmie od roku i nie miał żadnych kolizji, ani nagan. Jak dodała, w chwili obecnej spółka jest w stałym kontakcie z jego rodziną.

Tragiczny wypadek

W czwartek (25 czerwca) w Warszawie doszło do wypadku autobusu miejskiego, który przebił barierki i spadł z wiaduktu na trasie S8. Bilans wypadku to jedna ofiara śmiertelna oraz 17 poszkodowanych.

Ofiarą śmiertelną jest starsza, około 70-letnia kobieta.

Z obecnych ustaleń prokuratury wynika, że cztery osoby są w stanie ciężkim, w tym jedna w stanie bardzo ciężkim.

"Pozostałe osoby po udzieleniu im niezbędnej pomocy medycznej zostały zwolnione do domów" - poinformowała prokuratura.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje