Reklama

Reklama

Stolica: Protest przeciwko likwidacji kuchni w szkołach

Kilkadziesiąt osób demonstrowało we wtorek na ulicach Warszawy przeciwko oszczędnościom w oświacie. Zdaniem protestujących, kilka dzielnic miasta m.in. Śródmieście i Mokotów, zamierza zlikwidować dotychczasowe kuchnie w stołówkach szkolnych.

Wśród protestujących byli m.in. rodzice uczniów z Śródmieścia, Mokotowa i Bemowa, pracownice szkolnych kuchni oraz studenci z Demokratycznego Zrzeszenia Studenckiego. Przeszli oni Nowym Światem i Alejami Jerozolimskimi przed Pałac Kultury i Nauki.

Reklama

Protestujący mieli z sobą transparenty, na których można było przeczytać m.in. "Ręce precz od stołówek szkolnych". Skandowali: "szkoła nasza - polityka wasza", "edukacja to nie towar", "najpierw ludzie - potem zyski". Szli przy dźwiękach gwizdków i uderzeń metalowych chochli w pokrywki.

"Dzieci będą karmione byle czym"

- Nie chcemy zamykania kuchni w stołówkach szkolnych. Nie chcemy, by przejęli je ajenci, by wprowadzono catering. Teraz nasze dzieci są karmione smacznie i zdrowo, a co będzie potem nie wiadomo. Ajent będzie chciał zarobić. To odbije się na naszych dzieciach, bo będzie je karmił byle czym - powiedziała dziennikarzom pani Monika jedna z protestujących matek.

Inna zwróciła uwagę na ceny obiadów szkolnych. Jak mówiła, obecnie rodzice płacą tylko za produkty, z których przygotowywane są posiłki dla dzieci, a dzielnice płacą za utrzymanie kuchni.

Ceny obiadów na pewno wzrosną

- Po likwidacji kuchni ceny obiadów na pewno wzrosną. Tak dzieje się wszędzie, gdzie stołówki przejęli ajenci. Tak jest na Woli, gdzie sprywatyzowano kuchnie - oceniła.

- Brońcie dzieci i brońcie nas. Gdzie my teraz znajdziemy pracę - zaapelowała do zgromadzonych pani pracująca w kuchni jednej z śródmiejskich szkół podstawowych. Według niej, większość pracujących w szkolnych kuchniach ma powyżej 55 lat i prawie całe życie zawodowe pracowali w stołówkach dla dzieci.

Przemarsz ulicami miasta zakończył się w miejscu, gdzie podczas czerwcowych Mistrzostw Europy w piłce nożnej Euro 2012 ma się znajdować tzw. strefa kibica.

Rodzice nie zgadzają się na oszczędności w oświacie

- Dziś to miejsce jest strefą rodzica. Rodzica, który nie zgadza się na oszczędności w oświacie, które odbywają się kosztem dzieci, kosztem zdrowia dzieci - mówił Maciej Łapski z Demokratycznego Zrzeszenia Studenckiego.

Według demonstrantów, organizacja strefy kibica kosztować będzie budżet miasta ponad osiem razy więcej niż utrzymanie przez rok stołówek we wszystkich szkołach w Śródmieściu.

Kwestie ewentualnych zmian w organizacji żywienia uczniów w szkołach od marca omawiane są na komisjach oświaty i na sesjach rad dzielnic Śródmieście, Mokotów i Bemowo.

Demokratyczne Zrzeszenie Studenckie jest niezależną, ogólnopolską organizacją studencką. Powstała, by występować w obronie praw studentów.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne