Sprawdzili konta pacjenta swoich dzieci i oniemieli. "Kilka razy w tygodniu"
Rodzice dzieci z Mostowa odkryli, że w systemie IKP widnieją setki godzin terapii, w których ich pociechy nigdy nie uczestniczyły. Prokuratura postawiła zarzuty dwóm osobom pracującym w poradni organizującej spotkania. Oskarżono je o doprowadzenie do "niekorzystnego rozporządzenia mieniem" Narodowego Funduszu Zdrowia. Jak podaje prokuratura, chodzi o kwotę 300 tys. zł. Rodzice chcą, by fikcyjne informacje zniknęły z dokumentacji medycznych ich dzieci. Obawiają się, że mogą one przynieść w przyszłości negatywne konsekwencje.

W skrócie
- Rodzice uczniów z Mostowa odkryli, że ich dzieci były wpisane jako uczestnicy zajęć terapeutycznych, które się nie odbyły.
- Dokumentacja medyczna zawierała fałszywe informacje o rzekomych postępach w terapii.
- Sprawa została zgłoszona do prokuratury, a rodzice domagają się usunięcia nieprawdziwych danych z systemu.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Przez kilka lat w Niepublicznej Szkole Podstawowej w Mostowie (woj. mazowieckie) miały odbywać się zajęcia terapeutyczne dla uczniów. W dokumentach figurowało, że dzieci uczestniczyły w setkach godzin spotkań, prowadzono ich obserwacje i wystawiano opinie. Problem w tym, że - jak twierdzą rodzice - żadnych takich zajęć nigdy nie było.
Przez trzy lata kilkuletnia Kasia miała uczestniczyć w 350 takich spotkaniach. Jej terminarz z tego czasu, przygotowany na podstawie wpisów z Internetowego Konta Pacjenta, wypełniony jest zaznaczonymi na czerwono datami spotkań, po kilka w każdym tygodniu. Nawet wtedy, gdy fizycznie nie mogła brać w nich udziału, bo była na zabiegu w szpitalu.
Mostów. Terapia, której nie było
Jesienią 2021 roku do rodziców uczniów wspomnianej szkoły zwróciła się dobrze znana im Aleksandra, nauczycielka i terapeutka środowiskowa, która zaproponowała udział dzieci w dodatkowych zajęciach rozwijających. Miały to być ćwiczenia z czytania, pisania, tzw. terapia ręki i inne aktywności wspierające rozwój. Zajęcia miały odbywać się w szkole, w porozumieniu z Poradnią Zdrowia Psychicznego w pobliskich Łosicach (ośrodek podległy Poradni w Pniewach). Terapeutka miała także odwiedzać dzieci w domach.
Rodzice wypełnili zgody, licząc, że to szansa na dodatkowe, bezpłatne wsparcie. Zajęcia faktycznie się rozpoczęły, ale tylko na krótko.
- Córka chodziła może kilka razy, od października do grudnia. Potem było coraz mniej spotkań, aż w końcu zniknęły całkowicie - wspomina Karolina, matka Natalii, jednej z uczennic. - Uznałam, że program się nie udał i nikt się tym specjalnie nie przejął.
Kasia brała z kolei udział w kilku spotkaniach grupowych w przedszkolu, ale potem sprawa wygasła i nikt nie kontaktował się z jej rodzicami.
Mostów. "Córka nie uczęszczała na żadne zajęcia"
- Zorientowałam się, że coś jest nie tak, gdy znajoma znajomej zapytała mnie, czy moja Kasia nadal chodzi na terapię w ośrodku, bo ma informacje, że spotkania wciąż się odbywają. Byłam zaskoczona, bo córka od dawna nie uczęszczała na żadne zajęcia - opowiada Maria, matka dziewczynki.
W listopadzie 2024 r. opowiedziała o swoich wątpliwościach koordynatorce z poradni. - Próbowała całą sprawę wyciszyć, tłumacząc, że nagłośnienie może zaszkodzić placówce. Mówiła, że wpisy istnieją tylko w dokumentacji przychodni i za dwa-trzy lata zostaną usunięte z ich wewnętrznego systemu - mówi Maria.
Jednocześnie wpisy o zajęciach dalej pojawiały się w systemie, razem z opinią o kilkuletniej terapii jej córki, z której miały wynikać różne postępy dziecka.
- Pewnego dnia zobaczyłam w telewizji materiał, w którym opowiadano o podobnej sytuacji, a wizyty, które się nie odbywały, wpisane były na Internetowych Kontach Pacjenta dzieci. Sprawdziłam to u nas i faktycznie wizyty były odnotowane - relacjonuje kobieta.
Mostów. "Twoja Ala też jest na liście"
- Ala miała wtedy cztery lata - opowiada kolejna matka, Weronika.
Jej córka od urodzenia ma obustronny niedosłuch i nosi aparaty słuchowe. Przed wyrażeniem zgody na dodatkowe zajęcia rodzice zostali poproszeni o dostarczenie dodatkowej dokumentacji medycznej. Po namyśle jednak zrezygnowali. - Ala miała już wiele innych zajęć, więc uznaliśmy, że to dla niej za dużo. Nie wysyłałam dokumentacji. I o całej sprawie zapomniałam.
Trzy lata później znajoma matka z tej samej miejscowości powiedziała Weronice o dziwnej sytuacji w poradni - dzieci są wpisane na listy uczestników terapii, których nigdy nie było.
Kobieta odetchnęła z ulgą: - Powiedziałam, że to pewnie jakaś pomyłka, bo przecież Ala w ogóle nie brała udziału w tych zajęciach. Wtedy usłyszałam: Twoja Ala też jest na liście.
Mostów. Setki godzin spotkań. "Nikt do nas nie przychodził"
W dokumentach młodych pacjentów zapisano setki godzin spotkań, diagnozy, obserwacje, plany terapeutyczne i notatki o rzekomych postępach. Co więcej - pojawiały się tam też wpisy, że terapeuta środowiskowy odwiedzał dziecko w domu i prowadził sesje indywidualne - słyszymy od rodziców.
- Nikt nigdy do nas nie przychodził. A wpisy były dokładne: konkretne daty, godziny, a nawet notatki o emocjach dziecka. W niektórych dniach córka miała gorączkę albo wyjeżdżała z nami na wakacje, ferie, więc nawet nie mogłaby brać udziału w zajęciach - opowiada Karolina.
Kiedy rodzice zaczęli się ze sobą kontaktować, odkryli, że podobne wpisy znajdują się w dokumentacji co najmniej jedenastu dzieci z tej samej szkoły.
- Na Internetowym Koncie Pacjenta jest napisane, że terapia trwała trzy lata, trzy razy w tygodniu. To daje około 400 spotkań, trwających między 40 a 100 minut, których po prostu nie było - zaznacza Karolina.
Mostów. Rodzice zgłosili nadużycie. "Jak NFZ się dowie..."
Kobiety zgłosiły się do poradni w Łosicach. Jak relacjonują, tamtejsza koordynatorka przyznała, że w systemie wpisywano fikcyjne wizyty, ale oni to już "wyłapali i zakończyli terapię". - Wpisano, że nasze dzieci zakończyły terapię, bo dobrze funkcjonują - relacjonuje Weronika.
W dokumentacji Ali znalazł się oficjalny wpis:
"Zakończenie terapii w związku z zadowalającym funkcjonowaniem dziewczynki. Ala doskonale radzi sobie w zdobywaniu nowej wiedzy szkolnej, percepcja słuchowa jest na odpowiednim poziomie, dziewczynka dobrze trzyma narzędzie pisarskie, koncentracja uwagi bardzo dobra".
Terapeutka Aleksandra może nie być jedyną osobą zamieszaną w sprawę. Jak słyszymy od rodziców, jedna z psycholożek pracujących w przychodni sporządzała podsumowania terapii, które się nie odbyły.
- Ta psycholożka nigdy nie widziała mojego dziecka. Wpisała takie podsumowanie, wiedząc, że terapia się nie odbyła - mówi Weronika. - Prosiła tylko, żebyśmy niczego nie zgłaszały, bo "jak NFZ się dowie, będą musieli oddawać pieniądze".
W pewnym momencie rodzice skonfrontowali się także z Aleksandrą.
- Przepraszała, płakała, mówiła, że ma trudną sytuację rodzinną. Powiedziała: "jeśli trzeba będzie, odsiedzę swoje". Później jednak przestała odbierać telefony, pousuwała nas z Facebooka - dodaje Weronika.
Mostów. Rodzice zarzucają oszustwo. Sprawa w prokuraturze
Po miesiącach rodzice złożyli zawiadomienie na policję. Sprawa trafiła do Prokuratury Rejonowej w Siedlcach. W poradni, jak słyszymy, zarządzono przeprowadzenie audytu.
"Śledztwo w tej sprawie zostało wszczęte w styczniu tego roku i jest prowadzone nadal z uwagi na potrzebę gromadzenia materiału dowodowego w zakresie wszystkich aspektów twego zdarzania" - przekazała Interii rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Siedlcach prokurator Krystyna Gołąbek.
"Zebrany dotychczas materiał dowodowy dostarczył podstaw do przedstawienia w październiku 2025 r. jednej z terapeutek środowiskowych zarzutów popełnienia przestępstw polegających na tym, że w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, poświadczyła nieprawdę w dokumentacji medycznej co do okoliczności mających znaczenie prawne, poprzez wpisanie tamże nieprawdziwych danych co do przeprowadzenia zajęć terapeutycznych u 11 pacjentów, których w rzeczywistości nie przeprowadziła" - czytamy.
Jak dodano, oskarżona doprowadziła tym samym Narodowy Fundusz Zdrowia do "niekorzystnego rozporządzenia mieniem".
Podobnej treści zarzuty przedstawiono wspomnianej psycholożce, która w dokumentacji pacjentów wpisywała nieprawdziwe informacje dotyczące liczby udzielanych małoletnim pacjentom porad psychologicznych.
Wysokość mienia to 300 tys. zł - przekazała Interii Prokurator Rejonowa Katarzyna Wąsak.
Jak dowiadujemy się od kierownictwa przychodni w Pniewach, środki od NFZ przeznaczone na wspomniane usługi zostały funduszowi zwrócone.
Audyt w placówce zdrowia
- Pierwsze niepokojące sygnały dotarły do nas w listopadzie ubiegłego roku - mówi Interii Ernest Dobrzyński, kierownik działu psychiatrii i leczenia uzależnień SP ZOZ w Pniewach. - Cały proces weryfikacji z naszej strony został szybko uruchomiony, dodatkowo niezwłocznie zgłosiliśmy sprawę do organów państwowych oraz została rozwiązana umowa z osobą, która realizowała usługi.
Niedawno w przychodni zakończył się wspomniany audyt. - Większa część kwestionowanych usług dotyczyła nieprawidłowości w świadczeniach prowadzonych przez jednego terapeutę w środowisku na rzecz niewielkiej liczby pacjentów. W przypadku wszystkich wątpliwych świadczeń została dokonana korekta ujemna, tym samym Narodowy Fundusz Zdrowia nie poniósł z tego tytułu żadnego uszczerbku - podkreśla Dobrzyński.
Jak mówi, wysłano także wnioski o wykreślenie zajęć z dokumentacji medycznej dzieci. - Sprawa jest bardzo delikatna i nie jest zerojedynkowa, dlatego że jakaś część zajęć się odbyła. Z naszej strony najistotniejsze było zadbanie o dobrostan dzieci - dodaje.
Mostów. Rodzice apelują. "Chcemy, żeby wpisy zniknęły"
- Nikt nie wie, gdzie trafiły dane naszych dzieci, czy rzeczywiście da się je usunąć z systemu. A przecież za 10 czy 20 lat ktoś może to odczytać jako historię leczenia psychiatrycznego - podkreśla Weronika.
Dla rodziców wspomniane zmiany w dokumentacjach dzieci są teraz najważniejsze.
- W papierach nasze zdrowe dzieci figurują jako osoby z zaburzeniami emocjonalnymi i deficytami rozwojowymi. To może mieć wpływ na ich przyszłość - podkreśla Karolina. - Chcemy tylko, by te dane zostały usunięte, a osoby odpowiedzialne poniosły konsekwencje.
- Chcemy, żeby te wpisy zniknęły. Czujemy się oszukani z każdej strony - wtóruje Weronika.
Rodzice pytali Aleksandrę o powody jej działań. Jak relacjonują, tłumaczyła, że "zrobiła to dla statystyk". Interia skontaktowała się z terapeutką, ta jednak odmówiła komentarza.
*Imiona bohaterek tekstu zostały zmienione.
Anna Nicz
Chcesz porozmawiać z autorką? Napisz: anna.nicz@firma.interia.pl













