Reklama

Reklama

Skakały po worku, w którym był szczeniak. Policja zaostrza zarzuty

Policja zaostrzyła zarzuty dwóm kobietom, które w połowie sierpnia, w okolicach Góry Kalwarii próbowały utopić szczeniaka w worku, a wcześniej po nim skakały. Matka i córka mają odpowiedzieć za usiłowanie uśmiercenia zwierzęcia ze szczególnym okrucieństwem. Grozi im nawet 5 lat więzienia.

Początkowo 60-latka i 22-latka usłyszały zarzuty z art. 35 p. 1 ustawy o ochronie zwierząt, czyli usiłowania uśmiercenia zwierzęcia. To przestępstwo zagrożone jest karą do 3 lat więzienia. Po przeanalizowaniu zgromadzonego w tej sprawie materiału dowodowego Prokuratura Rejonowa w Piasecznie zleciła policji zamianę kwalifikacji prawnej czynu, o który podejrzane są kobiety. Jak poinformował PAP kom. Jarosław Sawicki z Komendy Powiatowej Policji w Piasecznie, w czwartek, w godzinach wieczornych kobietom zmieniono zarzut. Mają odpowiadać za usiłowanie uśmiercenia szczeniaka ze szczególnym okrucieństwem. Ustawa określa, że taki czyn zagrożony jest karą od 3 miesięcy do lat 5 więzienia.

Reklama

Prokurator Karol Borchólski z Prokuratury Rejonowej w Piasecznie powiedział PAP, że po zmianie kwalifikacji czynu prokuratura będzie wnioskowała o to, aby obie podejrzane zostały poddane obserwacji psychiatrycznej, bo czyn, którego dokonały z takim okrucieństwem budzi podejrzenia, co do ich stanu psychicznego.

Łapy miał skrępowane taśmą

Zdarzenie miało miejsce 15 sierpnia przed południem. Kobieta spacerująca przy jeziorku w okolicy Moczydłowa (gm. Góra Kalwaria) zauważyła, jak dwie kobiety nad stawem kopią w worek i próbują zanurzyć go w wodzie. "Z worka wydobywał się skowyt zwierzęcia" - opisywał kom. Sawicki. Kobieta zaczęła krzyczeć i wtedy kopiące worek osoby uciekły, a potem odjechały zaparkowanym w pobliżu samochodem. W worku na gruz budowlany był kolejny worek foliowy, a w nim zakrwawiony kilkumiesięczny pies. Łapy miał skrępowane taśmą klejącą. Do worka wrzucono także duży kamień. Na miejsce wezwano załogę fundacji Animal Rescue Polska, a ta zajęła się rannym psem.

By odnaleźć sprawców wolontariusze użyli podstępu. "Postanowiliśmy opublikować zdjęcie psiaka i oznajmić, że błąkał się on nad Wisłą. Nie chcieliśmy wystraszyć sprawczyń ani świadków. Po godzinie zgłosiła się roztrzęsiona właścicielka. Opisała psa bardzo dokładnie, informując, że kilka godzin wcześniej uciekł jej ze smyczy. Pojechaliśmy do niej, aby sprawdzić, czy to ona próbowała zabić psa, pakując go do worka. Zabraliśmy świadka, która widziała twarze kobiet uciekających autem z miejsca zdarzenia" - poinformował Dawid Fabjański z Animal Rescue Polska.

Świadek rozpoznała obie osoby. Wezwano policję. Jak ustaliła PAP, kobiety miały tłumaczyć, że szczeniak przeszkadzał im, bo mają trudną sytuację rodzinną. Zwierzę było zaczipowane.

"Lekarze stwierdzili znaczną opuchliznę głowy i pyska oraz podejrzenie złamanie miednicy. Pies był wychudzony, bał się smyczy. Właściciele musieli się nad nim znęcać już wcześniej" - mówi Fabjański z ARP. Pies przebywa w domu tymczasowym fundacji.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy