Reklama

Reklama

Proces Wellman-Piekara. Sąd: Wyrok na posiedzeniu niejawnym

Na sali Sądu Okręgowego w Warszawie spierano się we wtorek o aborcję i granice wolności słowa. Sprawa dotyczy wpisu pisarza science fiction Jacka Piekary na Twitterze, za który dziennikarka telewizyjna Dorota Wellman pozwała go o naruszenie dóbr osobistych.

Sędzia Piotr Królikowski zdecydował, że pełnomocnicy mają 60 dni na złożenie do sądu mów końcowych w formie pisemnej, a wyrok zapadnie na posiedzeniu niejawnym.

Proces Wellman-Piekara. Powodem wpis pisarza

- Miałem dość mgliste pojęcie o Wellman, dopóki nie zostałem przez nią oskarżony. To, co się wylewa z jej ust, to szambo. To kobieta, która się obnaża w telewizji. Kobieta, która się lubuje w krytykowaniu ładnych, szczupłych kobiet - mówił przed sądem pozwany Jacek Piekara.

Współpracujący z prezenterką specjalista od reklamy i wizerunku zeznał w sądzie, że "Dorota przejęła się tym wpisem. Ten temat ją bardzo stresuje, jest jej przykro. Kilka razy wprost powiedziała, że czuje się obrażona". Mówił też, że Dorota Wellman długo starała się o dziecko, była w związku z tym poddana intensywnej terapii hormonalnej.

Reklama

Tweet będący przedmiotem tej sprawy brzmiał: "Do aborcji potrzebne jest zapłodnienie... Do zapłodnienia potrzebny jest seks... Dobrze wiedzieć, że Dorocie Wellman nie grozi aborcja!". Jacek Piekara opublikował go w 2016 roku na swoim publicznym profilu na Twitterze.

W 2017 r. wymiar sprawiedliwości wydał wyrok na korzyść prezenterki. Sąd uwzględnił wszystkie roszczenia Doroty Wellman - z których prawdopodobnie najdotkliwszym dla pozwanego był nakaz wykupienia przeprosin w "Gazecie Wyborczej". Ogółem podporządkowanie się wyrokowi kosztowałoby go niemal pół mln zł. Piekara twierdzi, że to zamach na wolność słowa i próba "puszczenia go w skarpetkach".

Ze względu na to, że zawiadomienia o sprawie nie były przez pozwanego odbierane oraz ze względu na zły adres do korespondencji, przez co czynności toczyły się pod jego nieobecność, Sąd Apelacyjny w Warszawie nakazał ponowne rozpatrzenie sprawy. Wymiar sprawiedliwości wstrzymał też wykonalność zapadłego wyroku zaocznego z 2017 roku. W obecnej sprawie roszczenia powódki zostały ograniczone do ok. 100 tys. zł.

O sprawie można przeczytać TUTAJ

Proces Piekara-Wellman. "Nie zależy jej na przeprosinach"

Na wtorkowej rozprawie wyjaśniła się też sprawa tweeta o kolejnym pozwie od Wellman, opublikowanego przez Jacka Piekarę w poniedziałek. Chodzi jedynie o rozszerzenie pozwu. Piekara w jednym z kolejnych wpisów porównał Dorotę Wellman do Sheloby. - to wielka, odrażająca, plująca jadem pajęczyca z cyklu powieści J.R.R. Tolkiena.

Nie zależy jej na przeprosinach, na dotarciu do opinii publicznej, zależy jej na finansowym zniszczeniu przeciwnika. Na mnie, jako znienawidzonym przeciwniku społeczno-politycznym, i osobie, która ośmieliła się szturchnąć ego wielkiej celebrytki - zeznawał przed sądem pozwany.

Jak tłumaczył, ośmieszenie jest uznaną metodą w walce społeczno-politycznej, jego wpis był podyktowany tym tylko, że Dorota Wellman zachęcała do udziału w czarnych marszach, bo ją samą w owym czasie "ledwie kojarzył". Mówił też, że z powodu swoich wpisów nie ma żadnych kłopotów na Twitterze. Żaden z tweetów o Dorocie Wellman nie doczekał się reakcji ze strony administracji Facebooka. A jedyną osobą, która go pozwała za dosadne słowa, była prezenterka.

Sąd postanowił pominąć dowód z przesłuchania powódki. Jak mówiła jej pełnomocniczka mec. Anna Kruszewska, nieobecność Wellman na sali rozpraw jest spowodowana delikatną, osobistą sprawą. Część rozprawy, na której tłumaczyła powody nieobecności swojej klientki, została utajniona. Sąd jednak nie zgodził się na przesłuchanie prezenterki w formie pisemnej.

Natomiast obrona sama wycofała dowód z przesłuchania Marcina Prokopa. Zeznawał jedynie specjalista od wizerunku i reklamy, który współpracuje z Wellman przy kampaniach reklamowych.

- Jej marka jest wysoko wyceniana, na poziomie Martyny Wojciechowskiej. Dorota wysoko ceniona jest za merytorykę, jako dziennikarka, za warsztat, publikacje książkowe. Na poziomie show-biznesu jest ceniona za to, że się nie lansuje w mediach społecznościowych. Reklamowo starannie wybiera partnerów, nie sprzedaje się na lewo i prawo ze swoim wizerunkiem. Wspiera wiele fundacji i osoby prywatne - mówił sądowi świadek. Dodał, że w jego opinii po wpisie Piekary przybyło negatywnych opinii dotyczących cielesności prezenterki.

- Spotkała ją niezrozumiała fala nienawiści ze strony pozwanego. W branży wizerunkowej tzw. miniserial - dodał. Obrona Jacka Piekary, mec. Wojciech i Paweł Zielińscy zapowiedzieli, że dołączą jeszcze do akt wniosek dowodowy w postaci publikacji z "Pudelka", w której dziennikarka deklaruje, że nie są w stanie jej obrazić przytyki do jej fizyczności.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy