Reklama

Reklama

"Państwo w Państwie": Strzelnica pod Ostrołęką zagraża mieszkańcom

Mieszkańcy wsi Stepna-Michałki pod Ostrołęką każdego dnia boją się o zdrowie i życie. A to wszystko przez znajdującą się tam strzelnicę zarządzaną przez Polski Związek Łowiecki. Zgodnie twierdzą, że strzelnica nie jest zabezpieczona w należyty sposób, a pociski wystrzeliwane przez użytkowników opuszczają teren obiektu. Sprawą zajęli się reporterzy programu "Państwo w Państwie".

- Okolice tej strzelnicy to śmiertelna pułapka. Kwestia czasu, kiedy komuś stanie się krzywda. Tylko wtedy będzie płacz, ale nie będzie winnego - mówi Julia Olbryś mieszkająca w sąsiedztwie strzelnicy.

Jednym z przykładów jest sytuacja, która spotkała Sławomira Żebrowskiego. Podczas spaceru w lesie niemal został trafiony pociskiem, który wydostał się ze strzelnicy. Jako dowód pokazuje nagranie - słychać na nim przelatującą kulę.

- Po jakimś czasie dotarło do mnie, że mogłem tam zginąć. Tu przyjeżdżają nasze dzieci, bawią się w tych lasach, jeżdżą na rowerach. Nie chcę sobie nawet wyobrażać, co mogłoby się stać, gdyby właśnie wtedy były tam dzieci - opowiada pan Sławomir.

Reklama

Z kolei w sierpniu 2018 roku pocisk miał wybić szybę w samochodzie państwa Pażychów zaparkowanym na ich prywatnej posesji.

Korzysta z niej policja

Zarządcy strzelnicy nie mają sobie nic do zarzucenia. Ich zdaniem obiekt jest zabezpieczony we właściwy sposób. Ponadto ze strzelnicy korzystają różne służby. Szkolenia realizuje tam chociażby policja.

- Ja tych wszystkich ludzi zapraszam do nas, na jeden weekend wystarczy. Niech wezmą swoje dzieci i zobaczą, jak żyjemy, jak musimy cały czas bać się o własne bezpieczeństwo, bo nie wiadomo, kiedy znowu usłyszymy kule blisko nas. Niech przyjadą i sami zobaczą, jak musimy żyć - mówi Julia Olbryś.

W obu wypadkach prokuratura umorzyła śledztwa, śledczy uznali, że nie ma wystarczających dowodów potwierdzających, że naboje faktycznie pochodziły ze strzelnicy. W przypadku wybitej szyby w samochodzie zasugerowano nawet, że kula mogła zostać podrzucona. Nie zdecydowano się jednak oskarżyć państwa Pażychów o składanie fałszywego doniesienia.

- Gdzieś tam być może słychać przygłuszone strzały oraz świst. Nie można jednak było dokładnie i szczegółowo określić, co to za wystrzały i z jakiego źródła pochodzi dźwięk uwieczniony na nagraniach - tłumaczy Edyta Łukasiewicz z Prokuratury Okręgowej w Ostrołęce.

Problemem ciągły hałas

Mieszkańcy wsi wskazują również, że jednym z głównych problemów związanych ze strzelnicą jest ciągły hałas powstający podczas wystrzałów. Urzędnicy starostwa zlecili kontrolę, która wykazała, że normy dzienne zostały przekroczone o 22 decybele, a nocne o 16. Dodatkowo okazało się, że część obiektów strzelnicy jest samowolą budowlaną bez pozwolenia na użytkowanie.

- Tutaj jest bezpiecznie. 36 lat nie było żadnego wypadku, żeby ktokolwiek ucierpiał i mam nadzieję, że tak zostanie do końca - odpowiada Edward Kłos opowiedziany za bezpieczeństwo na strzelnicy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje