Reklama

Reklama

Mazowieckie: Więzień uciekł przez okno. Śledztwo umorzono

Prokuratura Rejonowa w Płocku (Mazowieckie) umorzyła śledztwo, dotyczące podejrzenia niedopełnienia obowiązków przez 11 funkcjonariuszy Służby Więziennej w związku z ucieczką osadzonego z tamtejszego zakładu karnego we wrześniu 2013 r.

Powodem decyzji o umorzeniu śledztwa jest brak znamion czynu zabronionego - poinformował w środę prowadzący postępowanie prokurator Paweł Siemion. Decyzja o umorzeniu jest nieprawomocna.

Do ucieczki osadzonego z płockiego zakładu karnego doszło w nocy z 9 na 10 września 2013 r. Mężczyzna wydostał się przez okno celi po nadpiłowaniu i wypchnięciu krat. Przez funkcjonariuszy został zauważony, gdy był na więziennym dziedzińcu. Udało mu się pokonać mur. Został ujęty przez policję w ciągu kilku minut, ok. 200 metrów od zakładu karnego. Nie stawiał oporu.

Reklama

Po zatrzymaniu zbieg został zakwalifikowany do kategorii osadzonych niebezpiecznych i przeniesiony do innego zakładu karnego. W chwili ucieczki odbywał wyrok dożywotniego pozbawienia wolności od 10 lat.

Śledztwo w sprawie ucieczki osadzonego wszczęto z urzędu tuż po zdarzeniu i prowadzono po złożonym przez nowego dyrektora płockiego zakładu karnego zawiadomieniu o podejrzeniu popełnienia przestępstwa niedopełnienia obowiązków. Zawiadomienie dotyczyło 11 funkcjonariuszy Służby Więziennej różnego szczebla, w tym dyrektora placówki, pełniącego to stanowisko, gdy doszło do ucieczki więźnia.

- Nieprawidłowości opisane w zawiadomieniu złożonym przez dyrektora zakładu karnego nie wyczerpują znamion czynu zabronionego - powiedział prokurator Siemion. Zaznaczył, że by mówić o przestępstwie niedopełnienia obowiązków, czyn taki musi być popełniony "z winy umyślnej". - Takiej umyślności w tej sprawie nikomu nie można przypisać - dodał. Przyznał, że w przypadku kwalifikacji czynu jako działania nieumyślnego musi wystąpić istotna szkoda, a tej w sprawie nie można się dopatrzyć.

Na podstawie opinii biegłego w śledztwie ustalono m.in., że nadpiłowanie prętów krat w oknie celi mogło nastąpić od kilku do kilkudziesięciu godzin przed ucieczką, a innego ich elementu - płaskownika - w okresie wcześniejszym. Sam osadzony maskował nadpiłowanie płaskownika. Według biegłego, kontrole stanu kraty okiennej, polegające na ich ostukiwaniu, biorąc pod uwagę mocowanie i wielokrotne malowanie, oraz umiejscowienie samego płaskownika na dole kraty, który nie był do końca przepiłowany, mogłyby być niesłyszalne, w efekcie nieskuteczne.

Śledztwo nie wykazało jednocześnie, że posiadane przez osadzonego narzędzia, które mógł on wykorzystać do przygotowania ucieczki, pochodziły z terenu zakładu karnego. - Trzeba uznać, że osadzony na tyle skutecznie ukrywał narzędzia, że nie zostały one wykryte. Nie można wymagać, że za każdym razem cela będzie całkowicie rozbierana. Nie ma stuprocentowej pewności, że każda kontrola wszystko wykryje - podkreślił prokurator Siemion.

W marcu 2014 r. Prokuratura Rejonowa w Płocku umorzyła śledztwo w sprawie ucieczki więźnia z tamtejszego zakładu karnego, które dotyczyło samego osadzonego. Powodem było odbywanie przez niego kary dożywotniego pozbawienia wolności. Decyzja o zakończeniu śledztwa w tym przypadku dotyczyła tzw. umorzenia absorpcyjnego, czyli sytuacji, gdy orzeczenie nowej kary byłoby niecelowe z uwagi na wysokość kary już wcześniej wymierzonej.

Tuż po ujęciu zbiega dyrektor okręgowy Służby Więziennej w Łodzi powołał specjalną komisję, badającą okoliczności ucieczki. Jeszcze w trakcie postępowania wewnętrznego ówczesny dyrektor płockiego zakładu karnego został odwołany, a na jego miejsce powołano pełniącego wcześniej stanowisko zastępcy dyrektora aresztu w Piotrkowie Trybunalskim (Łódzkie). W ramach prac komisji nie stwierdzono, by więźniowi pomagał ktoś w ucieczce. Wobec części funkcjonariuszy płockiego zakładu karnego wszczęto postępowania dyscyplinarne i środki dyscyplinujące z ustawy o Służbie Więziennej, w tym m.in. rozmowy instruktażowe.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy