Raport NIK odbija się szerokim echem. Nauczyciele o "patologicznym systemie"
Najwyższa Izba Kontroli alarmuje o błędach popełnianych przez egzaminatorów podczas sprawdzania matur. W latach 2021-2024 system miał nie działać tak, jak powinien. W jednej OKE co piąty egzaminator niepoprawnie ocenił maturę. Nauczyciele nie są zaskoczeni. Mówią o przeciążeniu, pracy na akord, ale i uznaniowości egzaminatorów. Dyrektor CKE reaguje i zapewnia, że przeanalizuje procedury sprawdzania i oceniania prac egzaminacyjnych.

W skrócie
- NIK ujawnia poważne błędy egzaminatorów przy sprawdzaniu matur, co wpływa na wyniki tysięcy uczniów.
- Nauczyciele wskazują na przeciążenie, niskie wynagrodzenia i niejasne zasady oceniania jako główne przyczyny problemów.
- CKE zapowiada przeanalizowanie i ewentualną reformę procedur mających poprawić rzetelność oceniania.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Dorota Oleszczak jest nauczycielką języka polskiego od ponad 20 lat. Pamięta jeszcze czasy egzaminów wewnętrznych, kiedy maturę oceniali nauczyciele i nikt nie musiał mieć kwalifikacji egzaminatora. To zmieniło się w 2005 roku. By sprawdzać matury pisemne, trzeba było zostać egzaminatorem.
Zdecydowała się zrobić kurs. Wspomina, że "przebrnęła" przez szkolenie jedynie dlatego, że prowadzące mówiły wprost: istnieje klucz do matury, jest on mocno ograniczający, ale zawiera sformułowania "na przykład to i to", można być bardziej twórczym.
Została zaproszona do sprawdzania matur pisemnych, ale odmówiła. Wówczas płacono 10 zł za jeden arkusz. - Przedstawiono mi tę ofertę jako niezwykle atrakcyjną. Ale dla mnie ta stawka była obraźliwa - komentuje.
Matura. "Egzaminator ocenia, co wydaje mu się, że powinno być"
Matura znów się zmieniła, od klucza zaczęło się odchodzić. - Ale pojawiły się kolejne zasady, w mojej ocenie uznaniowe i niejasne - dodaje Dorota Oleszczak. Sama nigdy nie podjęła się sprawdzania matur, ale zna środowisko i wie, jak ocenianie przebiega. Co roku przewodniczy też w czasie matury ustnej, jak dodaje "nie wolnej od absurdów".
- Egzaminator powinien sprawdzać, co w pracy jest, a nie to, co jemu się wydaje, że powinno być i byłoby lepsze. Jest to napisane czarno na białym we wskazówkach dla sprawdzających wypracowanie zamieszczonych na stronie internetowej CKE. Jeśli młody człowiek napisał tekst zgodnie z tematem to jest to najważniejsze, można przyznać punkty. Wielu egzaminatorów ma swoją wizję i gdy nie przystaje ona do tego, co jest w tekście, uczeń dostaje bardzo mało punktów lub jest ich nawet pozbawiony - relacjonuje.
I dodaje, że egzaminatorzy pracują na akord, bo zarobione pieniądze zależą od liczby sprawdzonych prac. I choć teraz stawki wzrosły do 47 zł brutto to i tak nauczyciel musi się narobić, żeby zarobić.
- Niesatysfakcjonująca jest ta stawka w stosunku do odpowiedzialności, ale też oburzające są warunki pracy: na niewygodnych krzesełkach, zdarza się że takich malutkich dla dzieci z klas I-III. To sprawia, że człowiek jest zmęczony, niedokładny. Do tego dochodzi presja. Jak ktoś próbuje się postawić to słyszy: "ale kto to sprawdzi, weź jeszcze chociaż 20 prac". I ludzie się łamią - komentuje.
I podsumowuje: - Z czegoś później takie raporty, jak ten NIK, się biorą.
Potrzebne zmiany "nie kosmetyczne, a rewolucyjne"
Rozmawiamy jeszcze z polonistką Iwoną Ochodek-Szpak. Pracuje jako nauczycielka już 30 lat, również w 2005 roku zdobyła uprawnienia egzaminatora. Ostatecznie jednak prac pisemnych nie sprawdzała. Dlaczego?
- Sposób, warunki pracy i czas, kiedy się to odbywa zniechęciły mnie całkowicie. Maj to bardzo trudny moment w oświacie. Dla osoby, która rzetelnie pracuje przez cały tydzień w szkole i popołudniami jest na ustnej maturze, sprawdzanie matur pisemnych w weekendy wydawało się nierealne - komentuje.
- Taka była moja decyzja: nie mam siły ani fizycznej, ani psychicznej, aby podjąć się tej pracy i wykonywać ją porządnie, rzetelnie i wziąć za nią pieniądze - dodaje. - Wiem, ile czasu zajmuje mi poprawienie matur próbnych moich uczniów i wyjaśnienie im, dlaczego przyznałam tyle punktów. To też był kolejny powód: bycie trzy dni w zakoszarowaniu w innej szkole, z przerwą na posiłek wydało mi się ponad siły.
I wskazuje: - Za każdym razem, kiedy koleżanki wracały z tego sprawdzania i opowiadały, jak to wygląda, utwierdzałam się tylko w tym, że moja decyzja była słuszna.
- Tu potrzeba zmian nie kosmetycznych, a rewolucyjnych. W mojej ocenie łączenie ról wychowawczyni, nauczycielki i egzaminatorki kończy się właśnie tak, jak się skończyło - nieprawidłowościami, które wychwycił NIK - podsumowuje.
Raport NIK. "Stracona szansa na studia"
NIK skontrolowała Centralną Komisję Egzaminacyjną w Warszawie i Okręgową Komisję Egzaminacyjną w Poznaniu obejmującą zakresem działania obszar województw: zachodniopomorskiego, lubuskiego i wielkopolskiego.
Wykazano, że co piąty egzaminator OKE w Poznaniu "popełniał błędy merytoryczne w ocenie prac maturalnych, a od 10 proc. do 18 proc. egzaminujących popełniało błędy techniczne".
"W OKE w Poznaniu 40 proc. wniosków o weryfikację wyniku egzaminu maturalnego kończyło się jego podwyższeniem i koniecznością zmiany świadectwa dojrzałości. W całym kraju dotyczyło to 25 proc. takich przypadków. Dla wielu maturzystów zaniżenie oceny mogło oznaczać straconą szansę na studia" - czytamy.
Według NIK system szkolenia egzaminatorów nie zdaje egzaminu.
"Patologiczny system" i "przeciążenie egzaminatorów"
W poście zamieszczonym na facebookowym profilu inicjatywy nauczycielskiej Protest z Wykrzyknikiem czytamy: "Egzaminatorzy powszechnie zwracają uwagę na warunki pracy generujące zmęczenie i skutkujące błędami nawet u rzetelnych, doświadczonych egzaminatorów. Naprawdę trudno spodziewać się maksymalnego skupienia uwagi u osób pracujących przez 12 godzin w weekendy pomiędzy normalnymi obowiązkami szkolnymi.
I można się obruszać, że egzaminatorzy godzą się na takie warunki. Że czasem ich priorytetem jest sprawdzenie jak największej liczby prac i możliwie największy zarobek. Ale to instytucja organizująca egzaminy odpowiedzialna jest za stworzenie tego patologicznego systemu i brak mechanizmów, które przeciwdziałałyby nadmiernemu przeciążeniu egzaminatorów".
Nauczyciele wskazują, co należy zrobić. Po pierwsze, opracować "możliwie jasne i precyzyjne" kryteria oceny, zwłaszcza w przypadku wypracowania z języka polskiego, aby zminimalizować ryzyko uznaniowości.
Po drugie: podnieść limit prac poddawanych weryfikacji, a w przypadku wypracowania z języka polskiego "wprowadzić sprawdzanie wszystkich prac przez dwóch egzaminatorów". Dalej: "należy zadbać o właściwe warunki pracy i wynagrodzenie egzaminatorów". Nauczyciele sugerują 8-godzinny tryb pracy w tygodniu, a nie w weekendy. I na koniec podnoszą temat szkoleń, mówią o stworzeniu mechanizmów "wychwytywania egzaminatorów niespełniających standardów" i odsuwania ich od sprawdzania.
CKE reaguje
Dyrektor CKE Robert Zakrzewski komentuje Interii: "CKE oraz OKE - zgodnie z przekazaną NIK informacją o sposobie wykonania wniosków sformułowanych w wystąpieniu pokontrolnym oraz o podjętych działaniach - przeanalizują obowiązujące procedury sprawdzania i oceniania prac egzaminacyjnych w kontekście wskazanych w wystąpieniu szczegółowych uwag i zastrzeżeń, w celu określenia możliwych do wdrożenia modyfikacji tych procedur, docelowo potencjalnie prowadzących do zwiększenia skuteczności eliminowania błędów w ocenianiu prac przed ogłoszeniem wyników egzaminów".
Prace rozpoczną się po zakończeniu wglądów do egzaminu w sesji poprawkowej, "aby można było uwzględnić w analizach również doświadczenia płynące z tych działań".
I dodaje: "W latach 2015-2024 liczba prac egzaminacyjnych egzaminu maturalnego sprawdzanych każdego roku wynosi około 1,3-1,4 mln (z wyjątkiem lat 2021 i 2022, kiedy było to ok. 1,7 mln), natomiast względem wszystkich sprawdzanych prac (ok. 1,3-1,4 mln każdego roku) odsetek zmienianych wyników wynosi ok. 0,2-0,3 proc.".












