Reklama

Reklama

Waży się przyszłość krakowskiej huty. W tle walka o powietrze, zieleń i brak hałasu

Krakowska huta chce stworzyć na swoim terenie strefę przemysłową, która pozwoli na emitowanie do atmosfery większej ilości zanieczyszczeń, bez konieczności przestrzegania wielu norm. Żeby utworzyć taki specjalny obszar, potrzebny jest plan zagospodarowania. I taki dokument został przygotowany przez władze miasta po tym, jak na biurko prezydenta Krakowa trafiło pismo od przedstawiciela zakładu. Kluczowa decyzja jednak w rękach radnych.

Firma ArcelorMittal to właściciel krakowskiej huty i największy producent stali w Polsce. Pod koniec sierpnia 2018 r. przedstawiciel firmy wysłał pismo do prezydenta Krakowa. Poprosił on Jacka Majchrowskiego o wsparcie w działaniach zmierzających do rozpoczęcia prac nad planem zagospodarowania dla obszaru, na którym znajduje się huta. Interia zapoznała się z przesłanym listem. "Brak planu stanowi bardzo istotne ograniczenie naszych możliwości rozwojowych" - można przeczytać w piśmie.

Siedem miesięcy później, w kwietniu 2019 r., krakowscy radni zdecydowali o tym, aby urzędnicy rozpoczęli pracę nad dokumentem. Sprawa dotyczy obszaru liczącego ponad 911 hektarów, na którym znajduje się huta im. Tadeusza Sendzimira. Właścicielem terenu jest skarb państwa, ale w wyniku podpisanych porozumień ponad 90 proc. ziemi jest w posiadaniu wieczystym firmy ArcelorMittal.

Reklama

Prace nad dokumentem trwały ponad trzy lata i zakończyły się na początku października br. Z projektu planu wynika, że teren krakowskiego kombinatu zostanie podzielony na trzy strefy, w których może być prowadzona działalność przemysłowa. Oddzielone mają one być od siebie drogami ogólnodostępnymi i zielenią. Z dokumentu możemy wyczytać, że celem planu jest "rozwój tego rejonu miasta i "przeprowadzenie rewaloryzacji terenów poprzemysłowych".

 Strefa przemysłowa i możliwość przekraczania norm zanieczyszczeń

Aby dokument wszedł w życie, muszą go przegłosować miejscy radni. Pierwsze czytanie odbyło się w środę. Szkopuł w tym, że jeśli dokument zostanie uchwalony, da możliwość firmie ArcelorMittal utworzenie strefy przemysłowej, a to może wpłynąć na jakość życia mieszkańców.

Dlaczego? Zgodnie z ustawą Prawo ochrony środowiska stworzenie takiego specjalnego obszaru pozwali na emitowanie do atmosfery większej ilości zanieczyszczeń czy możliwość przekraczania norm hałasu.

- Żeby złożyć wniosek o strefę przemysłową, trzeba mieć: wypis z planu miejscowego, który potwierdza zgodę rady na utworzenie obszaru produkcji, składowania i magazynowania. Te zapisy znajdują się w projekcie. Trzeba również mieć wypis z ewidencji gruntów i zgodę właściciela terenu - wyjaśnia Interii Grzegorz Stawowy, radny i przewodniczący komisji planowania przestrzennego rady miasta.

W praktyce oznacza to, że jeśli radni dadzą zielone światło, taka strefa najprawdopodobniej powstania. Zgodę co prawda musi wyrazić jeszcze sejmik województwa, ale tam większość radnych uważa pomysł strefy za dobry.

Spór władz Krakowa i przedstawicieli firmy

Z opracowanego dokumentu nie są zadowoleni przedstawiciele ArcerolMittal, o czym podczas środowej sesji poinformował radnych Andrzej Morzonek, przedstawiciel firmy. Jego zdaniem urzędnicy z planu powinni usunąć wszystkie drogi publiczne, pasy zieleni oraz pozwolić na budowę obiektów bez ograniczeń wysokości.

- Czym się różni huta od Jana Kowalskiego, któremu na działce ustalamy teren zielony albo mówimy mu, że będzie to część parku? Z wypowiedzi, które padły na sesji, wynika, że ja powinienem uwzględnić wszystkie oczekiwania huty, bo to jest huta. Bo interes huty jest interesem miasta. Tymczasem interes huty nie do końca jest tożsamy z interesem gminy. Tak jak bardzo często interes właściciela indywidualnego działki nie jest tożsamy z interesem Krakowa - wyjaśnia Jerzy Muzyk, wiceprezydent Krakowa.

- Ten plan był procedowany zupełnie inaczej niż wszystkie dotychczasowe. Mając świadomość, w jakim terenie opracowujemy ten plan miejscowy, dążyliśmy do aktywnego uczestnictwa przedstawicieli firmy w spotkaniach. Uważam, że był to stracony czas - dodaje wiceprezydent.

Co ciekawe, jeszcze dwa dni przed sesją urzędnicy na komisji planowania przestrzennego przekonywali, że plan jest dobry. Skąd ta zmiana? - Po pierwsze, należy podkreślić zmianę nastawienia prezydenta, który jeszcze 48 godzin przed sesją był wielkim zwolennikiem tego planu, a w podczas sesji miał już pewne wątpliwości i sam stwierdził, że nie wie, czy chce, aby plan powstał. Choć na koniec wystąpienia powiedział, że lepiej jak plan jest niż, jak go nie ma. Po drugie, dopiero na komisji planowania urzędnicy uświadomili sobie, co w praktyce oznacza strefa przemysłowa - mówi przewodniczący Stawowy.

- W Krakowie zabroniono mieszkańcom palenia węglem i drewnem. Krakowianie musieli wydać pieniądze, aby zmienić źródło ogrzewania. Trwają prace nad strefą czystego transportu, która spowoduje, że między 130 a 180 tysięcy rodzin będzie musiało wymienić samochody na bardziej ekologiczne. I nagle drugą ręką rada miasta ma puścić plan pozwalający na strefę przemysłową, która dopuszcza zwiększenie emisji zanieczyszczeń - konkluduje.

Sprzedaż ziemi i urzędnicze plany

Dlaczego zatem urzędnicy przez długie miesiące byli zwolennikami planu? Chodzi o strategiczny projekt władz Krakowa "Nowe Miasto". W rejonie Płaszowa i Rybitw urzędnicy chcą pozwolić na wzniesienie budynków o wysokości 150 metrów i stworzyć nową tkankę miejską. Szkopuł w tym, że na tym terenie znajduje się zakłady produkcyjne i gospodarujące odpadami. Władze miasta przekonywały, że jeśli zostanie uchwalony plan dla huty, to zakłady będą mogły tam przenieść swoją działalność.

Co prawda w kuluarach mówi się, że ArcelorMittal będzie chciał sprzedać około 500 hektarów ziemi. Konkretów jednak na razie brak. - Jestem sobie w stanie wyobrazić, że mając strefę przemysłową, firma sprzeda 500 hektarów potężnemu koncernowi stalowniczemu lub petrochemicznemu - mówi przewodniczący Stawowy. I podkreśla, że miasto nie ma żadnego wpływu na to, komu zakład sprzeda ziemię.

Co z planem?

- Liczba znaków zapytania i ryzyko z uchwaleniem tego planu jest bardzo duże. Należy się zastanowić, co z tym projektem zrobić. Niestety, nie ma żadnej możliwości, aby w planie wprowadzić zapisy, które chroniłby nas przed uchwaleniem strefy. Jedynym wyjściem, aby nie uchwalać strefy, jest odrzucenie planu - mówi radny Stawowy.

Na jeszcze jeden szczegół uwagę zwraca radny Łukasz Maślona. - To z czym radni nie mogą sobie poradzić od początku tej kadencji to przygotowanie wiarygodnej analizy środowiskowej dotyczącej tego terenu. Wszyscy zgadzamy się, że grunt jest skażony, ale nikt nie wie, jak bardzo - mówi. Jeśli ArcelorMittal będzie chciał sprzedać ziemię i opuścić teren, to jako miasto, musimy zadbać o to, aby posprzątali po sobie i usunęli wszelkie zanieczyszczenia z ziemi i wody. Inaczej zapłacą za to nowi właściciele, oby nie mieszkańcy Krakowa - dodaje

Głosowanie nad projektem planu odbędzie się 23 listopada.

Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: dawid.serafin@firma.interia.pl 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy