Utknęła w śniegu i zmarła. Policja nie mogła jej znaleźć, teraz się tłumaczy
Rodzina zmarłej 60-latki ma pretensje do policji, która nie potrafiła znaleźć kobiety, mimo że była z nią w kontakcie telefonicznym. W akcji poszukiwawczej uczestniczyło setki funkcjonariuszy, którzy wykorzystywali drona, psy tropiące i próbowali namierzyć komórkę zaginionej. Niestety, bez skutku. Zmarłą kobietę znaleziono dopiero kolejnego dnia. Bliscy nie ukrywają, że mają do służb żal - ich zdaniem doszło do wielu zaniedbań. W reakcji na publiczne oskarżenia policja opublikowała obszerne oświadczenie.

60-letnia kobieta zaginęła w okolicach Krakowa 12 stycznia po godzinie 18. Z zawiadomienia wynikało, że wyszła z pracy i nie dotarła do domu. Zanim mąż zaginionej powiadomił policję, kontaktował się z nią telefonicznie. Usłyszał, że żona złamała nogę i leży w zaspie śniegu. Jednocześnie poszkodowana nie potrafiła powiedzieć, gdzie jest. Nie była w stanie podać żadnego punktu orientacyjnego, wypowiadała się nielogicznie, nie pamiętała gdzie i do jakiego autobusu wsiadła i gdzie wysiadła.
Jak czytamy w policyjnym oświadczeniu, funkcjonariusze "natychmiast wszczęli poszukiwania", zaczynając od ścieżek, którymi poszukiwana regularnie się przemieszczała.
Sprawdzono trasy, którymi kobieta miała w zwyczaju wracać z pracy, do akcji zadysponowano psy służbowe, wykorzystywano drona z kamerą termowizyjną i próbowano namierzyć jej telefon. Z relacji krakowskiej policji wynika, że obszar poszukiwań stopniowo rozszerzano, angażując w działania coraz większe siły (łącznie ponad 400 osób, w tym ponad 360 policjantów).
Kraków: Policja nieskutecznie szukała zaginionej kobiety. 60-latka zmarła
W międzyczasie zaginiona kobieta przekazywała telefonicznie kolejne informacje, opisując otoczenie czy widoczne z jej lokalizacji obiekty, ale zdaniem służb "nie były na tyle precyzyjne, by pozwoliły na ustalenie miejsca, w którym się znajdowała". W kolejnych godzinach policja analizowała zapisy monitoringu z autobusów MPK i wytypowanych budynków, kilkukrotnie sprawdzano szpitale i jednostki pogotowia.
Poszukiwania prowadzone nocą nie przyniosły efektów. Kolejnego dnia rano opublikowano wizerunek 60-latki i rozesłano komunikat do mediów. Niestety, kobiety nie udało się odnaleźć żywej - ciało ujawniono 13 stycznia przed godziną 14 na granicy miejscowości Kocmyrzów i Luborzyca, około osiem km od miejsca zamieszkania zaginionej i ponad 10 km od jej miejsca pracy.
Na koniec przekazano, że w Komendzie Miejskiej Policji w Krakowie wszczęto postępowanie wyjaśniające. To reakcja na medialne doniesienia, w których "kwestionowana jest prawidłowość wykonywanych przez policjantów działań poszukiwawczych". O jakich doniesieniach medialnych mowa?
Zaginięcie 60-latki w Krakowie. Policja wydała oświadczenie
O szczegółach akcji poszukiwawczej w rozmowie z "Faktem" opowiedział jeden z synów zmarłej. Jego zdaniem "doszło do wielu zaniedbań", przez co 60-latka zamarzła. Zdaniem bliskich zmarłej, grupy poszukiwawcze były w pobliżu miejsca, gdzie się znajdowała, lecz ostatecznie do niej nie dotarły. "Jak twierdzi syn, ludzie, którzy jej szukali, byli w pobliżu, przeszli około 300-400 metrów od miejsca, gdzie utkwiła w zaspie. Jednak nie poszli dalej, bo uznali, że nie ma sensu szukać jej po polach" - czytamy w "Fakcie".
W trakcie rozmowy telefonicznej kobieta miała stwierdzić, że widziała drona. Gdy rodzina zgłosiła to jednemu z policjantów, ten stwierdził, że "matka widocznie ma zwidy" - żali się syn kobiety. Podobnie reagować miał na kolejne doniesienia - zaginiona twierdziła, że słyszała odgłosy policji i swoje imię. - Następnego dnia, 13 stycznia, znaleziono ją właśnie w tym rejonie, dokąd nie poszli - dodawał syn ofiary.
Rodzina zmarłej kobiety o "wielu zaniedbaniach" policji
Jednocześnie syn 60-latki zarzucił policjantom, że przez niemal 24 godziny nie potrafili zlokalizować jej telefonu. - Tester, który przyjechał namierzać sygnał z telefonu (...) jechał tutaj cztery godziny - przekazał rozgoryczony mężczyzna. Dodał także, że policja faktycznie pozyskała nagrania z kamer monitoringu, ale miało stać się to dopiero kolejnego dnia, gdy 60-latka prawdopodobnie już nie żyła.
Syn zmarłej przypomniał też niedawną tragedię w Andrychowie, kiedy to w środku miasta zmarła poszukiwana nastolatka. - Mija kilka tygodni, kolejna osoba zaginiona nie żyje i po raz kolejny KWP w Krakowie nie potrafi namierzyć najnowocześniejszego smartfona. Andrychów podlega pod KWP w Krakowie, nikt nie wyciągnął żadnych wniosków - ocenił mężczyzna.
Śledztwo w sprawie prowadzi Prokuratura Rejonowa w Nowej Hucie. - Śledztwo jest na wstępnym etapie. Dotyczy nieumyślnego spowodowania śmierci - wyjaśnił rzecznik Prokuratury Okręgowej w Krakowie Janusz Kowalski.
Źródła: "Fakt", Interia
***
Bądź na bieżąco i zostań jednym z 200 tys. obserwujących nasz fanpage - polub Interia Wydarzenia na Facebooku i komentuj tam nasze artykuły!














