Reklama

Reklama

Tragedia w Energylandii: Jest śledztwo

Prokuratura w Oświęcimiu rozpoczęła śledztwo w sprawie śmiertelnego wypadku w parku rozrywki Energylandia w Zatorze w Małopolsce. Wczoraj wieczorem zginął tam pracownik obsługi.

"Śledztwo prowadzimy w sprawie narażenia pracownika obsługi parku na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia oraz nieumyślnego spowodowania jego śmierci" - powiedział wiceszef prokuratury Mariusz Słomka. Za popełnienie takich przestępstw może grozić do pięciu lat więzienia.

Dotychczas w sprawie nikt nie usłyszał zarzutów. Śledczy ustalają okoliczności zdarzenia. Przesłuchali świadków. Przeprowadzona zostanie także sekcja zwłok ofiary.

Reklama

Tragiczny wypadek wydarzył się w czwartek późnym wieczorem, na krótko przed zamknięciem parku. Według małopolskich policjantów wagonik uderzył 37-letniego pracownika obsługi rollercoastera. Mimo podjętej reanimacji poszkodowany zmarł.

Rzecznik prasowy Energylandii Kristian Kojder w przekazanym PAP komunikacie podał, że serwisant, który obsługiwał niedawno otwarty rollercoaster Hyperion, "najprawdopodobniej, chcąc pomóc któremuś z klientów, wszedł po telefon komórkowy, który wypadł pasażerowi podczas przejazdu kolejki".

Żadnemu z gości parku nic się nie stało.

Kojder podkreślił, że na rollercoasterze obowiązuje absolutny zakaz korzystania, a nawet posiadania przy sobie telefonów komórkowych i innych przedmiotów, które mogą wypaść podczas jazdy. "Z tego właśnie względu klienci mają możliwość schowania rzeczy osobistych w bezpiecznych schowkach, które przygotowaliśmy. Zakaz ten przedstawiony jest w sposób czytelny przy wejściu do urządzenia" - wskazał w komunikacie.

Rzecznik dodał, że Enegylandia dołoży "wszelkich starań, aby odpowiednio uhonorować kolegę i pomóc rodzinie w ciężkiej sytuacji".

Kojder zapewnił, że park rozrywki współpracuje z organami wyjaśniającymi przyczyny wypadku.

Park rozrywki Energylandia zajmuje ponad 26 ha. W zeszłym roku odwiedziło go ponad 1,2 mln osób. Hyperion jest najwyższym i najszybszym rollercoasterem w Europie. Krystian Kojder zapewnił, że urządzenie jest w pełni bezpieczne.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy