Reklama

Reklama

Tragedia w Bukowinie Tatrzańskiej. Prokuratura: Wypożyczalnia mogła być samowolą budowlaną

"Nie trzeba biegłego, żeby stwierdzić, że to nie miało prawa funkcjonować" - stwierdził prok. Jacek Dyga z Prokuratury Rejonowej w Zakopanem, mówiąc o wypożyczalni sprzętu w Bukowinie Tatrzańskiej, której dach spadł na cztery osoby. Zdaniem prokuratury budynek mógł być samowolą budowlaną. Oświadczenie wydał też zarząd stacji narciarskiej Rusiń-Ski.

Do wypadku doszło tuż przed godz. 11, kiedy podmuch wiatru zerwał dach z wypożyczalni sprzętu narciarskiego na Rusińskim Wierchu w Bukowinie Tatrzańskiej. Dach spadł wprost na cztery osoby. W wyniku uderzenia zmarła 15-letnia dziewczyna i jej 52-letnia matka. Do szpitala trafiły trzy kolejne osoby. Wieczorem zmarła 21-latka. 

"Pacjentka trafiła do nas w stanie bardzo ciężkim, po reanimacji. Przebywa na oddziale intensywnej terapii. Przeszła badania tomograficzne głowy i klatki piersiowej oraz brzucha. Niestety, jej stan jest bardzo zły. Badanie wykazało, że kobieta ma bardzo rozległe obrażenia wielonarządowe, więc rokowanie jest na tą chwilę bardzo złe" - mówiła po południu wicedyrektorka szpitala powiatowego w Nowym Targu Aleksandra Chowaniec.

Wszyscy poszkodowani to turyści, którzy przyjechali na zimowy wypoczynek z Warszawy.

Reklama

Jak podkreślał na briefingu prasowym prokurator Jacek Dyga z Prokuratury Rejonowej w Zakopanem, podstawowym zadaniem było do tej pory przeprowadzenie oględzin miejsca, w tym zwłok dwóch kobiet. Mówiąc o poniesionych przez nie obrażeniach, prokurator wskazał, że prawdopodobnie doszło do naruszenia rdzenia kręgowego oraz wewnętrznych urazów twarzoczaszki. 

"Nie ma innych widocznych obrażeń ciała" - dodał.

Moment uderzenia zarejestrowały kamery

Podkreślił przy tym, że zabezpieczono monitoring, który pozwala na odtworzenie chwili uderzenia. "Widać moment nie tyle zerwania z tej budki dachu, ale moment uderzenia w te osoby" - wskazał.

Jak poinformował, ustalono już, kto był dzierżawcą terenu, natomiast z uwagi na dobro śledztwa nie może ujawniać tych informacji. Dodał, że dzierżawca nie był z Podhala, natomiast właściciel wypożyczalni jest mieszkańcem tamtejszej gminy. Wskazywał przy tym, że budynek, o którym mowa, ma "wątłą konstrukcję", natomiast to, czy miał on "prawo bytu przy takim wietrze i w takim miejsce", zostanie jeszcze poddane ocenie.

"Wadliwa konstrukcja"

Pytany, w jakim kierunku będzie prowadzone śledztwo, prokurator podkreślił, że na ten moment najważniejsze jest ustalenie wersji kryminalistycznych. "Mamy tutaj zaniechanie inwestora w zakresie zabezpieczania" - wskazał, dodając, że interesuje go, kto "wykonał tak wadliwą konstrukcję". 

"Nie trzeba tu biegłego, żeby stwierdzić, że to nie miało prawo funkcjonować" - podkreślił. 

Prokurator wskazał przy tym, że na dalszym etapie postępowania ktoś inny będzie odpowiadał za czynności związane z "postawieniem samowolnie tego budynku", a ktoś inny np. za jego stan techniczny.

Starostwo tatrzańskie: Obiekt nie był zgłoszony

Budynek wypożyczalni sprzętu narciarskiego, był postawiony bez stosownego zgłoszenia - dowiedziała się PAP w Starostwie Powiatowym w Zakopanem.

Od września 2015 r. działka, na której stoi wypożyczalnia sprzętu narciarskiego w Bukowinie Tatrzańskiej, jest dzierżawiona. Od tego czasu żaden wniosek o postawienie na niej obiektu nie wpłynął do wydziału Budownictwa i Architektury w przeciągu ostatnich lat.

Oświadczenie zarządu stacji narciarskiej Rusiń-Ski

W związku z tragedią oświadczenie wydał też zarząd stacji narciarskiej Rusiń-Ski.

"Wypożyczalnia, z której został zerwany przez wiatr dach nie należy do naszej stacji narciarskiej. Została ona wzniesiona na prywatnym gruncie poza administrowanym przez stację narciarską terenem" - przekazano.

Dodano, że w chwili wypadku, kolejka - ze względu na warunki pogodowe, była nieczynna.

Zadaszenie przeleciało kilkadziesiąt metrów

Z relacji świadków wynika, że dach został zerwany z pawilonu o drewnianej konstrukcji, w którym mieściła się wypożyczalnia i serwis sprzętu narciarskiego. Siła wiatru była tak duża, że zadaszenie przeleciało kilkadziesiąt metrów i spadło w pobliżu górnej stacji wyciągu krzesełkowego na Rusińskim Wierchu.

Jeszcze w niedzielę w Tatrach panowała słoneczna pogoda, ale zapowiadaną zmianę przyniósł orkan Sabina, który nadciągnął nad Europę. 

Porywy wiatru w Tatrach w poniedziałek osiągają ponad 100 km na godzinę. 


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama