Reklama

Reklama

Tajemnica czarnej teczki. Niezwykła historia

Chyba znamy już rozwiązanie zagadki pod hasłem "czarna teczka". Przynajmniej tej z Nowego Targu. Wczoraj późnym popołudniem mieszkanka tego miasta znalazła w swoim samochodzie nienależącą do niej, podejrzanie wyglądającą teczkę. Pomyślała, że to bomba i zawiadomiła policję.

Zachowanie policyjnego psa wskazywało na to, że w środku mogą być materiały wybuchowe. Funkcjonariusze zabezpieczyli teczkę i zawieźli na poligon, aby ją zdetonować.

Katarzyna Cisło w rozmowie z Radiem Kraków informuje, że dziś na komisariat w Nowym Targu zgłosił się mężczyzna, który usilnie prosił, aby tego nie robić.

Mężczyzna skojarzył fakty. Według jego relacji, wczoraj po południu wyszedł z budynku z teczką, otworzył drzwi samochodu i włożył ją do środka, a następnie wrócił po płaszcz. Okazało się, że nie było to jego auto. Zamek udało mu się otworzyć, bo był zepsuty. Kiedy wyszedł z płaszczem, wsiadł do swego auta i odjechał. Brak teczki zauważył dopiero w domu.

Teraz mężczyzna jest w drodze na poligon, aby rozpoznać, czy teczka jest jego własnością. Za kilka godzin okaże się, czy alarm bombowy był wynikiem pomyłki.

Jak tłumaczy policja, specjalnie wytresowany pies mógł wyczuć w walizce materiały wybuchowe, ponieważ była ona tak zwaną walizką bankową. To specjalny neseser służący do przenoszenia pieniędzy i ważnych dokumentów, która eksploduje, gdy otwiera go niepowołana osoba.

Reklama


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne