Reklama

Reklama

"Szkieletor" wywoła międzynarodową aferę?

Ekolodzy nie godzą się, by słynny krakowski wieżowiec urósł o 10 metrów, a bez tego - zdaniem inwestora - nie będzie spełniał norm bezpieczeństwa. A miasto? Wciąż nalicza kary za niedokończenie budowy... Inwestor postanowił szukać ratunku w międzynarodowym prawie.

Niedokończony wieżowiec przy rondzie Mogilskim, potocznie nazywany "szkieletorem", straszy w Krakowie od ponad 30 lat. Ostatnio zajmują się nim sądy, których decyzje będą miały wpływ na wygląd budynku.

Reklama

Kryzys wstrzymał budowę

Budowę wieżowca przy rondzie Mogilskim, który powstawał na zamówienie Naczelnej Organizacji Technicznej, przerwano pod koniec lat 70. z powodu kryzysu. Od tego czasu nad obiektem zawisło fatum. Wielokrotnie zmieniał on właścicieli, powstało wiele koncepcji zagospodarowania budynku. Żadna nie doczekała się realizacji.

Obecny właściciel kupił budynek z terenem w 2005 r. i chce go zaadaptować na obiekt biurowo-hotelowo-apartamentowy. Powstała wizja wieżowca wraz z mniejszymi budynkami, które mają wyrosnąć w jego otoczeniu. Niedługo powinien być gotowy projekt.

Dotrzymanie terminu nierealne

Od zakupu - w listopadzie 2005 r. - minęło już ponad 5 lat. Miasto nalicza więc kary za to, że właściciel nie wywiązał się z terminu dokończenia budowy, który poprzedni posiadacz miał wyznaczony na koniec... 2005 roku.Wiadomo więc było, że jego dotrzymanie jest nierealne.

Inwestor trzykrotnie wnioskował o wydłużenie terminu inwestycji, ale bezskutecznie. Miejscy urzędnicy wyszli z założenia, że inwestor wiedział, co kupuje, a skoro nie wywiązuje się z terminu, to trzeba go karać.

W pierwszym roku kara wynosiła 2,9 mln zł, a więc 10 proc. wartości nieruchomości i z każdym kolejnym rokiem jest zwiększana o 10 proc. Do tej pory uzbierało się już około 20 mln zł. Niedługo wysokość naliczanych kar może przewyższyć kwotę, za jaką pozyskano nieruchomość, czyli około 30 mln zł.

Inwestor szuka pomocy za granicą

Inwestor postanowił więc szukać ratunku w międzynarodowym prawie. Niedawno reprezentująca właściciela budynku kancelaria prawna poinformowała premiera Donalda Tuska i ministra skarbu Aleksandra Grada, że - ponieważ jest to inwestycja zagraniczna - inwestor nie wyklucza międzynarodowego arbitrażu na mocy umów Polski z Wielkim Księstwem Luksemburg.

Właściciele budynku liczą jednak na polubowne rozstrzygnięcie sprawy - po negocjacjach z gminą Kraków. Miejscy prawnicy muszą więc teraz sprawdzić, czy postępowanie gminy w sprawie inwestycji jest zgodne z międzynarodowymi umowami i czy miasto zapewnia odpowiednią ochronę inwestycji oraz równe traktowanie na podstawie umowy o wzajemnym wspieraniu inwestycji zawartej między Polską i Luksemburgiem. A inwestor ocenia swoje straty na 73 mln zł.

"Wuzetka" jest, ale...

- To, że inwestor jest zagraniczny, nie powinno mieć żadnego znaczenia. Dla wszystkich powinny być równe zasady - uważa Mariusz Waszkiewicz, prezes Towarzystwa na Rzecz Ochrony Przyrody.

- Inwestor ma prawomocną "wuzetkę" na dokończenie obiektu w obecnej wysokości. Dlatego wychodzimy z założenia, że może realizować inwestycję, a skoro tego nie robi, to naliczamy kary - wyjaśnia Marta Witkowicz, dyrektor Wydziału Skarbu Urzędu Miasta Krakowa.

- Mamy "wuzetkę" na dokończenie wieżowca w obecnym układzie przestrzennym i wysokości. Jest tam tylko jedna mała klatka schodowa nie nadająca się do ewakuacji i cztery małe szyby windowe. To nie odpowiada obecnym normom - informuje Szymon Duda z firmy GD&K, która jest mniejszościowym udziałowcem w spółce TreiMorfa, odpowiedzialnej za inwestycję.

- Potrzebna jest więc budowa nowych dziesięciu szybów windowych oraz dwóch nowych klatek schodowych i umieszczenie ich częściowo na zewnątrz budynku, a na to już nie zezwala ta decyzja. Piętro istniejącej konstrukcji ma około 500 m kw., a same nowo budowane szyby i schody zajmowałyby około 300 m kw. Zatem nie zostawałaby żadna przestrzeń do wykorzystania - dodaje.

Taras na samym szczycie

Przyznaje, że przy obecnej wysokości budynku na jego szczycie nie dałoby się zrobić ogólnodostępnego przeszklonego tarasu widokowego z galerią i restauracją.

- Szczytowe kondygnacje obecnego budynku są przystosowane do tego, aby mieściły się tam nadszybia wind. Nie jest też tak, że poprzez nadbudowę górnych kondygnacji liczymy na większy zysk. Jedna kondygnacja w wieżowcu to około 500 m kw. Bez problemu takie powierzchnie moglibyśmy odzyskać, powiększając budynki, które mają powstać obok wieżowca - podkreśla reprezentujący inwestora Henryk Gaertner.

Sprawa trafiła do SKO

Od płacenia kar inwestor odwołał się do Samorządowego Kolegium Odwoławczego, które ostatnio nie przyznało racji miastu i skierowało sprawę do ponownego rozpatrzenia. SKO przyznało, że Kraków miał podstawy do naliczania kary, ale zwróciło uwagę na dodatkowe uwarunkowania. W związku z nimi miasto musi sobie odpowiedzieć na pytanie, czy nie zaszły okoliczności mające wpływ na wstrzymanie inwestycji.

Przedstawiciele inwestora tłumaczą, że początkowo nie mogli budować bowiem długo czekali na decyzję, o ile metrów budynek może być wyższy. W końcu władze konserwatorskie przystały na to, aby obiekt "urósł" o 10 m, a więc do wysokości 102,5 m.

Ekolodzy protestują

To nie spodobało się ekologom, którzy zaskarżyli "wuzetkę" zezwalającą na inwestycję. SKO nie uznało ich racji, ale odwołali się do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Inwestor wyjaśnia, że to wstrzymuje inwestycję. Ekolodzy nie zamierzają się jednak wycofać.

- Najlepiej, żeby tak wysokiego wieżowca nie było w tym miejscu, bowiem ma negatywny wpływ na panoramę miasta. Jeżeli jednak już stoi, to nie protestowalibyśmy, gdyby inwestor chciał go dokończyć. Zezwolenie na podwyższenie go o 10 m byłoby bardzo niebezpiecznym precedensem - uważa Mariusz Waszkiewicz, prezes Towarzystwa na Rzecz Ochrony Przyrody.

Drugi taki budynek dopiero w stolicy

- Czekamy, aby wskazano nam drugi tak wysoki obiekt, do którego można byłoby wyrównać "szkieletora" w ramach zasad dobrego sąsiedztwa. Najbliższe takie budynki są w Warszawie. Obawiamy się więc, że jeżeli w tym przypadku zostałaby wydana zgoda na podwyższenie wieżowca, to później podobnie chcieliby stawiać kolejni inwestorzy - twierdzi.

Inwestorowi udało się natomiast zainstalować na wieżowcu urządzenia, które mają odstraszać ptaki i sprawiają, że w obiekcie nie zadomowiły się nietoperze. Ekolodzy podnosili argument (nie przedstawili go w skardze do sądu), że wieżowiec może stanowić dla ptaków śmiertelną przeszkodę.

I jeszcze ptaki...

Właściciele wieżowca zapewniają, że nowoczesne urządzenia płoszące ptaki będą skutecznie działały także wtedy, kiedy obiekt zostanie wykończony. Ekolodzy odpowiadają na to, że dokładniej przyjrzą się funkcjonowaniu urządzeń...

PIOTR TYMCZAK

piotr.tymczak@dziennik.krakow.pl

Czytaj więcej w środowym Dzienniku Polskim:

Poświęcą trawniki na parkingi

Osuwisko jest aktywne

Alejki gotowe na lipiec

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje