Reklama

Reklama

Nieoficjalnie: Lider gangu pseudokibiców Wisły Kraków wyszedł na wolność

Lider grupy przestępczej Sharks Paweł M. ps. Misiek wyszedł na wolność - informuje nieoficjalnie "Gazeta Krakowska". W areszcie przebywał od października 2018 roku. Jego poręczenie majątkowe miało wynieść ponad milion złotych, przy czym sąd miał zdecydować, że 100 tys. zł ma zostać wpłacone w gotówce.

"Misiek" trafił do aresztu w październiku 2018 roku po tym, jak został zatrzymany w miejscowości Cassino na południe od Rzymu. Wiadomo, że posługiwał się fałszywym polskim dowodem osobistym. Do jego zatrzymania miała doprowadzić wielomiesięczna współpraca pomiędzy krakowskimi "łowcami cieni" oraz włoską policją.

W dostępnych w internecie zeznaniach lider bojówki wiślackiej Sharks opowiadał m.in. o kibolach z całego kraju, z którymi robił interesy. W 1998 roku podczas meczu Wisły Kraków z Parmą to właśnie Paweł M. rzucił nożem w głowę włoskiego piłkarza Dino Baggio. W wyniku tego zdarzenia drużyna z Krakowa została wykluczona na rok z rozgrywek europejskich, co przyniosło nie tylko ogromne straty finansowe dla klubu, ale także sportowe. Sąd skazał wówczas "Miśka" na sześć i pół roku więzienia. Po wyjściu z więzienia Paweł M. stał się liderem bojówki kiboli Wisły Kraków.

Reklama

Sąd zmieniał wysokość poręczenia majątkowego

Przed sądem Paweł M. ps. "Misiek" odpowiada razem z Grzegorzem Z. ps. "Zielak" - prokurator oskarżył ich o popełnienie dziesiątek przestępstw, m.in. kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą. Według krakowskiej prokuratury Paweł M. i Grzegorz Z. kierowali wiślackimi Sharksami przez 12 lat.

Kilka miesięcy temu Sąd Apelacyjny w Krakowie zdecydował, że jeśli lider bojówki pseudokibiców Wisły Kraków Paweł M. ps. Misiek wpłaci odpowiednie poręczenie majątkowe, to będzie mógł wyjść na wolność. Zmieniana była jednak jego wysokość. Na początku mowa była o kwocie 850 tys. zł, jednak sąd obniżył później wysokość poręczenia - o 80 tys. zł. Obrońca lidera bojówki pseudokibiców Wisły Kraków, adwokat Andrzej Mucha, pozostawał jednak na stanowisku, że jego klient może wpłacić w gotówce tylko 100 tys. zł, a resztę kwoty uregulować hipotekami na nieruchomościach.



Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy