Reklama

Reklama

Nie odbieraj tego telefonu

Michał Daba z Krakowa* odebrał dziwny telefon. Agresywny mężczyzna żądał podania mu wszystkich danych osobowych, a za "brak współpracy" groził "poważnymi konsekwencjami". Daba zgłosił sprawę na policję. Jednak funkcjonariusze nie mogli nic zrobić, ponieważ - jak tłumaczyli - nie doszło do przestępstwa. Jeszcze.

Niezidentyfikowany mężczyzna zadzwonił z numeru zastrzeżonego. Szybko powiedział, z jakiej firmy dzwoni, zapytał, czy rozmawia z Michałem Dabą i poprosił o datę urodzenia, by "potwierdzić, że faktycznie rozmawia z właściwą osobą". Zaskoczony krakowianin podał ją bez namysłu. Jednak nieznajomy upierał się, że kłamie. Żądał, by podał prawdziwą. Kiedy Daba kilkakrotnie powtórzył, że mówi prawdę, nieznajomy oskarżył go o brak współpracy i zagroził poważnymi konsekwencjami. Potem zmienił temat i zażądał numeru dowodu osobistego. Pan Michał nabrał już jednak podejrzeń i odmówił.

Reklama

- Wtedy znów zmienił temat i chciał żebym mu podał adres. Nie chciałem, ale zaproponował, że on poda nazwę miejscowości, a ja nazwę ulicy. Byłem tak zaskoczony, że wiedział, w jakim mieście mieszam, że podałem mu ulicę. Potem jednak coś mnie tknęło i poprosiłem go, żeby powtórzył nazwę swojej firmy. Trzy razy powtarzał, ale za każdym razem tak niewyraźnie, że nie mogłem zrozumieć - mówi Daba.

Na koniec tajemniczy rozmówca znów zażądał numeru dowodu osobistego. Daba jednak już nic nie ujawnił. - Znów zarzucił mi, że nie chcę współpracować i wobec tego muszę się liczyć z poważnymi konsekwencjami - opowiada pan Michał. - Miał bardzo sugestywny i nieprzyjemny głos. Po kilkunastu sekundach rozmowy czułem się, jakbym naprawdę zrobił coś złego i sprawa była bardzo poważna - dodaje.

Jeszcze tego samego dnia Daba poszedł na policję. Chciał sprawdzić, czy ktoś już zgłaszał podobne telefony i czy funkcjonariusze mogą próbować namierzyć agresywnego nieznajomego.

- Opowiedziałem wszystko dyżurującemu policjantowi. Pytał kolegów, czy spotkali się z czymś podobnym, ale w końcu okazało się, że nie może wiele zrobić - wspomina Daba.

Policjant wytłumaczył Panu Michałowi, że w jego przypadku nie doszło do przestępstwa, a więc nie ma podstawy do rozpoczęcia czynności policyjnych. Mógłby się zająć sprawą, gdyby posługując się danymi uzyskanymi przez telefon nieznajomy rozmówca okradł pana Michła lub w inny sposób wyrządził mu krzywdę.

Funkcjonariusz poradził też Dabie, by złożył doniesienie o przestępstwie do prokuratury i ta zdecyduje, czy wszcząć postępowanie w tej sprawie czy nie.

- Jeżeli pan Daba sądzi, że w jakiś sposób stał się ofiarą przestępstwa, np. znieważenia czy próby wyłudzenia danych osobowych to może napisać doniesienie do prokuratury lub też iść tam i takie doniesienie złożyć - potwierdza kom. Katarzyna Cisło z Zespołu Prasowego Komendy Wojewódzkiej w Krakowie.

- W przypadku pana Michała można się doszukiwać elementów jakiegoś przestępstwa np. gróźb. Zawiadomienie o przestępstwie może złożyć w zasadzie każdy. Rozpatruje je prokurator i on decyduje, czy w danej sprawie zostanie wszczęte dochodzenie. Jeżeli zostanie wszczęte, odpowiednie postanowienia np. o ujawnienie numeru zastrzeżonego wydaje prokurator - tłumaczy kom. Cisło.

Małopolska policja nie spotkała się do tej pory z podobnymi przypadkami. Jednak trochę czujności nie zaszkodzi.

* Dane osobowe zostały zmienione

Agnieszka Waś-Turecka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje