Reklama

Reklama

Mobbing i molestowanie w krakowskiej Bagateli? Wstrząsające relacje kobiet

"Gdy jedna z naszych koleżanek po wyjściu od dyrektora dostała ataku paniki i zaczęła wymiotować z przerażenia po tym, jak była napastowana, uznałyśmy, że nie możemy dalej milczeć. Zorientowałyśmy się też, że dyrektor wybiera na ofiary coraz młodsze dziewczyny" - mówią w rozmowie z portalem tvn24.pl pracownice krakowskiego Teatru Bagatela. Oskarżają one dyrektora Henryka Jacka Schoena o mobbing i molestowanie seksualne. On sam zaprzecza zarzutom.

Pracownice krakowskiego Teatru Bagatela zarzucają dyrektorowi - Henrykowi Jackowi Schoenowi - mobbing i molestowanie seksualne. Do takich zachowań miało dochodzić już kilkanaście lat temu, jednak dopiero teraz kobiety zdecydowały się złożyć pismo w tej sprawie do prezydenta Krakowa, czyli organu nadzorczego.

Reklama

Z portalem tvn24.pl skontaktowała się grupa obecnych oraz byłych pracowniczek Bagateli - aktorek, reżyserek i pracowniczek biura teatru. Osiem spośród z nich podpisało się pod pismem do prezydenta miasta. Pierwszy list do prezydenta Majchrowskiego zaniosła aktorka Alina Kamińska. Ona też miała doświadczyć nagannych zachowań ze strony dyrektora teatru.

Relacje pracownic

Jak czytamy, pracownice teatru zdecydowały się na nagłośnienie sprawy, gdyż w ostatnim czasie nasiliły się "incydenty". Jedna z nich m.in. z powodu zachowania Schoena 15 lat temu odeszła z pracy. Ich relacje są wstrząsające.

"Gdy jedna z naszych koleżanek po wyjściu od dyrektora dostała ataku paniki i zaczęła wymiotować z przerażenia po tym, jak była napastowana, uznałyśmy, że nie możemy dalej milczeć. Zorientowałyśmy się też, że dyrektor wybiera na ofiary coraz młodsze dziewczyny" - mówią pracowniczki Bagateli. Do tego zdarzenia miało dojść w maju tego roku przy okazji 25. rocznicy grania hitowego przedstawienia "Mayday", a jego ofiarą miała paść pracowniczka administracji teatru.

"W jednym z teatralnych korytarzy Schoen miał objąć kobietę, przyciągnąć do siebie i wepchnąć język do ust. Udało jej się wyrwać, ale za chwilę miała stawić się w gabinecie dyrektora na służbowym spotkaniu" - czytamy.

Dyrektor teatru miał lizać kobietę po szyi, całować w usta, głaskać po dłoniach i rękach. Zachowanie 68-latka jego ofiara przypłaciła załamaniem nerwowym i koniecznością skorzystania z pomocy terapeuty. 

Inna z rozmówczyń tvn24.pl wyznaje: "Podczas spotkania rozmawiamy o czymś merytorycznie, a on nagle zawiesza głos. I bez związku zaczyna opowiadać, co by ze mną robił, gdyby był moim chłopakiem. Mówił mi, że mam piękną skórę i chciałby ją pieścić".

Kolejna dodaje: "Podczas pierwszej premiery przytulił mnie. Na początku się ucieszyłam, ale zaraz zesztywniałam, gdy poczułam, że ręką zjechał na pośladki. Potem zaczęło się napastowanie słowami: erotyczne podteksty w każdej rozmowie, dyszenie". Z relacji kobiet wynika, że dyrektor teatru na swoje ofiary wybierał kobiety niezamężne, niemające partnerów, często samotne matki, początkowo oferując pomoc.

Prezydent Majchrowski reaguje

Jak informuje tvn24.pl, 30 października doszło do spotkania prezydenta Majchrowskiego z dyrektorem teatru. Następnego dnia miał on kontaktować się z oskarżającymi go kobietami. Jedna z nich miała zostać zaproszona do grupy, która w teatrze będzie odpowiadać za tworzenie antymobbingowych procedur. Ponadto Schoen miał stwierdzić, że "nie zdawał sobie sprawy, że jego serdeczność jest nazywana mobbingowaniem czy molestowaniem". Miały paść przeprosiny.

Kolejny list do prezydenta miasta w sprawie dyrektora teatru trafił w poniedziałek 4 listopada. Kobiety podkreślają, że "czekają na kolejne kroki" ze strony prezydenta Krakowa. 

We wtorek Jacek Majchrowski zawiadomił prokuraturę.

Dyrektor teatru: Zarzuty są nieprawdziwe

O relacje pracownic teatru został zapytany przez RMF FM dyrektor Bagateli.

"Zarzuty poznałem z pisma, które przedstawił mi pan prezydent Jacek Majchrowski i stanowczo oświadczam, że żaden, podkreślam, żaden z tych zarzutów nie jest prawdziwym zarzutem, to wszystko jest nieprawda" - zaznaczył Schoen. "W tym momencie właściwie nie mam nic więcej do dodania. Znam fakty tylko z pisma, które dostałem od pana prezydenta Jacka Majchrowskiego. Myślę, że to co powiedziałem na tym etapie, jest absolutnie wyczerpujące" - mówił.

"Skoro nic się nie wydarzyło, to za co pan przepraszał swoje pracownice?" - spytała reporterka RMF FM. 

"Nieprawda. Nigdy nie było sytuacji takiej, że za jakieś absurdalne rzeczy przepraszałem" - odpowiedział oburzony. 

"Słyszałam to nagranie, jak pan przepraszał" - kontynuowała dziennikarka. 

"Bardzo proszę, kończymy rozmowę" - uciął dyrektor teatru. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje