Śledztwo dotyczy sprowadzenia pożaru, zagrażającego życiu wielu osób i mieniu w wielkich rozmiarach oraz spowodowania zniszczenia mienia znacznej wartości o szczególnym znaczeniu dla kultury. Pożar wybuchł w niedzielę wieczorem w rejonie kotłowni i przedostał się na poddasze. Spłonęło ok. tysiąca metrów kwadratowych dachu nad budynkiem mieszkalnym i częścią kościoła. Nikt nie ucierpiał, ale straty szacowane są na wiele milionów złotych. Milionowe straty po pożarze Przez kilkadziesiąt godzin, aż do środy, na zgliszczach pracowali strażacy, dogaszając tlące się elementy. W pożarze ucierpiało także wnętrze kościoła - od dymu i popiołu - zalane zostały ściany. Według powiatowego inspektora nadzoru budowlanego obiekt - klasztor i kościół - nie nadaje się do użytkowania. Jak powiedziała w środę prokurator rejonowa w Chrzanowie Anna Dukielska, śledztwo znajduje się na początkowym etapie, zakładane są różne wersje powstania pożaru, jedną z nich jest również możliwość cofnięcia iskry pod dach przez wiejący wówczas silny wiatr. Na ten temat w toku śledztwa wypowiedzą się biegli. Dukielska podkreśliła, że osobnym wyzwaniem, w którym uczestniczyć będzie także prokuratura, jest zabezpieczenie pozostałych zabytków. Klasztor nie nadaje się do użytkowania Wsparcie odbudowy klasztoru zapowiedział burmistrz Alwerni Jan Rychlik. - Czeka nas ogrom pracy. Nie wyobrażamy sobie, żeby klasztor nie został odbudowany, bo od niego pochodzi nasze miasto i gmina. Od włoskiej góry La Verna, do której nawiązywał, pochodzi nazwa Alwerni. Jest dla nas bardzo ważny - powiedział burmistrz Alwerni Jan Rychlik. Wskazał, że pierwszym etapem będzie zabezpieczenie obiektu, potem odtworzenie i przywrócenie do świetności. Są różne wersje powstania pożaru Burmistrz poinformował, że prace na zgliszczach rozpoczął już ubezpieczyciel. Wsparcie finansowe odbudowy klasztoru zadeklarował zarząd Województwa Małopolskiego oraz Ministerstwo Kultury. Do Alwerni zgłaszają się także politycy i inne osoby, deklarując pomoc w odbudowie zabytku. - Swój dom rodzinny udostępnił zakonnikom aktor pan Andrzej Grabowski - powiedział burmistrz. Sami zakonnicy - choć pozbawieni domu - od razu przystąpili do działania również na swojej stronie internetowej. "Gdyby nie klasztor, nie byłoby Alwerni. Jeśli chciałbyś pomóc..." - napisali, podając nr konta: Klasztor oo. Bernardynów z Alwerni 12 8444 0008 0040 0411 3188 0002. Zobacz materiał wideo reportera radia RMF FM: Bernardyni proszą o pomoc w odbudowie Zamieścili także galerię zdjęć płonącego i spalonego klasztoru. - Nastający dzień odsłonił rozmiar zniszczeń, ale w Alwerni nie ma człowieka, który nie wierzyłby w to, że wspólnym wysiłkiem wszystkich kochających to miejsce, klasztor znów osiągnie swoją świetność, bo "gdyby nie klasztor, nie byłoby Alwerni" - jak powiedział o. Bartłomiej Mazurkiewicz - gwardian klasztoru" - napisali zaraz po pożarze. Msze będą odprawiane w sali OSP Bernardyni informują parafian i sympatyków klasztoru, że w związku z pożarem wszystkie msze św. i nabożeństwa będą odprawiane w sali OSP w Alwerni. "Z przykrością informujemy również, że spłonął cały dach klasztoru i kościoła, jednak udało się uratować wnętrze kościoła oraz kaplicę Ecce Homo. O wszelkich zmianach będziemy informować na bieżąco na naszej stronie internetowej" - piszą ojcowie. Gdyby nie klasztor, nie byłoby Alwerni. Klasztor w Alwerni (pow. chrzanowski) powstał w 1616 r. z inicjatywy Krzysztofa Korycińskiego, właściciela pobliskich dóbr. Jego pierwowzór znajduje się we Włoszech, w Toskanii; to góra La Verna, na której św. Franciszek często spędzał czas na modlitwie i poście, i gdzie w 1224 r. otrzymał stygmaty. Alwernia znana jest jako miejsce kultu obrazu Pana Jezusa "Ecce Homo", czczonego tu jako ikona Miłosierdzia Bożego. Do Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Alwerni przybywają liczne pielgrzymki z okolicy, zwłaszcza z Górnego Śląska.