Reklama

Reklama

Małopolskie: Zabójstwo w Stryszowie. Prokuratura sprawdza, kto pomagał podejrzanym

Dlaczego mężczyźni, którzy są podejrzani, że w ostatnią sobotę zamordowali dwie osoby w małopolskim Stryszowie i chcieli zabić trzecią uciekli do Holandii? Jak wynika z nieoficjalnych informacji, liczyli, że tamtejszy rząd nie zgodzi się na ich przekazanie do Polski z powodu unijnego sporu o praworządność.

Przypomnijmy, dwaj mężczyźni podejrzani o morderstwo zostali zatrzymani przez holenderską policję, która miała dokładne informacje od śledczych z Małopolski. Jak pisze "Dziennik Polski", razem z nimi zatrzymano również brata jednego z nich; miał pomagać w wydostaniu się z obławy, która została zarządzona w Polsce.

Reklama

Rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Krakowie prok. Janusz Hnatko mówi, że "w toku śledztwa ustalono, iż sprawcami zdarzenia byli Mateusz R. i Piotr G. Osoby te uciekły z miejsca zdarzenia do Królestwa Niderlandów. Uzyskano jednak informację, iż sprawcy wraz z Patrykiem R. zostali zatrzymani na terytorium Królestwa Niderlandów".

- Wobec Mateusza R. i Piotra G. uzyskano Europejski Nakaz Aresztowania wydany przez Sąd Okręgowy w Krakowie - dodaje prok. Hnatko.

Prokuratura zwróciła się do Sądu Rejonowego w Wadowicach o tymczasowy areszt wobec wszystkich trzech zatrzymanych, ale wniosek został pozytywnie rozpatrzony tylko wobec Mateusza R. i Piotra G. Brat tego pierwszego będzie odpowiadał z wolnej stopy.

Jak doszło do morderstwa w Stryszowie?

Okazuje się jednak, że nie tylko ci mężczyźni mogą być związani ze sprawą. Chodzi też o Bartosza K., który miał pomagać w ucieczce. Prokurator mówi, ze zastosowano wobec niego dozór policyjny, poręczenie majątkowe, a także zakaz opuszczania kraju.

Przypomnijmy, w minioną sobotę w jednorodzinnym domu w Stryszowie wybuchł pożar, a podczas akcji gaszenia w jednym z pomieszczeń strażacy znaleźli dwa ciała - kobiety i mężczyzny. Z budynku wyniesiono trzecią osobę, która trafiła do szpitala.

Ze wstępnych informacji wynika, że G. i R. byli pod wpływem narkotyków, a do Stryszowa (powiat wadowicki) przyjechali, ponieważ mieli tam porachunki z jednym z mieszkańców tej wioski. Na miejscu mieli się nad nim znęcać, a potem podpalić dom, aby zatrzeć ślady. Zginęła przez to 53-letnia krewna mężczyzny, ale jej 28-letniemu synowi udało się uratować i uciec z płonącego budynku.


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje