Reklama

Reklama

Lekarz stwierdził zgon żyjącego pacjenta. Sprawa trafiła do prokuratury

Po godzinnej reanimacji lekarz stwierdził zgon. Rodzina zapaliła gromnicę. Ksiądz modlił się już za zmarłego. I nagle okazało się, że nieboszczyk jednak żyje. Sprawa trafiła do prokuratury.

W Kupieninie (woj. małopolskie) wszyscy o tej historii słyszeli, ale nikt nie rozumie, co się stało. Bo zrozumieć, to wszystko bardzo trudno. Miejscowy proboszcz wielokrotnie udzielał ostatniego namaszczenia, ale czegoś podobnego nigdy jeszcze nie widział. - W ręce córki zmarłego włożyliśmy gromnicę, ale zauważyłem, że on cały czas oddycha - relacjonuje ksiądz Stanisław Sałyga. A miał... nie żyć. Przynajmniej tak stwierdził lekarz, który go zbadał. - Stwierdził, że nie wyczuwa pulsu - dodał ksiądz.

Reklama

Akcje reanimacyjna prowadziły dwa zespoły pogotowia ratunkowego. Najpierw zgodnie z procedurami przyjechała karetka podstawowej pomocy. Potem wezwano do pomocy karetkę ze specjalistycznym sprzętem z Dąbrowy Tarnowskiej; z ratownikiem i lekarzem. 

 - Nie stwierdzono skuteczności zabiegów reanimacyjnych - podkreśla doktor Waldemar Weryński, zastępca dyrektora szpitala w Dąbrowie Tarnowskiej. Syn pacjent twierdzi, że nie mógł w to uwierzyć. - Ojciec miał odruchy wydychania i poruszył ustami - podkreśla. Potwierdzić zgon i wypisać kartę zgonu miał lekarz opieki całodobowej. Musiał się zdziwić, gdy dotarł na miejsce. - Stwierdził, że pacjent ma jednak akcję serca i jakieś minimalny oddech i podjął dalsze czynności ratunkowe - akcentuje Weryński.

Mężczyzna trafił na oddział intensywnej opieki medycznej.  Specjalista medycyny ratunkowej, Mariusz Rozbiecki jest zdania, że to zaskakująca historia. - Nie potrafię tego wytłumaczyć, czy to mogło być spowodowane lekami, czy też niedostatecznym monitorowaniem, albo też prostym błędem sprzętu medycznego czy personelu - podkreśla. Tyle, że na miejscu była nie jedna, a sześć wykwalifikowanych osób, a procedury takie same dla wszystkich.

- Z reguły jesteśmy przekonani, że pacjent nie żyje, w momencie kiedy poza tym, że nie oddycha, nie stwierdzamy akcji serca. Stwierdzamy też inne oznaki śmierci, które się pojawiają po jakimś czasie - dodaje Rozbiecki. Sprawę bada prokuratura.

Zdaniem ekspertów, zdarza się jednak - choć bardzo rzadko - że tętna brak, a pacjent żyje. 

Sprawą zajęła się już prokuratura. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje