Reklama

Reklama

Kraków: Szpital dziecięcy w Prokocimiu redukuje stanowiska intensywnej terapii

Z uwagi na niemożność zapewnienia całodobowej opieki anestezjologów w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie-Prokocimiu dyrekcja przekwalifikowała prawie połowę stanowisk intensywnej terapii na stanowiska wzmożonego nadzoru. Dwa stanowiska intensywnej terapii zostały zlikwidowane.

Jak poinformowała w piątek rzeczniczka prasowa szpitala Natalia Adamska-Golińska, z 40 do 22 zmniejszy się liczba stanowisk intensywnej terapii w Oddziale Anestezjologii i Intensywnej Terapii. Dyrekcja zakłada, że zmiana ma charakter czasowy. "Intensywnie szukamy anestezjologów dziecięcych, którzy uzupełnią niedobory kadrowe" - zaznaczyła Adamska-Golińska. 

Reklama

Jak wyjaśniła, w poniedziałek 16 z tych 18 zlikwidowanych stanowisk wejdzie w strukturę Oddziału Kardiochirurgii Dziecięcej i tym samym to w tym oddziale zwiększy się liczba stanowisk intensywnej opieki medycznej (wzmożonego nadzoru). Oznacza to, że dwa stanowiska intensywnej terapii zostaną zlikwidowane.

Rzeczniczka podkreśliła, że zmiana ma charakter formalny i umożliwi szpitalowi leczenie najciężej chorych pacjentów zgodnie z obowiązującymi przepisami.

W ciągu ostatniego miesiąca w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie-Prokocimiu 100 lekarzy i rezydentów wypowiedziało klauzulę opt-out, czyli zdecydowało się zrezygnować z możliwości pracy ponad 48 godzin tygodniowo, a cześć anestezjologów podjęła ten krok z końcem sierpnia.

Prawa pracownicze a oczekiwania pacjentów

"Sytuacja jest bardzo trudna, ponieważ dyrekcja jest zobowiązana do przestrzegania praw pracowniczych, które w tym wypadku stoją w sprzeczności z oczekiwaniami rodziców i opiekunów naszych pacjentów" - powiedziała rzeczniczka.

Jak podkreśliła, niezbędne zabiegi u dzieci z zagrożeniem życia i zdrowia wykonywane są na bieżąco, a w drugiej kolejności zabezpieczane są potrzeby pacjentów planowych. Decyzje dotyczące ewentualnego przesunięcia zabiegu planowego są podejmowane bezpośrednio przez lekarzy prowadzących.

"Za każdym razem staramy się znaleźć korzystne rozwiązanie dla pacjenta - nie trafia on na koniec kolejki, ale na listę rezerwową. Jak tylko personel ma możliwość wykonania planowego zabiegu, dzwonimy do rodziców lub opiekunów z tą informacją" - zapewniła rzeczniczka.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje