Jeszcze kilka lat temu można je było spotkać jedynie na szlakach górskich. Dziś, niemal codziennie strażacy są alarmowani, że zaskrońce i żmije można spotkać w Targanicach, Sułkowicach, Zagórniku a nawet w Andrychowie w rejonie osiedla Żwirki i Wigury. Tylko w czwartek strażacy podjęli dwie takie interwencje. Namierzeni w ogródkach "sprawcy" zostali złapani do worka i wywiezieni do lasu. - Takich wezwań jest coraz więcej. Zwłaszcza w ciepłe dni, kiedy lubią wygrzewać się na słońcu. Skoro mieszkańcy czują się zagrożeni, to zawsze wysyłamy na miejsce strażaków - mówi oficer dyżurny wadowickiej PSP. Po regionie krąży nawet plotka, że żmij i zaskrońców jest tak dużo, bo do lasów wpuścili je "złośliwi" ekolodzy. Ludzie zajmujący się nadzorem nad lasami kategorycznie dementują: żadni ekolodzy nie napuszczali żmij do lasów. W Nadleśnictwie Andrychów informują, że żmij i zaskrońców przybywa prawdopodobnie dlatego, bo jest im na naszym terenie dobrze. Świadczy to tylko o jednym: poprawia się stan środowiska naturalnego. Pracownicy nadleśnictwa informują także, że są one bardzo pożyteczne dla przyrody. Żywią się bowiem gryzoniami i innymi szkodnikami. Podobnego zdania jest Tadeusz Sumper z PTTK "Andropol" w Andrychowie. - Moim zdaniem duża ilość zaskrońców i żmij świadczy tylko o tym, że nasze środowisko, na szczęście, jest w dobrym stanie - mówi mężczyzna. Uważa jednak, że plotki o "inwazji" są przesadzone. - Kiedyś zaskrońce i żmije też podchodziły do zabudowań ludzkich, ale nie było tyle krzyku. Teraz ktoś zauważy zaskrońca i od razu wzywa straż pożarną. Na wszelki wypadek leśnicy radzą, że w razie zauważenia żmii należy ją pozostawić w spokoju i odejść. Ukąszenie przez żmije to nie żarty. Natychmiast należy skontaktować się z lekarzem. Zaskrońce nie są jadowite. GM