Reklama

Reklama

"DP": 33-letni Brytyjczyk zmarł po wypadku w Krakowie

33-letni Brytyjczyk zmarł w krakowskim szpitalu, gdzie trafił po tym, jak wypadł z meleksa i uderzył głową w krawężnik. Rodzina mężczyzny zgodziła się na pobranie narządów od zmarłego. Uratowały one życie czterech Polaków - informuje "Dziennik Polski".

33-letni Brytyjczyk spędzał wakacje w Polsce z rodziną i przyjaciółmi. Do wypadku doszło 9 czerwca w centrum Krakowa. Razem z czterema innymi osobami mężczyzna podróżował meleksem.

Reklama

Jak podaje "Dziennik Polski", w pewnej chwili z pojazdu miały mu wypaść okulary przeciwsłoneczne. Chciał po nie sięgnąć, postanowił wysiąść z pojazdu, gdy ten był w ruchu. "Uczynił to na tyle niefortunnie, że upadł na jezdnię, uderzając głową o krawężnik i stracił przytomność" - relacjonuje w rozmowie z dziennikiem prok. Janusz Hnatko, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Krakowie.

Brytyjczyk przeszedł operację, ale nie wybudził się ze śpiączki, w której był utrzymywany po zabiegu. Zmarł 13 czerwca. 

Rodzina mężczyzny zgodziła się na pobranie organów. Jak podaje "Dziennik Polski", dzięki nim uratowano życie czterech Polaków. Śmierć 33-latka wywołała poruszenie w brytyjskich mediach, które rozpisują się o oddaniu organów, pomijają jednak przebieg zdarzenia.

W chwili upadku Brytyjczyk miał 1,4 promila alkoholu we krwi. Zdaniem przedstawiciela Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Pojazdów Ekologicznych, winę za wypadek ponosi 33-latek. Trwa prokuratorskie śledztwo w tej sprawie.

Więcej w "Dzienniku Polskim"

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama