Reklama

Reklama

30 lat temu wyłowiła z Bałtyku list. Teraz chce odnaleźć jego autora

Tajemnica, którą od niemal 30 lat próbuje rozwikłać Monika, stała się jedną z najpopularniejszych historii na małopolskich forach internetowych w ciągu ostatnich dni. Dzięki upublicznieniu listu z butelki wrzuconej do Bałtyku w 1993 roku, jego obecna posiadaczka ma nadzieję na odnalezienie Jurka, który jest autorem korespondencji.

"Poszukuję Jurka, który w 1993 r. (mając wtedy 15 lat) wysłał list w butelce ze Świnoujścia. Wiem tylko, że ma rude włosy i piegi, mieszkał wtedy w Krakowie i czekał na narodziny rodzeństwa - trojaczków. Może ktoś kojarzy taką osobę?" - napisała pani Monika w grupie Zapytaj Kraków na Facebooku, publikując zdjęcie listu. Biorąc pod uwagę wiek nadawcy, Jurek miałby teraz 44 lata.

"Drogi znalazco! Nie wiem, kim jestem i skąd pochodzisz, ale ja jestem Polakiem, mam 15 lat i nazywam się Jurek. Mieszkam w Krakowie. Mam 182 cm wzrostu, rude włosy i piegi. Właśnie teraz jestem jedynakiem, lecz za dwa miesiące mam mieć rodzeństwo - trojaczki. Żegnam się serdecznie i miło. Pa!" - brzmi treść notki. Na nadgryzionej zębem czasu kartce widnieje data 3 lipca 1993 roku. Dół zdobi narysowana długopisem żaglówka.

Reklama

"Trafiłam na tę kartę między starymi pocztówkami"

Pani Monika postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i nie czekać dłużej. W dobie internetu znalezienie Jurka nie powinno przecież stanowić większego problemu. Jej post polubiono niemal 400 razy, a 300 użytkowników podało dalej jej pytanie na swoich profilach.

Krakowski serwis internetowy glos24.pl postanowił skontaktować się z właścicielką butelkowej korespondencji. - List znalazłam jako 7-letnia dziewczynka, spacerując po falochronie w Kuźnicy na Półwyspie Helskim. Butelka dryfowała ponad miesiąc ze Świnoujścia. W liście nie było adresu, więc nie mogłam skontaktować się z autorem. Po latach, przy przeprowadzce przypadkiem trafiłam na tę kartkę między starymi pocztówkami i stwierdziłam, że Facebook może pomóc w odnalezieniu autora - wyznała.

W rozmowie z lokalną redakcją wyjaśniła, że jest ciekawa dalszych losów Jurka i chciałaby dać mu znać, że jego list został przez nią odnaleziony. - Pamiętam, że jako dziecko byłam bardzo zawiedziona, że już nigdy nie będę miała szansy dowiedzieć się, kim jest autor tego listu. Nikt w latach 90. nie podejrzewał, że pojawią się social media. Ciekawi mnie, jaką moc ma Facebook w takich przypadkach - zastanawia się 36-letnia Monika.

Interia zapytała autorkę posta o efekty poszukiwań. Pani Monika odpisała nam, że "nie spodziewała się, że jej historia wzbudzi takie zainteresowanie". Niestety, tożsamość Jurka wciąż pozostaje zagadką.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy