Reklama

Reklama

Życie z przeszkodami

Radosław Popławski wracał akurat z eliminacji do olimpiady. Czuł się mocny. W Pekinie zamierzał być szybszy niż w Atenach. Wszystko przerwał tragiczny wypadek samochodowy, po którym wiele tygodni był przykuty do łóżka. Dziś znów chodzi. Marzy o powrocie na bieżnię.

Nasz olimpijczyk - mówią o Radku Popławskim nowosolanie. Lubimy go, bo jest skromnym, trochę nieśmiałym chłopakiem. Osiąga duże sukcesy w biegach na 3 km z przeszkodami.

Reklama

- Nie dość, że tak szybko biegnie to jeszcze skacze. To musi być bardzo trudne - opowiadają o wyczynach Radka mieszkańcy.

Cztery lata temu Radek zakwalifikował się do olimpiady w Atenach. Wszedł do finału. Zajął 12 miejsce. Oglądaliśmy jego występ. Złościło nas, że operator kamery nie pokazuje tylko naszego Popławskiego. No i dlaczego nie mówił skąd pochodzi? Byliśmy bardzo dumni. Biegł nasz Radziu.

Silny jak nigdy

Po olimpiadzie w Atenach Radek biegał dalej. Kolejne zawody, sukcesy, medale. Zdobywa złoto na Młodzieżowych Mistrzostwach Europy. Dwa lata temu zajął szóste miejsce podczas Mistrzostw Europy Seniorów w Göteborgu. Cały czas trenował. Jak każdy sportowiec marzył o wyjeździe na olimpiadę. Radek już tego zasmakował w Grecji. Chciał pobiec ponownie w Pekinie. Wypaść lepiej niż w Atenach. Dobrze się przygotował. Wiosną przez kilka tygodni trenował z kadrą polskich lekkoatletów we francuskim obozie wysokogórskim. W kraju rozpoczynały się eliminacje do olimpiady. Na zawodach w Kędzierzynie Koźlu Radek osiąga wymagane minimum, by wyjechać do Pekinu. Czekał go kolejny start, miał pobiec jeszcze lepiej. Wiedział, że da radę. Po obozie we Francji czuł się trochę przemęczony. Z każdym dniem przychodziła jednak lepsza forma. Sukces był na wyciągnięcie ręki. Wszystko przerwał wypadek.

Tragiczny wypadek

W piątek, 6 czerwca, kiedy R. Popławski razem z trenerem i drugim zawodnikiem wracali z zawodów w Kędzierzynie na skrzyżowaniu w Polkowicach doszło do wypadku. Wyjeżdżający z ulicy podporządkowanej samochód nie ustąpił im pierwszeństwa. Wjechał w tylną oponę ich auta. Samochód, którym jechał Radek, zaczął się obracać na jezdni, by z ogromną siłą owinąć się wokół metalowego słupa. Uderzenie poszło od strony Radka, siedział obok kierowcy. Stracił przytomność. Trafił do szpitala w Lubinie. Następnego dnia ta tragiczna wiadomość obiegła Nową Sól.

- To niemożliwe. Przecież za dwa miesiące olimpiada. To nie mogło się stać - mówiliśmy w naszej redakcji. Niestety wypadek potwierdzili koledzy Radka z klubu sportowego.

Olimpiada na szklanym ekranie

Blisko trzy miesiące po wypadku kontaktujemy się z R. Popławskim. Prosimy o wywiad. Radek się zgadza. Leży teraz na oddziale rehabilitacji nowosolskiego szpitala. Trochę nieśmiało jadę na spotkanie. Nie chcę sprawić chłopakowi przykrości, prowokować do wspomnień. Zaglądam do jego sali ale jest pusta. Tak zapowiadał, może być w sali telewizyjnej, nasza rozmowa odbywała się podczas olimpijskich zmagań lekkoatletów. Znajduję go tam. Siedzi wpatrzony w ekran telewizora. Zupełnie nie zwraca uwagi na otoczenie. Liczy się tylko olimpiada. Przedstawiam się. Uśmiecha się trochę nieśmiało. Proponuje mi usiąść z boku, by nie przeszkadzać innym w oglądaniu telewizji. Wstaje podpierając się o kulach. Po twarzy widać, że przeszedł trudne chwile. Stara się uśmiechać.

- Czekam na biegi. Nie wiem, czy pokażą. Usiądę tak, żeby widzieć ekran - zwraca się do mnie.

Monika Owczarek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy