Reklama

Reklama

"To było katowanie". Interwencja policji zmieniła się w brutalny pokaz siły

Brutalna interwencja policji skończyła się dla pana Leszka nie tylko utratą zdrowia, ale też zarzutami. Mimo nagrań i zeznań świadków prokuratura oskarża go o napaść na funkcjonariuszy. Jak to możliwe, że ofiara stała się oskarżonym? Sprawą zajęli się dziennikarze "Państwa w Państwie".

28 stycznia, jadąc na trening tenisa stołowego w Nowej Soli, Leszek Lachowicz przejechał przez linię ciągłą, skręcając na parking. Zauważyli to policjanci, którzy akurat przejeżdżali obok. Zdecydowali się podjąć interwencję, która jak się później okazało, zmieniła się w brutalny pokaz siły.

- Policjant chciał ode mnie dokumenty. Od początku był agresywny, przeklinał. Odpowiedziałem, że dokumenty mam w torbie, w bagażniku. Kiedy chciałem do niego podejść, policjant mnie zaatakował. Najpierw dostałem gazem, a później zaczęło się katowanie - relacjonuje pan Leszek.

Reklama

Jak opowiada, policjanci mieli go bić pałkami po całym ciele, kopać i dusić. Jego wersję potwierdzają naoczni świadkowie zajścia.

- To było katowanie, w życiu nie widziałam, żeby tak człowieka bili. Tylko było widać, jak dwie pałki chodzą, dwoma pałkami naraz go okładał. Siła musiała być straszna, bo za każdym razem huk szedł na całe osiedle - opowiada świadek zdarzenia.

Siedem radiowozów na miejscu

Po chwili na miejsce zaczęły zjeżdżać kolejne radiowozy. W pewnym momencie na parkingu znajdowało się siedem samochodów policyjnych. Przed ośrodek sportu w Nowej Soli dojeżdżali kolejni funkcjonariusze, mimo że pan Leszek od dłuższego czasu leżał skuty na chodniku.

- To było zrobione celowo, oni przyjechali tylko po to, żeby później zeznawać na korzyść policjantów. Potrzebowali świadków, żeby wybronić się z tego co mi zrobili - mówi pan Leszek.

"Jak ja miałem zadawać ciosy? Wyrwanym barkiem?"

Mężczyzna doznał bardzo poważnych obrażeń. Uszkodzony bark, zerwane mięśnie czworogłowe uda w obu nogach, uszkodzone oko. Po tym zdarzeniu przez kilka miesięcy był przykuty do łózka. Policja twierdzi natomiast, że... jego obrażenia nie miały nic wspólnego z działaniem funkcjonariuszy.

- Przecież to jest jakiś żart, policja kompromituje się, pisząc takie słowa. Oni widzieli, jak on wyglądał po tym wszystkim? Przez kilka miesięcy był przykuty do łóżka, a oni twierdzą, że w takim stanie na trening przyjechał? - tłumaczy Ewa Świątek, partnerka pana Adama.

Jednocześnie policja utrzymuje, że to pan Leszek był agresywny, miał zaatakować policjantów, kopać i zadawać ciosy. Jednemu funkcjonariuszowi miał nawet złamać rękę.

- To się przecież kupy nie trzyma. Jak ja miałem zadawać ciosy? Wyrwanym barkiem? Kopać nogami, które miałem całkowicie niesprawne? Policjant ma złamanie kości śródręcza. To jest kontuzja bokserska, od zadawania ciosów. Wychodzi na to, że skrzywdziłem policjanta, bo tak mocno bił, że sobie na mnie rękę połamał - tłumaczy pan Leszek.

Mimo nagrań i relacji świadków prokuratura dała wiarę wersji policjantów. Pan Leszek został oskarżony o napaść na funkcjonariuszy. Sprawa powinna już ruszyć, jednak okazało się, że sędzia wyznaczona do jej prowadzenia jest matką policjanta pracującego na tej samej komendzie.

Więcej o 19:30 w reportażu Przemysława Siudy w programie Państwo w Państwie na antenie Polsatu i Polsat News.


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy