Reklama

Reklama

Pączkowe szaleństwo

Od rana w tłusty czwartek pod cukiernią na rogu ul. Szkolnej i Parafialnej stał tłum nowosolan. Wszyscy mieli jeden cel: kupić pączki. Szczęśliwi byli ci, którzy po półgodzinnym staniu na dworze przekroczyli wreszcie próg cukierni.

Co chwilę otwierały się też drzwi i wychodził uśmiechnięty klient z kilkudziesięcioma lukrowanymi pączkami.

Reklama

- Zamierzam kupić dziesięć pączków na dwie osoby. Jeszcze nie wiem jakie i z czym, bo nie dostałam się do środka - mówi Justyna Sawicka. Stojąca za nią w kolejce pani Renata też chce kupić dziesięć drożdżowych kuleczek. - Kalorie? Jakie kalorie? Dzisiaj ich nie liczę. Spalę wszystko sprzątając dom w sobotę - śmieje się pani Renata.

- Teraz młode gospodynie nie umieją piec pączków. Ja kiedyś robiłam je sama, ale teraz mieszkanie za małe i niewygodnie. Za to zrobię dziś mnóstwo faworków - stwierdza pani Ania z o. Kopernika.

Wewnątrz cukierni ogromny ruch, na półkach najwięcej pączków. Nikt nie kupuje dziś jabłecznika, czy sernika. Zabiegane ekspedientki oznajmiają, że cukiernicy rozpoczęli piec paczki w środę w nocy. Przygotowano ich 10 tysięcy i wszystkie z owocową marmoladą.

nika

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje