Reklama

Reklama

Turnau i Sikorowski o Grechucie i Zamościu

Grzegorz Turnau, pierwsza gwiazda, pierwszego koncertu II Zamojskiego Festiwalu Kultury im. Marka Grechuty - wspomina przyjaciela i zachwyca się Zamościem, przed kamerami TV Polonia. Niesłychane - krakus oczarowany Zamościem!

Gościem wyjazdowego studia TV Polonia była Dorota Miśkiewicz i Grzegorz Turnau. Urodę miasta komplementowała prowadząca program Anna Karna, mówiąc, że to jedno z najpiękniejszych miejsc, "miasto idealne.

Reklama

Dorota Miśkiewicz zachwycona Zamościem powiedziała, że można tu siedzieć i patrzeć na starówkę. To mi wystarczy! - stwierdziła. Pan Grzegorz słyszał o Szczebrzesznie i chciałby tam pojechać na kilka dni. Chciałby też wiedzieć więcej o Zamościu. Wie, że w Zamościu, w 1656 r. wystawiono pierwszy "szwedzki stół". Za takie słowa otrzymał od publiczności oklaski. Przypomniał także, że na początku września 1939 r. przechowywano w kościele św. Katarzyny obraz "Hołd pruski" Jana Matejki z Krakowa.

- I hejnał zamojski nie jest grany w naszą stronę - ubolewał krakus Turnau. Ponownie oklaski. To nie do końca jest legenda - mówił, o tym świadczy fakt, że w krakowskich Sukiennicach, w których można spotkać herby większości, wielkich, polskich miast - herbu Zamościa nie ma. Tu przeuroczy uśmiech pana Grzegorza i uśmiechy na widowni.

- Nie wiem, czy należy to naprawiać, ale warto o tym pamiętać.

Anna Karna poprowadziła rozmowę w kierunku wyjątkowego wieczoru.

Grzegorz Turnau stwierdził, że Zamość musiał wpływać w jakiś sposób, siłą swojej architektury, na wybory życiowe takich ludzi, jak Marek Grechuta, który jest bohaterem tego wieczoru, patronem Festiwalu.

- A ten wieczór jest poświęcony w dużej części utworom napisanym przez Marka Grechutę, architekta z Zamościa. Turnau przypomniał, że to prof. Wiktor Zin namówił Marka, by studiował architekturę. Miał dyplom, piosenki były jego druga pasją, pierwszą była architektura i malarstwo. I myślę - podsumował krakowski artysta, że zawdzięczał to m. in. architekturze tego miasta.

- On wspaniale tworzył utwory, które wspaniale się śpiewa - stwierdziła i zarazem zapytała Anna Karna. Odpowiedziała Dorota Miśkiewicz, która jako jedyna z wykonawców wzięła udział w I edycji Festiwalu.

- Mnie śpiewało się bardzo dobrze.

I przyszła chwila wspomnień o Marku Grechucie.

- Postać Marka Grechuty, w bardzo dużej mierze spowodowała, że w życiu zajmuję się tym, czym się zajmuję - muzyą ilustracyjną. Marek Grechuta był dla mnie kimś, kogo ceniłem, kto mnie fascynował, kto dawał mi poczucie istnienia lepszego, ciekawszego świata, niż ten na co dzień.

- Czy można powiedzieć - pytała Anna Karna, że Marek Grechuta dla wielu artystów, dla wielu słuchaczy był Mistrzem? Czy dla państwa także? - prezenterka TV Polonia dopytywała Dorotę Miśkiewicz i Grzegorza Turnaua?

- Jak najbardziej - odpowiedziała Miśkiewicz, choć jako dziecko nie interesowałam się muzyką Marka Grechuty. Kiedy ja poznałam, również się w niej zakochałam. Ona jest inna niż to wszystko dookoła, ona jest taka bliska i polska.

Anna Karna zapytała o ciekawostki z życia prywatnego Marka Grechuty.

- Pamiętam, że w pewnym momencie Marek zorientował się, że ja idę jego tropem, że robię poezję i Leśmiana też - wiem, że w Zamościu mieszkał - objaśnił Grzegorz Turnau. W krótkim okresie istnienia w "Piwnicy pod baranami", zaproponował mi współpracę, z czego ja nigdy nie skorzystałem - wspominał Turnau.

- Po jakimś czasie zawstydzenia, nagrałem płytę poświęconą jego piosenkom, która w zamyśle miała za cel przyjrzenie się w lustrze, po dwudziestu latach. Z tej płyty zrobiłem rodzaj elegii, taki jest jej nastrój. Część utworów wybrałem na dzisiejszy koncert - podsumował wypowiedź Grzegorz Turnau. Dorota Miśkiewicz zapowiedziała swoją płytę, która za dwa tygodnie znajdzie się w sklepach.

* * *

- Panie Andrzeju - z pytaniem zwracam się do Andrzeja Sikorowskiego, który wraz ze swoją córką Mają śpiewali dla Marka i Marka Grechuty piosenki, a Maja wychowała się wprost na jego piosenkach - jak pan czuje te klimaty? Grechuta i blues!

- Andrzej Sikorowski - Było to jakoś pomieszane niewątpliwie, ale mam nadzieję, że Marek by nam to wybaczył., że nie naruszyliśmy jakieś jedności myśli, bo tu w dalszym ciągu królowała piosenka literacka, która jest dzisiaj w totalnym impasie. Jest dość arogancko dziś traktowana, szczególnie przez media, toteż jeżeli nagle okazuje się, że w takim pięknym miejscu gromadzi się tysięczna publiczność i owacyjnie przyjmuje piosenki, które nie są hołubione przez współczesne środki masowego przekazu, to należy mieć nadzieję, że to społeczeństwo nie do końca "zidiociało" i ja jestem takimi koncertami podbudowany.

- Czy zauważył pan, że wiele fragmentów, nie tylko refrenów - publiczność odśpiewałaz wykonawcami?

Andrzej Sikorowski - Ja myślę, że napisane dawno temu, te wartościowe piosenki się nie zestarzały. Maja przewagę nad taką taśmową, współczesną produkcją i one ocaleją. One za dwadzieścia lat będą dalej śpiewane, przekazywane z pokolenia na pokolenie, podczas gdy o tych dzisiejszych przebojach, nikt, nic nie będzie wiedział.

Teresa Madej - Bo w utworach Grechuty jest romantyzm ponadczasowy.

Andrzej Sikorowski - Jest w tym coś takiego ludzkiego, a takie ludzkie rzeczy dobrze się czują w "ludzkiej architekturze", którą nam Zamość zaoferował na dzisiejszy wieczór, na dodatek była "ludzka pogoda" i wszystko było "ludzkie".

Teresa Madej - Odczucia także były takie "ludzkie" i głębokie. Dziękuję, bardzo mi się podobało. Liczę, ze pojawi się pan w przyszłym roku.

Andrzej Sikorowski - Ja będę na każde zawołanie, bo jak powiedziałem, jestem zdziwiony, że jestem tutaj pierwszy raz, i że dopiero teraz. W Zamościu już bywałem, ale na tej imprezie jestem pierwszy raz. Ja jestem człowiekiem, który jako jedyny z wykonawców osobiście dobrze znał Marka Grechutę, spędzałem z nim czas na wspólnych rozmowach, oglądaniu transmisji sportowych, bo obaj mamy na tym punkcie fioła.

Teresa Madej - Powiedział pan - mamy, jakby...

Andrzej Sikorowski - Jakby on był, prawda... Ja się na jego piosenkach najpierw chowałem, a potem zostałem jego kolegą, a dzisiaj mogę powiedzieć mu, jeśli mnie słyszy, że nie zamierzam zarzucić tego dobrego grania, i że moje dziecko idzie też moim śladem, to równocześnie idzie jego śladem.

Teresa Madej - Zrobiliście państwo coś rewelacyjnego, fenomenalnego, zresztą widział pan reakcje publiczności.

Andrzej Sikorowski - Jest w tym zasługa także Orkiestry, która wstrzeliła się w te nasze klimaty. Maja jest także szczęśliwa, ponieważ rzadko ma okazję śpiewać z takim zespołem. Dla osoby stawiającej pierwsze kroki, takie doświadczenia są niezwykle istotne, a równocześnie nie przewrócą jej w głowie, ja mogę to zagwarantować.

Teresa Madej - Było cudnie! Dziękuję!

Andrzej Sikorowski - To ja się cieszę!

autor :Teresa Madej

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne