Reklama

Reklama

O człowieku przegranym, zwanym Makbet

Tym razem krwawa historia Makbeta rozegrała się w Zamościu, na zakończenie 33 Zamojskiego Lata Teatralnego. Las Birnamski przyszedł na Rynek Wielki, pod sam Ratusz.

Czarownice/wiedźmy pojawiły się na szczudłach, a główni bohaterowie przybyli na motocyklach. Szekspirowska sztuka w reżyserii Pawła Szkotaka zawładnęła naszymi duszami do bólu.

Reklama

Najnowsza szekspirowska opowieść Teatru Biuro Podróży z Poznania jest uniwersalną opowieścią o mrocznej stronie duszy człowieka.

O jego podatności na czynienie zła. Paweł Szkotak doskonale wiedział, jak przekazać ważne idee arcyszekspirowskiego dramatu na forum ulicznego teatru. Spektakl "Makbet - Kim jest ten człowiek we krwi?" jest tak sugestywną sztuką, że mało brakowało, a poczulibyśmy swąd spalonego ciała. Pozostawił po sobie powalone drzewa, jazgot jeżdżących motocykli i ... koszmarne siedem czaszek w metalowym bębnie i w naszej pamięci.

Ta porażająca adaptacja nie pozwala zasnąć zwykłemu śmiertelnikowi, nie pozwala, ponieważ "Makbet zabił sen". Teatr z Poznania poprowadzi nas w świat koszmaru wojny, sennych mar; świat zalany krwią, w którym obowiązuje prawo zdrady, intrygi i zbrodni. Zrobił to z wielkim rozmachem teatralnym i spektakularną magią.

"Kim jest człowiek we krwi" był przystosowanym dla potrzeb pleneru "Makbetem" Szekspira. Potężne metalowe dekoracje na tle renesansowego rynku, artyści popisujący się na szczudłach, jakby całe życie nie robili nic innego, przejmujący operowy śpiew narratora i umieszczenie akcji na zgliszczach świata.

Huk pistoletowych wystrzałów, mężczyźni - niczym hitlerowscy oprawcy w czarnych skórzanych płaszczach, jazgot wojskowych motocykli i trzy siostry zakonne lub islamskie wojowniczki niczym siły nieczyste czyniły swoimi kołatkami atmosferę grozy, terroru i aurę strachu. Wszystko zmierzało do porażającego finału, zbrodni nad zbrodniami i wielkiej przegranej człowieka.

W spektaklu nie brakuje scen efektownych i intrygujących. Lady Makbet rozciągająca purpurowy dywan przed powracającym z wojny mężem, prześcieradło z krwawą plamą, nagi więzień w klatce - takimi środkami reżyser opowiada nam straszną historię. Dużą rolę w sztuce odgrywa ogień - to symbol zniszczenia i oczyszczenia, a może odkupienia za Zło?

Zanim dopełni się przepowiednia Szekspirowskich wiedźm i las Birnamski podejdzie pod zamek - Makbet wymorduje konkurentów do korony, zagra w berka ze śmiercią na szczudłach, pchającą wielką beczkę z siedmioma czaszkami ofiar, a wcielony szatan, czyli Lady Makbet popełni samobójstwo przez powieszenie.

"Nieprzekraczalna granica" została przekroczona - sumienie przychodzi po rozliczenie za Zło. W finale człowiek splamiony krwią spłonie przywalony pniami osmalonych drzew, symbolizujących jego ofiary.

Tak kończą zbrodniarze. Na zwęglonym kościotrupie pozostanie korona z naboi, którą zdejmie metalowym drutem syn ofiary i zabawi się nią, bez świadomości jej roli. W moim odczuciu postać małego chłopca, syna zamordowanego Banka może sugerować bohatera "Blaszanego bębenka", jeden na bębenku wystukuje rytm koszmaru wojny, drugi robi "pojazd" z pogrzebacza i korony, wzorując się na pogrzebaczu i fajerce, zabawie sprzed drugiej wojny, dystansując się w ten sposób od świata Zła.

To był mocny Szekspir, może nawet Szekspir tylko dla mężczyzn, choć przeczy tej opinii bezwzględna rola, jaką odegrała w tym arcydramacie kobieta. I nic nie przemówi na jej obronę, gdy usłyszymy słowa:

"Karmiłam piersią i wiem, czym jest miłość do niemowlęcia, a jednak bezwzględnie bym oderwała je od piersi - nawet uśmiechniętemu do mnie ufnie. Owym bezzębnym, niewinnym uśmiechem. I stłukła mu czaszkę, gdybym tylko wcześniej zobowiązała się była do tego".

Tak rodzi się Zło, i nic nie jest w stanie go powstrzymać. Świat i ludzi biorą we władanie najgorsze, mordercze żądze, budzą się demony zbrodni.

To jedna z nielicznych kwestii, która pada podczas spektaklu Teatru Biuro Podróży w Poznaniu. Symbolami i rezygnacją z większości dialogów reżyser Paweł Szkotak zrobił spektakl krwawy i wyrazisty. Nowoczesna, innowacyjna inscenizacja daje obraz Apokalipsy. Zamiast czterech jeźdźców mamy trzy zawoalowane wiedźmy, które dokonują rozliczenia z postępków, wcześniej rozstrzygając o ambicji, władzy i zbrodni.

Z aktorów emanuje naznaczone im piętno przeznaczenia, ich gra wraz z każdą chwilą przybiera coraz większe tempo, jakby śpieszyli się ku unicestwieniu. Machina zbrodni nakręca się, jedno morderstwo pociąga za sobą kolejne i nic nie jest w stanie zmyć krwi i zatrzymać biegu makabrycznych czy "Makbetycznych" wydarzeń.

"Kto by pomyślał, że tyle krwi w tym starcu... Wciąż ten zapach krwi... Nic go już nie zabije, żadne wonności Arabii, a przecież ręka taka mała... Co jest z tymi rękami? Czemu nie można ich domyć?"

Zbrodnicza śmierć zbiera swoje żniwo, w dramacie Szekspira i w ... życiu, każdego dnia, staje się czynnością powszednią na każdym kontynencie. To tak, jakby w każdym z nas tkwiło dobro i Zło, i nie wiadomo tylko, co przeważy w kulminacyjnym momencie. Często jest już za późno na rozterki i wątpliwości, sumienie śpi i wtedy na świecie króluje chaos. Przerażające jest fakt, że natura ludzka jest niezmienna od wieków.

Dla potrzeb godzinnego spektaklu reżyser wykorzystał potencjał renesansowej scenerii Rynku Wielkiego, w pewien sposób nawiązując do czasów Szekspira. Ratusz pozostał w mroku, dając głębię złowieszczej nocy, podczas której przychodzi największe Zło, takie nie do opanowania, i dochodzi do najgorszych zbrodni. Połączenie klasyki z współczesnością zobrazowało świat rozkładu i pokuty - wtedy i dziś, dało porażającą adaptację.

Spektakl wywołał przejmujący strach i zarazem satysfakcję z mocnej rozrywki. Z reakcji publiczności można wnioskować, że spektakl był ekscytujący i błyskotliwy, a tym samym ma duże szanse na zdobycie nagrody publiczności.

* * *

Zaproszone przez Zamojski Dom Kultury Teatry udowadniają, że Teatr żyje, że jest wieczny, a Rynek Wielki to nie tylko jarmark. Staje się miejscem refleksji i głębokich przeżyć. I temu właśnie służy ZLT. Frekwencja na wszystkich spektaklach wskazuje, że jest potrzebny i z niecierpliwością oczekiwany.

Autor: Teresa Madej

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

ZAKUPY

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje