Reklama

Reklama

Nierówna walka. Emerytka w starciu z gigantem branży energetycznej

Czy starsza, samotna kobieta ma szansę wygrać z potężną firmą energetyczną, która pozwała ją do sądu? - Myślę o tym dzień i noc. Jestem na lekach uspokajających - nie kryje obaw pani Janina.

Czy starsza, samotna kobieta ma szansę wygrać z potężną firmą energetyczną, która pozwała ją do sądu? - Myślę o tym dzień i noc. Jestem na lekach uspokajających - nie kryje obaw pani Janina.

Sprawą astronomicznego rachunku za prąd, jaki otrzymała emerytka z Lubelszczyzny, Uwaga! TVN zajmuje się od dwóch lat.
- Nie czerpałam aż tyle prądu. Nawet nie mogłabym tego zrobić! - załamuje ręce Janina Danilkiewicz.
Kobieta ma niewiele ponad 700 zł emerytury. Żyje bardzo skromnie. Oszczędza, jak się da. Była przerażona, gdy PGE przysłała jej rachunek za prąd wynoszący ponad 11 tys. zł. Tyle miała kosztować energia zużyta przez kobietę w ciągu kilku miesięcy. Pani Janina nie zapłaciła rachunku. Złożyła reklamację. Dostawca prądu wymienił licznik, a nowy przywrócił dawne wskazania zużycia prądu. Mimo to, PGE upierała się: emerytka musi zapłacić opiewający na astronomiczną kwotę rachunek.
W Uwadze! potraktowano sprawę priorytetowo. Reporterzy przeprowadzili nawet specjalny eksperyment. Ten wykazał jasno: nawet, gdyby wszystkie urządzenia elektryczne działały u pani Janiny non stop - i tak rachunek nie miał prawa opiewać na przeszło 11 tys. zł.
- Przepraszamy bardzo za zaistniałą sytuację. Pani Janina otrzymała już od nas propozycję rozwiązania tej sprawy - oświadczył Jarosław Szczerbetka z PGE Lublin. Propozycja polegała na tym, że anulowano połowę żądanej kwoty.
- Skąd się wzięło 6 tys.? Jak państwo wyliczyli tę kwotę? - usiłowała ustalić reporterka UWAGI.
- W dniu dzisiejszym nie jestem upoważniony do udzielania takich informacji - odpowiedział zagadkowo Szczerbetka.
Sprawa przybrała tymczasem nieoczekiwany obrót. Najpierw pani Janina byłą straszona odcięciem prądu i wpisaniem na listę dłużników. Potem Polska Grupa Energetyczna pozwała panią Janinę do sądu, żądając pierwotnej kwoty wraz z odsetkami: ogółem 14,5 tys. zł. - Myślę o tym dzień i noc. Jestem na lekach uspokajających - nie kryje obaw pani Janina.
Reporterzy chcieli towarzyszyć jej podczas rozprawy przed sądem, ale - na wniosek pełnomocnika PGE - kamera musiała opuścić salę. Ostatecznie sędzia odroczył sprawę i przyznał pani Janinie obrońcę z urzędu. Mecenas PGE deklarowała chęć ugody i proponowała bezpośredni kontakt z firmą PGE w Rzeszowie. Pani Janina pojechała tam natychmiast po tym, jak opuściła budynek sądu. Nikt nie chciał z nią jednak porozmawiać.
- To jest przykre, bolesne - komentowała pani Janina.
Z reporterką Uwagi! nie chciała rozmawiać również rzeczniczka PGE Obrót, Agnieszka Szczekala. - Do czasu wydania decyzji przez sąd nie będziemy komentować sprawy - powtórzyła kilkakrotnie.
- Co ta kobieta ma zrobić? Co pani by zrobiła w jej sytuacji? - dopytywała reporterka UWAGI!
- Dziękuję bardzo, pani redaktor - grzecznie uśmiecha się rzeczniczka.
Do pani Janiny odezwała się ostatecznie rzeczniczka firmy i zaproponowała jej, by skorzystała z pomocy fundacji PGE "Energia z Serca", która nie zapłaci rachunku, ale pomoże w inny sposób. W jaki? Tego pani Janina się nie dowiedziała.
Ostatecznie pani Janina podpisała ugodę z PGE. Firma jest nieugięta. Kobieta ma spłacić połowę sumy, tj. ok. 5700 zł w 36 ratach. Umorzono wszystkie odsetki i dodatkowe koszty. Pani Janina zdecydowała, że przyjmie te warunki, chociaż wie, że prądu na tę kwotę nie wykorzystała, wie też, że z gigantem nie wygra.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy