Narodziny na izbie przyjęć
Olga Oliwia Kardas urodziła się 11 marca 2009 roku. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że dziewczynka przyszła na świat na ryckiej... izbie przyjęć.

Olga jest czwartym dzieckiem państwa Anny i Romana Kardasów z Jakubówki, którzy - oprócz niej - są rodzicami 14- letniego Konrada, 12- letniej Ewy i 5- letniego Wiktora. Bez wątpienia narodziny Olgi były dla wszystkich niespodzianką. Po urodzeniu dziewczynka ważyła 3.150 g i mierzyła 55 cm.
- Z całej czwórki naszych dzieci malutka Olga urodziła się zdecydowanie najszybciej - mówi Anna Kardas. - O godzinie 20.30 poczułam, że czas jechać do szpitala. Nie sądziłam jednak, że potoczy się to aż tak szybko. Tym bardziej, że do terminu porodu było jeszcze osiem dni - wyznaje pani Ania.
Państwo Kardasowie nie spotkali się niestety z miłym podejściem personelu ryckiego szpitala.
- Pani na izbie przyjęć była bardzo zdenerwowana zaistniałą sytuacją. Stwierdziła, że w Rykach nie ma porodówki i kazała nam jechać do Puław albo Garwolina. Pytała, dlaczego tak późno przyjechaliśmy, dlaczego wcześniej nie przywiozłem żony - opowiada Roman Kardas, dziś szczęśliwy tata.
Dzięki Ewie Wolskiej, pielęgniarce w ryckim szpitalu, wszystko skończyło się na szczęście dobrze. Podeszła ona do całej sytuacji bardzo profesjonalnie i szybko zorganizowała pomoc. - Nie wiem, jak by się to wszystko potoczyło, gdyby nie jej interwencja, poród odbyłby się chyba w samochodzie - dodaje pan Roman.
O godzinie 21.20 dziewczynka była już na świecie. Urodziła się na leżance, na izbie przyjęć. Na szczęście pediatra stwierdził, że z noworodkiem jest wszystko w porządku. Pani Ania i mała Olga zostały przewiezione karetką do szpitala w Puławach.
- Tam też było trochę zamieszania. Procedury nie były do tej sytuacji w żaden sposób dostosowane - wspomina pan Roman. Po dwóch wcześniejszych porodach żony byłem przygotowany na to, co może nastąpić. Nie było to dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Starałem się przyjąć to na spokojnie, jednak wiadomo - obawy były. Starałem się jednak zachować zimną krew, by dodatkowo nie stresować żony - dodaje.
Pani Anna miała zapewnione miejsce na porodówce w Sulbinach i miała nadzieję, że to właśnie tam urodzi się jej córka. - Wybrałam szpital w Sulbinach, gdyż panują tam bardzo dobre warunki. Porodówka znajduje się w nowej części szpitala. Są tam bardzo mili lekarze, profesjonalna i sympatyczna obsługa. Los jednak spłatał mi figla - mówi Anna Kardas. - Olga wszystko przyspieszyła.
Przypadek państwa Kardasów to doskonały przykład na to, że każdy szpital powinien być gotowy na niecodzienne, czasem nawet bardzo ekstremalne, sytuacje. A jak jest? No właśnie.
IJ







