Reklama

Reklama

Marsz Równości w Lublinie. Silny opór narodowców

Pochód Marszu Równości, który odbył się w sobotę w Lublinie, przeszedł przez centrum miasta otoczony kordonem policji. Przed policjantami szli przeciwnicy marszu, którzy usiłowali blokować pochód i wykrzykiwali wulgarne słowa. Policja użyła granatów hukowych, gazu łzawiącego i armatki wodnej, aby przerwać wcześniejszą blokadę narodowców. W stronę policjantów poleciały kamienie i okrzyki "Zomowcy!".

Uczestnicy Marszu Równości zgromadzili się najpierw na Placu Zamkowym, natomiast na ulicy Zamkowej, biegnącej wiaduktem obok Placu Zamkowego, zgromadzili się przeciwnicy marszu - kontrmanifestacja środowisk narodowych.

Przeciwnicy marszu zablokowali wejście z Placu Zamkowego w ulicę Kowalską, którędy miał iść Marsz Równości. W stronę zgromadzonych na Placu Zamkowym uczestników poleciały petardy.

Silny opór narodowców

Policja kordonem oddzielała obie grupy demonstrantów, a pochód Marszu Równości został skierowany inną drogą - przez Aleję Solidarności. Uczestników marszu otoczyli kordonem policjanci. Kontrmanifestanci wykrzykiwali "Lublin miastem bez dewiacji!", "Zboczeńcy!"

Reklama

Uczestnicy Marszu Równości na czele pochodu nieśli baner z napisem "I Marsz Równości w 100-lecie niepodległości". Trzymali baloniki w różnych kolorach, tęczowe flagi oraz transparenty z napisami: "Wolność jest wtedy, kiedy się nie boisz", ""Nie trwóżcie się! W domu Ojca mego jest mieszkań wiele... " Grupa chrześcijan LGBTQ Wiara i Tęcza", "Let your true colors shine", "Lublin przeprasza za wojewodę homofoba i prezydenta tchórza", "Miłość to prawo człowieka", "Za miłość waszą i naszą", "Praw osób tras prawami człowieka".

Przeciwnicy marszu trzymali transparenty m.in. z napisami: "Chłopak dziewczyna normalna rodzina. Młodzież Wszechpolska", "Rodzina fundamentem cywilizacji. Kozi gród na zawsze wolny od dewiacji. ONR".

"Zaczęliśmy fajerwerkami" - żartował organizator Marszu Równości Bartosz Staszewski. "Jest wspaniała pogoda. Jesteśmy przekonani, że dojdziemy do Centrum Spotkania Kultur (gdzie ma zakończyć się marsz). Pierwszy raz będziemy mogli przejść trzymając się za ręce" - dodał.

W marszu wzięła udział m.in. posłanka PO Joanna Mucha i lider partii Razem Adrian Zandberg. Zandberg powiedział dziennikarzom, że zmienił swoje plany, odwołał spotkania, aby być na tej demonstracji. "My z partii Razem jesteśmy zdecydowanie za równością wszystkich obywateli i dlatego było dla mnie oczywiste że w sytuacji, gdy lokalny lider PO chce odbierać prawo do demonstrowania tej grupie ludzi, która zebrała się, aby przejść w pierwszym Marszu Równości przez Lublin, to moim obowiązkiem jest tutaj być" - powiedział.

"Takie marsze odbywają się całej Polsce. One pokazują, że Polska jest różna, różnorodna, że wierzymy w różne rzeczy, myślimy w różny sposób, ale Polska jest naszym wspólnym domem i nikt nie może być z tego wspólnego domu wykluczany. Nikomu nie wolno mówić, ze jest obywatelem drugiej kategorii" - dodał Zandberg.

Kolejna blokada

Kolejna próba zablokowania marszu miała miejsce przy skrzyżowaniu ulic Lubartowskiej i Świętoduskiej. Policja wzywała blokujących ich do rozejścia się, ponieważ zgromadzenie w tym miejscu jest nielegalne. Przeciwnicy marszu nie posłuchali, wykrzykiwali stronę uczestników Marszu Równości: "Lublin miastem bez dewiacji!", "Zakaz pedałowania!", obrzucali wulgarnymi wyzwiskami.

Policja użyła granatów hukowych, gazu łzawiącego i armatki wodnej, aby przerwać blokadę. W stronę policjantów poleciały kamienie i okrzyki "Zomowcy!", wulgaryzmy. Trasa marszu ponownie została zmieniona - Marsz przeszedł ulicą Świętoduską do Krakowskiego Przedmieścia. Dalej pochód poruszał się wyznaczoną trasą.

Zgromadzenie zakończyło się na Placu Teatralnym, gdzie odbyły się końcowe przemówienia. "Pokazaliście, że Lublin jest wolny od faszyzmu" - powiedział organizator Marszu Równości Bartosz Staszewski. "Przeszliśmy. Pierwszy Marsz Równości przeszedł przez Lublin. Jest to dla nas wielkie święto" - mówił Staszewski.

Marsz Równości przeszedł przez centrum miasta otoczony kordonem policji. Uczestnicy marszu dziękowali policji za umożliwienie im demonstracji. "Dziękujemy! Dziękujemy!" - skandowali.

Sprawa marszu w sądzie

Zapowiedź organizacji marszu wywołała protesty działaczy PiS, środowisk narodowych, katolickich, którzy domagali się od prezydenta Lublina Krzysztofa Żuka zakazu organizowania tej manifestacji. Prezydent Lublina w oparciu m.in. o opinię policji mówiącą, że spotkanie uczestników Marszu Równości i kontrmanifestacji mogłoby doprowadzić do konfliktu, co może być zagrożeniem mieszkańców, wydał we wtorek zakaz obu zgromadzeń, ze względów bezpieczeństwa. Powołał się na przepis ustawy Prawo o zgromadzeniach, który umożliwia wydanie zakazu, gdy zgromadzenie może zagrażać życiu i zdrowiu ludzi albo mieniu w znacznych rozmiarach.

Organizatorzy obu manifestacji odwołali się do Sądu Okręgowego w Lublinie, który w środę utrzymał w mocy decyzję prezydenta o zakazie. Na to postanowienie złożone zostały zażalenia do Sądu Apelacyjnego w Lublinie, który ostatecznie w piątek uchylił zakaz. Sąd uznał m.in. że wolność zgromadzeń pełni doniosłą rolę w demokratycznym państwie i jej ograniczanie powinno być traktowane jako wyjątek. Podkreślił też że to na władzach państwowych ciąży obowiązek zapewnienia pokojowego charakteru zgromadzenia i zagwarantowania ochrony jego uczestnikom.

Żuk powołał specjalny sztab kryzysowy do monitorowania sytuacji w związku z Marszem Równości i kontrmanifestacją.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy