Reklama

Reklama

Lublin: Policja wyjaśnia incydent z młodymi muzułmanami

Policja w Lublinie wyjaśnia wszystkie okoliczności incydentu z udziałem młodych muzułmanów z 21 czerwca. Według mediów nieznany mężczyzna miał napluć w twarz nastolatce w chuście, a policjanci - zlekceważyć prośby o interwencję.

Sprawie reakcji funkcjonariuszy lubelskiej policji na zgłaszany im przypadek znieważenia nastoletniej muzułmanki przyjrzy się Rzecznik Praw Obywatelskich. Z kolei prezydent Lublina potępił "wszelkie formy agresji wobec odmienności".

Czynności wyjaśniające, które mają zweryfikować wszystko, co robili policjanci w tej sprawie, prowadzi Wydział Kontroli Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie. "Ze wstępnych ustaleń nie wynika, że policjanci zachowali się niewłaściwie" - powiedział PAP we wtorek podkom. Andrzej Fijołek z biura prasowego KWP.

Reklama

Policjanci zabezpieczyli i przejrzeli zapisy z kamer miejskiego monitoringu z ulicy, na której miało dojść do opisywanego zdarzenia, ale z nagrań nie wynika, aby doszło do jakiegokolwiek incydentu z udziałem cudzoziemców. Rozpytani zostali funkcjonariusze, którzy pełnili służbę w centrum miasta, zebrano ich notatki służbowe.

"Będziemy chcieli teraz dotrzeć do opiekunki młodzieży muzułmańskiej, aby bezpośrednio nam opowiedziała, co się stało. Nikt bowiem nie złożył policji formalnego zawiadomienia o incydencie, ani też skargi na zachowania policjantów" - dodał Fijołek.

Według dotychczasowych ustaleń lubelskiej policji 21 czerwca około godziny 17 do patrolu na ul. Kołłątaja, w centrum miasta, podeszła grupa cudzoziemców, ale policjanci nie znali języka angielskiego i nie mogli się porozumieć, mimo pomocy przechodniów.

"W związku z barierą językową i szumem informacyjnym wynikającym z przekazu kilku osób policjanci mogli nie zrozumieć wszystkich intencji zgłaszających. Nie usłyszeli jednak żadnej informacji, która świadczyłaby o przestępstwie lub wykroczeniu popełnionym wobec którejkolwiek z tych osób. Mundurowi zaproponowali wezwanie kolejnego radiowozu. Na koniec policjanci usłyszeli od osób tłumaczących, że nie ma już żadnego problemu. Osoby wymieniły grzecznościowe uśmiechy" - powiedział Fijołek.

Następnego dnia do policji dotarła informacja od pracownicy Muzeum na Majdanku, o tym, że w centrum miasta jakiś mężczyzna miał splunąć obok uczestniczki wycieczki z Niemiec. Ta pracownica usłyszała to od opiekunki wycieczki, która - jak wynikało z rozmowy - też nie była świadkiem tego incydentu, a dowiedziała się o nim od podopiecznych. Informacja została przekazana policyjnym patrolom, ich liczbę zwiększono - zaznaczył Fijołek.

W centrum Lublina były wtedy znaczne siły policyjne, w związku z dużą liczbą kibiców przybyłych na mecze mistrzostw Europy w piłce nożnej drużyn do 21 lat.

O sprawie jako pierwszy napisał portal Wirtualna Polska. Dzieci z rodzin muzułmańskich imigrantów z Berlina były w Polsce, aby poznać historię zagłady Żydów. Przebywali w Łodzi, Warszawie i Lublinie. Mieli być obrażani i poniżani.

Jak podał portal, do nastolatki w chuście na głowie miał podejść mężczyzna i napluć jej w twarz; jej koledzy podbiegli do patrolu policji stojącego w pobliżu, ale funkcjonariusze zlekceważyli nastolatków, byli zajęci swoimi telefonami komórkowymi. Kilku mieszkańców Lublina zaprowadziło zapłakaną dziewczynę i jej kolegów do innego patrolu, opowiadali, co się stało. Policjanci zareagowali śmiechem - relacjonował portal powołując się na świadków.

W związku z tym incydentem prezydent Lublina Krzysztof Żuk oświadczył, że potępia "wszelkie formy agresji wobec odmienności". "Lublin był, jest i będzie miastem otwartym i przyjaznym dla obcokrajowców. Dowodem tego jest ponad 6,5 tys. studentów zza granicy, którzy właśnie nasze miasto wybrali na miejsce swojej nauki. Zrobimy też wszystko, aby Lublin pozostał miastem bezpiecznym" - napisał Żuk we wtorek na portalu społecznościowym.

Rzecznik Praw Obywatelskich przyjrzy się reakcji funkcjonariuszy lubelskiej policji na zgłaszany im przypadek znieważenia nastoletniej muzułmanki - podał Adam Bodnar na swej stronie internetowej.

"Niestety, jak wynika z publikacji prasowych, nie był to jedyny przypadek znieważenia, jakiego uczestnicy wycieczki doświadczyli w Polsce. W innych miastach spotykali się z jawnie okazywaną niechęcią, byli obrażani i znieważani, a nawet odmawiano im dostępu do usług, wprost tłumacząc to ich pochodzeniem" - podkreślono.

Rzecznik zapowiada, że będzie próbował ustalić okoliczności innych opisywanych przez media incydentów. Niektóre z nich, w tym choćby wszystkie opisane przypadki znieważania nastolatków w miejscach publicznych, mogły wypełniać znamiona przestępstw motywowanych nienawiścią na tle pochodzenia narodowego lub etnicznego bądź wyznania, ściganych z urzędu i podlegających karze do 3 lat pozbawienia wolności - dodano na stronie RPO.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy