Reklama

Reklama

​Lubelskie: O krok od tragedii. 40-latek wszedł na zamarznięte jezioro

40-letni mężczyzna wszedł na zamarzniętą taflę jeziora Firlej na północ od Lublina. Po tym, jak lód załamał się pod jego ciężarem, służby podjęły akcję ratunkową. Mężczyzna był w stanie głębokiej hipotermii - informuje lubelska policja.

Do zdarzenia doszło we wtorek po południu. Do dyżurnego lubartowskiej komendy wpłynęła informacja o mężczyźnie, który wszedł na jezioro pokryte lodem. Tafla załamała się, a mężczyzna wpadł do wody i nie mógł wrócić na brzeg. Policja wysłała na miejsce patrol, który potwierdził, że 40-latek nie był w stanie wydostać się z lodowatej wody. Mężczyzna wszedł daleko w głąb zbiornika.

Reklama

- Strażacy dzięki użyciu specjalistycznego sprzętu - sań lodowych - wyciągnęli 40-latka na brzeg. Mężczyzna znajdował się w stanie głębokiej hipotermii. Ze względu na jego pogarszający się stan i zadysdysponowanie śmigłowca wojskowego został on szybko przetransportowany do szpitala w Lublinie - poinformowała st. sierż. Jagoda Stanicka z lubelskiej policji.

To kolejna tego typu akcja w ostatnich tygodniach. Wiele osób ma złudne wrażenie, że pokrywa lodowa na zamarzniętych zbiornikach wodnych jest gruba i bezpiecznie można po niej chodzić. Temperatura i warunki zmieniają się, a grubość pokrywy lodowej może być różna nawet w kilku miejscach na tym samym zbiorniku. Wchodzenie na zamarzniętą taflę zawsze grozi niebezpieczeństwem.

Jeżeli zauważymy osobę, pod którą zarwał się lód, należy zawiadomić służby ratunkowe i ewentualnie spróbować pomóc takiej osobie, pamiętając jednak o własnym bezpieczeństwie. Można podać jej np. gałąź lub rzucić koniec szalika. 

Przekaż 1 proc. na pomoc dzieciom - darmowy program TUTAJ

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama