Reklama

Reklama

Były prezes sądu ma być doprowadzony do prokuratury

Były prezes lubelskiego sądu rejonowego ma być doprowadzony przez policję do prokuratury, która od dwóch lat nie może mu postawić zarzutów jazdy po pijanemu i napaści na policję. Na zatrzymanie Włodzimierza K. zgodził się w poniedziałek Sąd Apelacyjny w Warszawie.

"Gazeta Wyborcza" opisywała niedawno sprawę K., b. prezesa Sądu Rejonowego w Lublinie, wiceprezesa nieistniejącego już sądu wojewódzkiego, a ostatnio sędziego sądu okręgowego w wydziale cywilnym. W listopadzie 2009 r. jechał on w Kraśniku pod prąd jednokierunkową ulicą, zmuszał innych kierowców do zjechania na pobocze.

Reklama

Przybyłym policjantom wskazano dom, do którego wszedł pijany kierowca. Na ich widok usiłował uciekać, był agresywny, awanturował się, dwukrotnie uderzył policjanta ręką w głowę i znieważył innych wulgarnymi słowami. Nie zgodził się na badanie alkomatem. W końcu w szpitalu w jego krwi stwierdzono ponad 3 prom. alkoholu.

Po tym stracił immunitet, który chroni sędziego przed postawieniem zarzutów (przeszedł też w stan spoczynku). Powołując się na złe zdrowie, K. nie stawiał się jednak w prokuraturze w Kraśniku, która chce mu postawić zarzuty jazdy po pijanemu, naruszenia nietykalności cielesnej policjanta i znieważenia funkcjonariuszy. W końcu prokuratura poprosiła SA - jako sąd dyscyplinarny - o oddzielną zgodę na zatrzymanie K. i doprowadzenie go przez policję (sędziowie z Lublina są wyłączeni ze sprawy).

Także w poniedziałek K. nie stawił się w SA - jak podkreślił sędzia SA Jerzy Leder, już po raz czwarty od września 2011 r.; po raz kolejny nadesłał też zaświadczenie lekarskie o niezdolności do udziału w posiedzeniu. SA uznał, że jest ono sprzeczne z wcześniejszą opinią lekarza (tego samego zresztą), że po styczniu br. K. może stawiać się w sądzie. Dlatego sąd uznał jego nieobecność za nieusprawiedliwioną - w przeciwieństwie do poprzednich trzech absencji.

Sąd wyraził zgodę na doprowadzenie K. do prokuratury.

- Inna decyzja byłaby niewytłumaczalna prawnie - uzasadniał sędzia Leder. Dodał, że K. nadużywa swego immunitetu, wobec czego organa ścigania mają kłopoty z pociągnięciem go do odpowiedzialności.

- Immunitet jest po to by sędzia nie był pozywany przez niezadowolone strony procesu i by mógł skoncentrować się na pracy - mówił Leder. Jego zdaniem K. "rażąco lekceważy obowiązki" i "albo nie rozumie istoty immunitetu, albo rozumie go opacznie", a jego postawa jest "nieakceptowalna".

Sędzia podkreślił, że gdy poniedziałkowa decyzja uprawomocni się, pozwoli ona na zatrzymanie K. przez policję i doprowadzenie go do prokuratury w Kraśniku za - jak to ujął Leder - "skandaliczne zachowanie".

K. ma oddzielną sprawę przed sędziowskim sądem dyscyplinarną o "uchybienie godności urzędu". Choć nie jest on już czynnym sędzią, to uznanie przez sąd, że jest temu winny, mogłoby pozbawić go stanu spoczynku - czyli uprzywilejowanej emerytury sędziowskiej; wtedy dostawałby tylko zwykłą, niższą od sędziowskiej o kilka tys. zł. Także ten sąd ma kłopoty ze stawiennictwem K., który i przed nim zasłania się złym zdrowiem.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje