Reklama

Reklama

Żyję, żeby grać

Ta gra wciągała. Im dłużej się grało, tym bardziej chciało się grać. Na początku misje były proste, np. sprawdzenie samochodu, potem zabicie jakiejś postaci. Ciągle chciało się więcej...

Pragnąłem, aby doba trwała nie 24, a 48 godzin. Kiedy tylko wracałem z zajęć, siadałem przy komputerze i włączałem "GTA". Czasami przedtem jadałem obiad. Często zdarzało się również tak, że wstawałem wcześniej, aby przed wyjściem do szkoły zagrać przez chwilę - mówi Rafał, młody człowiek z Piotrkowa Trybunalskiego, który życie w realu zastępuje grą.

Reklama

W dzisiejszych czasach jest wiele nałogów. Są to zarówno niegroźne nawyki, które ma większość osób i z którymi nie trzeba walczyć, jak i te bardziej poważne - pochłaniające człowieka i zmieniające jego osobowość. Jednym z takich może stać się uzależnienie od gier komputerowych. To właśnie internetowa gra jest nałogiem 24-letniego Rafała z Piotrkowa.

Piotrkowski psycholog Michał Szulc wyjaśnia, że nałogi komputerowe(cyfrowe) mają specyficzny rytm formalny.

- Uzależnienie od gier komputerowych jest pewnym marginesem uzależnień od technologii cyfrowych, ponieważ zasadniczym zbiorem uzależnień cyfrowych są uzależnienia od sieciowych rozmówek, czatów, komunikatorów, maili. Dlatego z moich obserwacji zawodowych wynika, że jeżeli już mówimy o ryzyku uzależnienia od gier, to niosą je gry o charakterze sieciowym, gry internetowe - mówi psycholog. A jak było z Rafałem?

Zaczęło się w podstawówce

Rafała przygoda z grami zaczęła się około 12 lat temu. - Kiedy byłem w podstawówce, tata przywiózł do domu komputer, na którym były gry. To były moje początki. Sprawiłem sobie bardzo znaną grę "Mortal Combat", w którą grałem bardzo długo. Potem doszło do tego, że komputer się zepsuł i nie można było go już naprawić, ale jakoś się grywało nadal - wspomina Rafał.

Czasy gimnazjum to dla niego okres popularnej gry "Ski Jump" z postacią Adama Małysza. Jak wyjaśnia, była to gra niesamowicie wciągająca, w którą potrafił grać na lekcjach informatyki i po lekcjach, co kończyło się bardzo późnymi powrotami do domu.

Z wielkim rozrzewnieniem chłopak wspomina, że w grze tej były różnego rodzaju skocznie, wybierało się odpowiednich zawodników, ubiór, okulary, narty. - To nie mogło być przypadkowe! Chodziło o to, że każdy zawodnik miał swój kolor, który sobie wybierał i później wszystko było z tym związane. Mój był niebieski. To było coś wspaniałego, kiedy po wygranych rundach dostawałem żółtą koszulkę lidera - wspomina chłopak.

W technikum Rafał miał już w domu komputer stacjonarny i Internet. Poznał grę "GTA", która - jak wyjaśnia - polegała na tym, że jeździł różnymi autami i miał do spełnienia różne misje. - Ta gra wciągała. Im dłużej się grało, tym bardziej chciało się grać. Na początku misje były proste, np. sprawdzenie samochodu, potem zabicie jakiejś postaci. Ciągle chciało się więcej - mówi Rafał.

Jego rodzicom nie podobała się ta sytuacja, gdyż chłopak zaczął opuszczać się w nauce. Czasami też rezygnował z lekcji, mówiąc rodzicom, że zostały odwołane albo że jest tylko jakiś apel. Zostawał w domu i grał.

Zdobywałem "pieniądze", "kupowałem" samochody

Michał Szulc mówi, że we wszystkich nałogach jest coś, co określa się specyficzną reakcją emocjonalną. Polega ona na tym, że jeśli już jesteśmy uzależnieni, to satysfakcję odczuwamy jedynie w relacji z tym, co nas uzależnia. Nie bawi nas to, co w innych sytuacjach bawiłoby innych ludzi.

Tak było również z Rafałem, mimo iż utrzymuje, że nie był uzależniony od swoich gier. - Stałem się inny. Zrobiłem się bardziej nerwowy i nadpobudliwy. Ktokolwiek by się do mnie nie odezwał, denerwowałem się i coś odkrzykiwałem. Nie chciało mi się wychodzić z kolegami na dwór. Ale to nie było tak, że grałem cały dzień. Po prostu takie wypady przestały mnie interesować. Dzięki grze mogłem w inny sposób patrzeć na rzeczywistość i w pewnym sensie odpocząć od niej. O wielu rzeczach, jakie mogłem "posiadać" w grze, mogłem w rzeczywistości tylko pomarzyć. Zdobywałem "pieniądze", za które "kupowałem" sobie nowe samochody, itd. To było dla mnie ciekawsze niż spotkania ze znajomymi - wyznaje Rafał.

Psycholog podkreśla, że łatwość uzależnienia od gry sieciowej bierze się stąd, że jest w niej łatwość wchodzenia w rozmaite "pseudorelacje" interpersonalne. Dla chłopaka z Piotrkowa właśnie gra, gdzie uczestniczą inne osoby, stała się nałogiem.

Podkładał bomby, odbijał zakładników

Rafał zdał maturę, ale jak sam twierdzi - było w tym 80 procent szczęścia, a reszta jego wiedzy, gdyż dwa razy więcej czasu poświęcał na gry niż na naukę. Dostał się na studia informatyczne w innym mieście. Nowe znajomości, nowa sytuacja, akademik.

To właśnie w akademiku poznał dziewczynę, która pokazała mu grę internetową "Counter Strike". - Będąc u znajomej w pokoju, zobaczyłem, jak gra. Na początku pomyślałem sobie, że to jakaś zwykła gierka, że moje "GTA" jest lepsze. Ale po kilku minutach moje oczy nie mogły się oderwać od monitora. Nie mogłem przestać patrzeć jak ona gra. Koleżanka skierowała mnie na odpowiednią stronę, gdzie musiałem się zarejestrować, pobrać odpowiednie aplikacje i znaleźć serwer. Wszystko było na dobrej drodze, ale pojawił się problem: kasa. Trzeba było wpłacić pieniądze adminowi - pieniądze, których nie miałem. Koleżanka pozwoliła mi korzystać ze swojego konta do czasu, aż nie zdobędę pieniędzy. I tak się zaczęło z "CS" - mówi chłopak.

Na początku było ciężko. Rafałowi sprawiało trudność kontrolowanie myszki i przycisków na klawiaturze. Musiał mieć oczy wszędzie, nie mógł rozróżnić postaci wroga od przyjaciela. Żeby się tego nauczyć, grał po kilka godzin dziennie. Pierwsze próby, jak przyznaje, były nerwowe i kończyły się rzucaniem o ścianę wszystkim, co było pod ręką, kopaniem, itp.

Po jakimś czasie wszystko zaczęło iść lepiej. Jak wspomina Rafał, na serwerze poznał chłopaka, który w "CS" grał już bardzo długo. - Stał się moim mentorem, pomagał mi stawiać pierwsze kroki w grze. Mimo nieudanych pierwszych prób, czułem, że muszę w to grać, muszę umieć. Było ciężko, bo mimo iż miałem z nim kontakt, nie miałem zestawu słuchawkowego, żeby z nim rozmawiać. Więc pisał mi różne informacje na forum publicznym. Ja czytałem i próbowałem wszystko robić według jego wskazówek - opowiada Rafał.

Z dużym zaangażowaniem tłumaczy, na czym polega gra: w "CS" są dwie drużyny - terroryści i antyterroryści. Na trzech serwerach prowadzone są rozgrywki np.: podłożenie bomby, odbicie zakładników, zamach na jakąś ważną osobę. Rafałowi największą frajdę sprawiało podkładanie bomby, którą później musieli rozbrajać antyterroryści.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne