Reklama

Reklama

Zakażony 54-latek uciekł ze szpitala. Teraz trafi na rok do więzienia

​Na rok więzienia skazał Sąd Okręgowy w Łodzi mężczyznę, który w marcu 2020 r. mimo podejrzenia zakażenia koronawirusem oddalił się ze szpitala. 54-letni Adam K. oskarżony był o sprowadzenie niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia wielu osób.

Wyrok w toczącej się od października sprawie zapadł w środę.

Reklama

Sąd wskazał m.in., że oskarżony, wykazując objawy choroby COVID-19, a także mając wiedzę o podejrzeniu zakażenia, sprowadził niebezpieczeństwo dla życia i zdrowia wielu osób samowolnie oddalając się z Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Zgierzu, gdzie był poddany hospitalizacji w warunkach izolacji w związku z podejrzeniem zarażenia SARS-Cov-2. Mężczyzna naraził zdrowie i życie innych osób, poruszając się w przestrzeni publicznej, w tym w środkach komunikacji miejskiej bez odpowiednich środków ochronnych zapobiegających transmisji patogenu na inne osoby.

Nagle poczuł się źle w autokarze z Niemiec

Do zdarzenia doszło w drugiej połowie marca. 54-latek podróżował autokarem z Niemiec do Polski, wspólnie z około 80 osobami. W trakcie podróży, w okolicach Zduńskiej Woli, stan jego zdrowia gwałtownie się pogorszył. Miał m.in. kaszel i wysoką temperaturę. Na miejsce wezwano załogę pogotowia ratunkowego, która udzieliła mu pierwszej pomocy medycznej i przewiozła go do szpitala w Sieradzu.

Następnego dnia w związku z podejrzeniem zakażenia koronawirusem mężczyzna został przetransportowany do szpitala jednoimiennego w Zgierzu. Dzień później, wykorzystując nieuwagę personelu medycznego, samowolnie oddalił się z terenu szpitala. Komunikacją miejską pacjent pojechał do Łodzi - do miejsca zamieszkania swojej siostry, a następnie do swojego mieszkania przy ul. Narutowicza, gdzie został zatrzymany przez funkcjonariuszy policji. Badania laboratoryjne potwierdziły, że był zarażony koronawirusem.

Nie przyznawał się do winy

Zdaniem prokuratury opuszczając szpital i podróżując kilkoma środkami komunikacji publicznej, mężczyzna co najmniej godził się na możliwość zarażenia wielu osób. Usłyszał zarzuty sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia wielu osób poprzez spowodowanie zagrożenia epidemiologicznego i szerzenie choroby zakaźnej COVID-19. Groziła mu kara do ośmiu lat więzienia.

Zarówno w śledztwie, jak i przed sądem, 54-latek nie przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu. Jak mówił, nie miał świadomości, że mógł kogoś zarazić. Był przekonany, że nie jest chory na koronawirusa. Wyszedł ze szpitala również dlatego, że "chciał się odświeżyć".

Ogłoszony w środę wyrok nie jest prawomocny.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy