Reklama

Reklama

Tragedia w Żychlinie. "Trudno było przewidzieć, że chłopiec wyciągnie nóż"

Szkoła działała prawidłowo i nie mogła ingerować w relacje rodzinne – to wnioski po kontroli Łódzkiego Kuratorium Oświaty w gimnazjum w Żychlinie w Łódzkiem. Właśnie do tej placówki chodzili dwaj niespełna 16-latkowie, podejrzewani o zamordowanie 67-latki i ranienie 10-letniej dziewczynki.

Kontrola skupiła się na tym, jak szkoła zajęła się pozostałymi uczniami po tej tragedii i jak zaopiekowała się tegorocznymi maturzystami, bo gimnazjum to część zespołu szkół. - W tym zakresie placówka się spisała i stanęła na wysokości zadania - mówi dyrektor strategii kadr w Łódzkim Kuratorium Oświaty - Elżbieta Modrzejewska - Ustaliliśmy, że uczniowie dostali wsparcie psychologiczno-pedagogiczne ze strony szkoły i mogli zarówno w grupach, jak i indywidualnie porozmawiać z psychologiem oraz pedagogiem - jeśli tylko chcieli.

Jednocześnie dyrektor dodaje: Pracownicy gimnazjum nie zauważyli niczego, co mogłoby by wskazywać, że może dojść do takiej tragedii.

Reklama

Zdaniem szkoły, Maksymilian był normalnym nastolatkiem, a gdy zachował się agresywnie, dostał pomoc, ale nie można było wkraczać w kompetencje i życie rodzinne chłopca. - Z obserwacji nie wynikało, że taka tragiczna sytuacja może mieć miejsce; trudno było podejrzewać, że chłopiec wyciągnie nóż - zauważa dyrektor Modrzejewska -  Tym bardziej, że przemocy w domu nie było.

Teraz nastolatkowie, podejrzewani o morderstwo są w schronisku dla nieletnich, bo tak zdecydował sąd w Kutnie. Na razie nie wiadomo, czy gimnazjaliści są poczytalni i mogą odpowiadać za swoje czyny. To jest ustalane przez badania psychiatryczne. Ciągle prowadzone jest śledztwo i po ustaleniu poczytalności chłopców, sąd zdecyduje czy będą sądzeni jak nieletni czy może jak dorośli.

Dramat rozegrał się 9 maja w domu przy ulicy Głowackiego w Żychlinie. Zakrwawione zwłoki 67-letniej kobiety znalazła jej córka. Obok na łóżku we krwi leżała 10-letnia dziewczynka, która miała 3 rany kłute i 17 ciętych. Prawdopodobnie wnuczka próbowała bronić babcię. Wnuczek kobiety Maksymilian i jego kolega ze szkoły Grzegorz mieli zaatakować, ponieważ babcia zwróciła im uwagę, że za głośną się zachowują.

Maksymilian mieszkał z 67-letnią kobietą na stałe, bo jego matka wyprowadziła się do Warszawy. Chłopiec nie miał kontaktu z ojcem.

(j.)

Agnieszka Wyderka

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy