Reklama

Reklama

RMF24: Piekło w rodzinie zastępczej. "Powinny być badania"

- Oczekuje się pewnego rodzaju badań wstępnych do podjęcia pracy w sklepie, w szkole, w każdym innym miejscu, a nie oczekuje się ich od osób, które mają podejmować tak ważne zadania społeczne jak bycie rodzicem zastępczym - mówi profesor Adam Windak z Uniwersytetu Jagiellońskiego. - To fikcja, żaden system u nas nie istnieje - mówi o kwalifikacjach zdrowotnych dla rodzin zastępczych lekarze rodzinni. To właśnie oni przygotowują opinię na temat tego, czy ktoś nadaje się na rodzica zastępczego, czy nie. Jak widać na przykładzie rodziny zastępczej z Łęczycy, która znęcała się nad podopiecznymi, te opinie bywają kompletnie nietrafione.

Maciej Pałahicki: Ten system związany z oceną przez lekarzy rodzinnych tego, kto się nadaje, a kto nie, to chyba nie działa tak, jak powinien?

Reklama

Adam Windak: Nie, w ogóle nie ma systemu. Tak naprawdę tam jest jeden lakoniczny zapis w całej ustawie o sprawowaniu pieczy zastępczej, który mówi, że lekarz ma wydać nawet nie zaświadczenie o tym, że ktoś nadaje się do sprawowania takiej pieczy, tylko o tym, że "brak przeciwwskazań zdrowotnych do..." - cokolwiek by to miało znaczyć.

Czyli: nie kaszle, nie ma kataru.

- Na przykład. Bo może zaraził tym katarem. Tutaj to oczywiście trywializuję, ale to jest na tyle poważne zagadnienie, że to musi być jednak w jakiś sposób doprecyzowane. Wydaje się, że powinien być jakiś rodzaj badań, psychologicznych testów, takie minimum określone, które kandydaci do sprawowania tego typu zadań powinni przechodzić.

Mówił pan, że na przykład dla osób, które pracują na wysokości takie badania funkcjonują.

- Oczywiście, przecież część osób, które sprawują tę pieczę zastępczą, traktuje to swoje zadanie jak zawód. Większość innych zawodów ma takie regulacje medycyny pracy, więc należałoby się także zastanowić, czy nie należy potraktować tego rozwiązania w sposób analogiczny. Oczekuje się pewnego rodzaju badań wstępnych do podjęcia pracy w sklepie, w szkole, w każdym innym miejscu, nie oczekuje się takich badań od osób, które mają podejmować tak ważne zadania społeczne.

Wnioskowaliście państwo o to, żeby na przykład były jakieś testy psychologiczne, czy też jakaś konsultacja psychiatryczna?

- Tak jest, środowisko lekarzy rodzinnych, kilka organizacji zwracało się z tym tematem do Ministerstwa Zdrowia. Ministerstwo nawet podjęło na ten temat dyskusję, zwracało się o opinię do różnych osób, konsultantów przede wszystkim, którzy wskazywali na trudność w utworzeniu katalogu przeciwwskazań, ale ja myślę, że niekoniecznie potrzebny jest katalog przeciwwskazań. Potrzebne są rzetelne dane, które mogłyby wskazywać na zagrożenia, które mogą się pojawić. Być może ocena znaczenia tych zagrożeń mogłaby być już przedmiotem jakiejś bardziej subiektywnej oceny lekarza rodzinnego, czy jakiegokolwiek innego lekarza, ale myślę, że potrzeba jakichś bardziej twardych, miarodajnych danych do tego.

Czyli można powiedzieć, że ten system, który w tej chwili działa, to jest troszkę fikcja?

- To są przede wszystkim stosunkowo świeże regulacje, one od niedawna obowiązują. Trudno mi powiedzieć, w jaki sposób wszyscy lekarze z nich się wywiązują, przypuszczam, że tam, gdzie znają tych kandydatów do sprawowania pieczy zastępczej - łatwiej jest im wydawać tego typu zaświadczenia, chociaż wiedzą, że prawdopodobnie często robią to z pewnego rodzaju ryzykiem. Tam, gdzie ich nie znają, a myślę, że jest to wciąż także bardzo możliwe - to ryzyko jest znacznie większe.

Czyli gdyby lekarz rodzinny dysponował takim katalogiem kwestii, na które powinien zwrócić uwagę, pewnie byłoby mu znacznie łatwiej.

- Jedną z sugestii było opracowanie w wyniku pewnego rodzaju konsensusu zaleceń postępowania. Nie sądzę - zgadzam się tutaj z licznymi opiniami - że nie da się zrobić katalogu schorzeń wykluczających do sprawowania takiej opieki, bo zresztą każde schorzenie może być w różnej fazie, w różny sposób kontrolowane i w  różny sposób w związku z tym może stanowić przeciwwskazanie do wykonywania tego typu świadczeń. Ale sposób postępowania, a przede wszystkim rodzaj jednak tych dodatkowych opinii, które w moim odczuciu są niezbędne do tego, by móc zmniejszyć poziom ryzyka takiej decyzji, bo oczywiście ryzyko zawsze będzie istniało, ludzie są tylko ludźmi, ale wydaje się, że takie postępowanie jest potrzebne.

Maciej Pałahicki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne