Reklama

Reklama

RMF: Śmierć na A1. Poszukiwani zgłosili się na policję

Kierowca i pasażer audi Q7, którzy 2 lipca brali udział w wypadku na łódzkim odcinku autostrady A1, a potem uciekli z miejsca zdarzenia - sami zgłosili się na policję. W zdarzeniu zginął 50-letni mężczyzna. Za spowodowanie wypadku i ucieczkę z miejsca zdarzenia grozi do 12 lat pozbawienia wolności.

Reklama

50-latek jechał hondą civic w stronę Gdańska. Jak ustalili policjanci, w tył jego samochodu uderzyło audi Q7. 

Reklama

"Siła uderzenia była bardzo duża. Honda uderzyła w barierkę, jej kierowca wypadł przez szybę. Na skutek rozległych obrażeń głowy zginął na miejscu" - mówi rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi prokurator Krzysztof Kopania.

Rozbite audi zatrzymało się kilkadziesiąt metrów dalej. Po wypadku z samochodu uciekły dwie osoby. 

Prokurator Krzysztof Kopania z Prokuratury Okręgowej w Łodzi przekazał, że w audi i na zewnątrz tego auta zabezpieczono torebki tzw. dilerki z białym proszkiem oraz puszki po piwie. Zakupiono je prawdopodobnie w pobliskiej stacji benzynowej, co zarejestrowały kamery monitoringu.

Na miejscu były psy tropiące. Policja użyła także dronów, by znaleźć uciekinierów. 

Śledztwo wszczęła Prokuratura Łódź-Widzew. Za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym w połączeniu z ucieczką z miejsca zdarzenia grozi kara do 12 lat więzienia.


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje