Reklama

Reklama

Prawdziwa Łowiczanka

Serdecznościom, życzeniom, gratulacjom nie było końca w poniedziałek w ŁOK, podczas uroczystości wręczenia tytułu Łowiczanina Roku 2008, który w tym roku redakcja Nowego Łowiczanina przyznała Annie Staniszewskiej.

Uhonorowana tytułem jest prezesem łowickiego koła Stowarzyszenia Twórców Ludowych, animatorką tego środowiska, hafciarką znaną ze sztandarów i strojów ludowych, w których tańczą i śpiewają członkowie ludowych zespołów. Jest też niewątpliwie miłośniczką i żywą wizytówką Ziemi Łowickiej i nieliczną przedstawicielką swojego pokolenia mówiącą łowicką gwarą.

Reklama

Wyboru Anny Staniewskiej dokonała kapituła. W jej posiedzeniu udział brali wszyscy jej członkowie, a jest to w sumie 11 osób. Poza redaktorem naczelnym naszego tygodnika Wojciechem Waligórskim, są to osoby, które otrzymały tytuł Łowiczanina Roku w latach poprzednich: bp. Alojzy Orszulik, Wacław Witwicki, Andrzej Biernacki, Adam Ruta, Kazimierz Urbanek, Jan Dąbrowski, Krzysztof Jan Kaliński, ks. Wiesław Frelek, Kamil Sobol i Robert Wilk.

Komunikat kapituły odczytał Wojciech Waligórski. Wynikało z niego, że podczas obrad pojawiły się trzy nazwiska osób, nad którymi zdecydowano się głosować, ale Łowiczanka Roku wyłoniona została już w pierwszym głosowaniu. Oczywiście tytuł tak naprawdę brzmi Łowiczanin Roku, ale widząc Annę Staniszewską w bogatym stroju łowickim, wyjątkowo grubo marszczonym kiecoku i z dwoma sznurami korali na szyi, trudno o niej mówić "Łowiczanin".

Jak zauważył burmistrz Krzysztof Kaliński, który Łowiczaninem Roku został za zasługi w zawodzie nauczyciele historii, pani Ania to prawdziwa kobieta. Wchodząc na scenę rozglądała się wokół, a oczekując akceptacji pytała, czy fałdy w stroju ma równo ułożone.

Ze strojem związana jest anegdota, którą opowiedziała Staniszewska wszystkim obecnym. Była kiedyś na weselu w Poroninie w łowickim stroju i w pewnym momencie zdecydowała się przebrać w elegancką wieczorową sukienkę. Jeden z górali zaskoczony jej odmianą przyznał szczerze: "Ale żeście się gaździno spaskudzili".

Uroczystość prowadził łowicki gawędziarz i przewodnik Eligiusz Pietrucha. W odpowiedzi na jego pytania Staniszewska opowiadała o sobie mówiąc gwarą, bo "przecie łowicoki nie gęsi i swojom gware majom, to ją uzywać powinni". Mówiła o rodzinnym domu w Różycach, o miłości, jaką otrzymała w nim i teraz może im przekazywać swoim najbliższym.

Z uśmiechem wspominała czasy nauki w "Chełmońskim", w którym trzeba było się uczyć i pierwszą pracę - w laboratorium szpitala w Łowicza. Jak sama mówiła, praca ta nie była jej powołaniem i dość szybko zajęła się sztuką ludową.

Jak się okazuje, praca ta daje jej wiele satysfakcji i jest doceniana. Jest też okazją do wielu podróży po Polsce, na Wschód, do Francji. Jak sama powiedziała: - Jeździć to ja bardzo lubię, żeby tylko mnie chciały "brać".

Haftu i pająków nauczyła się w domu rodzinnym, haftowania sztandarów od zakonnic. Jak zauważył bp. Józef Zawitkowski, który nie był obecny na uroczystości, ale dostarczył swój list, sztandary Staniszewskiej są piękne, bo ona wkłada w nie tylko swoją pracę, ale też serce. Sama Łowiczanka Roku przyznała, że najwięcej czasu zajęła jej praca nad sztandarem Szkoły Podstawowej nr 1 im. Tadeusz Kościuszki w Łowiczu. Ponieważ wszystkie jej dzieci były uczniami tej szkoły, to tak kontrolowały pracę, że wiele razy pruła zrobioną już część haftu, bo wydawało się jej, że może go zrobić lepiej.

Ale na poniedziałkowej uroczystości nie było sztandarów. była za to rodzina, przyjaciele, twórcy ludowi, strażacy i wiele innych osób. Łowiczanka Roku dostała kwiaty, pamiątkową tabliczkę i wiele życzeń, nie tylko od przedstawicieli Nowego Łowiczanina. Na przykład twórczynie ludowe wręczyły pani Ani bukiet bibułowych kwiatów i koszyk z prezentami. Żartowały przy tym, że kwiaty są trwałe, bo można je wiele razy odkurzać, a na prezent zrobiły "ściepę" i koszyk po nim przyda się obdarowanej na cebulę.

Bardzo sympatyczną gawędę na scenie snuła też Barbara Frątczak, twórczyni ludowa znana z ręcznie malowanych bombek. Przedstawiała Staniszewską jako dobrą koleżankę i szefa łowickich twórców ludowych. Wspominała, jak poznała Anię, gdy ta przyjeżdżała do skansenu z "dzieciokami" i występowali razem w przedstawieniu wesele łowieckiego. Życzyła też koleżance, aby wokół siebie miała samych dobrych ludzi. A tych na pewno nie brakuje, co było widoczne podczas części oficjalnej w kinie Fenix, ale także później, podczas spotkania i przyjęcia, które rozpoczęło się łamaniem opłatka i składaniem życzeń.

mwk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje