Reklama

Reklama

Policjanci "aresztowali" czekoladki

Otrzymane w prezencie pudełko czekoladek okazało się dla pani Barbary bardzo pechowe. Została oskarżona o kradzież, a w jej "sprawie" interweniowało aż sześciu policjantów. - Jeśli kupisz coś w Carrefourze, nie dawaj tego nikomu w prezencie - przestrzega kobieta. - To niedźwiedzia przysługa.

Czekoladki będą się już zawsze pani Barbarze bardzo źle kojarzyć, a otrzymała je od kuzynki w prezencie z jak najlepszymi intencjami. Do sytuacji, o której postanowiła opowiedzieć "Gazecie Radomszczańskiej", doszło w środę 29 grudnia wieczorem.

Reklama

Czekoladki w prezencie

Tego feralnego dnia pani Barbara wybrała się w odwiedziny do swojej kuzynki, która mieszka przy ulicy Prymasa Wyszyńskiego.

- Otrzymałam od niej pudełko z czekoladkami - opowiada pani Barbara. - Schowałam pudełko do torebki i zapomniałam o nim. Oczywiście kuzynka ani nie powiedziała mi, gdzie je kupiła, ani tym bardziej do prezentu nie dołączyła paragonu. Po wyjściu od niej postanowiłam pójść jeszcze do Carrefoura na zakupy. Wszystko zaczęło się, gdy wychodząc, przeszłam już linię kas... Wtedy rozległ się dźwięk alarmu, a ochroniarz pełniący tego dnia służbę poprosił panią Barbarę, żeby otworzyła torebkę. Kobieta zrobiła to bez wahania.

- Przecież nie jestem złodziejką i nie mam nic do ukrycia - mówi. - Jak ochroniarz zobaczył czekoladki, od razu powiedział, że je ukradłam. Na nic zdały się moje wyjaśnienia i prośby, żeby zadzwonił do mojej kuzynki, która potwierdziłaby moje słowa. Wezwał policję.

Przybywa kawaleria

Do supermarketu przyjechało dwóch policjantów.

- Policjant powiedział, że proponuje mi mandat w wysokości od 50 do 200 zł - opowiada pani Barbara. - Jemu też podałam adres, nazwisko kuzynki i numer telefonu. W końcu zadzwonił. I pierwsze, co powiedział do słuchawki, to zdanie: "Czy pani rozdaje bombonierki?".

- W pierwszej chwili pomyślałam, że ktoś sobie żartuje i odpowiedziałam, że nie rozdaję - mówi "Gazecie" pani Teresa, która obdarowała panią Barbarę feralnymi czekoladkami. - Kiedy jednak policjant powiedział, że Barbara jest zatrzymana, to mu powiedziałam, że już wiem, o kogo chodzi. Wtedy powiedział, że za parę minut będą u mnie, żeby spisać zeznania. Czekała. Ale nikt do dzisiaj nie przyjechał. A człowiek bardzo to przeżywa, bo mam już swoje lata i coś takiego przytrafia mi się po raz pierwszy...

Pani Teresa czekoladki kupiła w promocji przed 4 grudnia wraz z innymi towarami. Nie wiedziała też, że pani Barbara wybierze się do Carrefoura. Jednak nawet gdyby wiedziała, pewnie nie ofiarowałaby jej też paragonu.

"To zmowa złodziei"...

- Po rozmowie z Teresą policjant powiedział mi, że to zmowa złodziei, że złodzieje się umawiają, co zostanie ukradzione i ten drugi potwierdza to, co mówi pierwszy - opowiada dalej pani Barbara. - Kiedy powiedziałam, że odmawiam przyjęcia mandatu, i dodałam, że nie kradłabym czegoś takiego, wezwali kolejnych policjantów.

W sumie sprawą pani Barbary zajmowało się w supermarkecie sześciu policjantów, a w komendzie, gdzie została odwieziona radiowozem - kolejni funkcjonariusze.

- Na komendzie mnie przesłuchano, czekoladki zabrali, zdążyłam jeszcze się na nich podpisać - mówi pani Barbara. - Powiedziałam, żeby wzięli odciski palców z pudełka, to się przekonają, że są na nim odciski moje i Teresy, ale odpowiedzieli, że daktyloskopia jest za droga.

W końcu pani Barbara została odwieziona do domu. Od jednego z policjantów, których spotkała w komendzie, usłyszała, że jej sprawa zostanie prawdopodobnie umorzona z powodu niskiej szkodliwości społecznej czynów. Jednak umorzenie nie oznacza oczyszczenia z zarzutów.

- Przychodzę do was, żeby ostrzec tych wszystkich, którzy chcieliby kogoś obdarować przedmiotem zakupionym w Carrefourze - dodaje na koniec pani Barbara. - Jeśli coś tam kupiłeś, nie dawaj tego w prezencie. Jak wchodzisz do tego sklepu, nic nie dzwoni ani nie wykrywa, a jak będziesz wychodził, to odezwie się alarm i zostaniesz oskarżony o kradzież!

Dlaczego włączył się alarm?

Dziennikarze zapytali kierownictwo sieci Carrefour, dlaczego pudełko czekoladek za niecałe 13 zł wzbudziło alarm. Kierownik radomszczańskiego Carreofoura nie może wypowiadać się dla mediów. Przed zamknięciem tego numeru "Gazety Radomszczańskiej" dziennikarze nie otrzymali odpowiedzi na pytania przesłane mailem do centrali firmy.

Aneta Komorowska, oficer prasowy KPP w Radomsku, wyjaśnia, że jeżeli pani Barbara ma jakiekolwiek uwagi do pracy policjantów, może na ten temat porozmawiać z komendantem powiatowym.

- Natomiast jeżeli chodzi o czekoladki, trzeba wyjaśnić, dlaczego zabezpieczenie nie zostało z nich zdjęte, czy takie działanie alarmu jest technicznie możliwe, trzeba także obejrzeć nagranie monitoringu - wylicza. - Obie panie zostaną także przesłuchane - dodaje.

13, 70 i 78

Krótkie liczbowe podsumowanie. Czekoladki kosztują niecałe 13 zł, pani Teresa nie pamięta, ile kosztowały w promocji. Pani Teresa ma 70, a pani Barbara 78 lat.

W akcję wyjaśniania sprawy czekoladek 29 grudnia zaangażowanych było sześciu radomszczańskich policjantów, plus funkcjonariusze na komendzie.

Pudełko czekoladek zostało "aresztowane" i stanowi dowód rzeczowy.

Janusz Kucharski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy