Reklama

Reklama

Mogła zginąć rodzina z dziećmi

- Boję się, śpię trochę w ciągu dnia. Gdy zapadnie noc o śnie mogę tylko pomarzyć, zasypiam zmęczona nad ranem. Najgorzej jest po północy, czyli w godzinach, gdy chcieli nas spalić - mówi Monika Gortat, współwłaścicielka sklepu Groszek na rynku w Bolimowie.

W nocy z 16 na 17 września, nieznani dotąd sprawcy wybili kamieniami szyby w dwóch oknach tego sklepu, po czym przez dziury wrzucili słoiki, prawdopodobnie z benzyną, i palące się szmaty.

Reklama

- Nie wiem dlaczego to się stało, nie potrafię sobie tego wytłumaczyć - mówi jej mąż Witold Gortat. Monika dodaje, że nie przypomina sobie, by ostatnio w sklepie doszło do jakiegoś zdarzenia, które mogłoby stanowić powód do podpalenia sklepu. - Ludzie są tu mili, wszyscy się znamy i potrafimy dogadać - mówi. Pan Witold wprawdzie zauważa, że w ostatnim czasie na rynku nie jest już tak spokojnie jak dawniej, że młodzież nie zawsze zachowuje się w sposób cywilizowany - ale żeby aż podpalenie...

A jednak. Sprawa była poważna i mogła skończył się tragicznie. - Gdyby zapalił się drugi słoik wrzucony do sklepu to już byśmy nie rozmawiali - mówi Monika Gortat. Pierwszy słoik z benzyną wpadł pomiędzy chłodnię sklepową a szafki działu mięsnego. - Spalił się kosz, waga metkująca, blat i znajdujące się pod nim szafki. Chłodnia zatrzymała ogień, nie mógł jej przekroczyć i rozprzestrzenić się na cały sklep - mówi Monika Gortat. Płomień zgasł sam, zadusił się, bo właściciele wyłączyli na noc klimatyzację.

Drugi słoik upadł na parapet, a towarzysząca mu paląca się szmata zgasła. Ciśnięty w okno kamień rozbił jednak monitor kasy fiskalnej. Gdyby jednak zapaliła się wrzucona do środka benzyna, ogniem zajęłaby się plastikowa obudowa ksero, stojąca na półkach chemia, stoisko z gazetami i wieloma innymi łatwopalnymi artykułami. Gortatowie przekonani są, że trudno byłoby wtedy zapanować nad ogniem. Nad sklepem, w mieszkaniu spała Monika Gortat i dzieci. Klatka schodowa prowadząca na piętro wyłożona jest drewnem, a od sklepu oddzielona tylko gipsową ścianką działową. Oboje państwo Gortatowie są przekonani, że ogień z tego miejsca szybko rozprzestrzeniłby się i dotarł na piętro. Spłonąłby wtedy cały budynek wraz z mieszkańcami.

Kamera zarejestrowała twarz podpalacza

W chwili napadu Witold Gortat był nieobecny, wyjechał po towar. Jak opowiada małżeństwo, na zapisie z monitoringu widać dwóch młodych ludzi ubranych w t-shirty, krótkie spodenki i basebolówki na głowach. Podeszli do sklepu od strony Skierniewic, stanęli przy oknach. Pierwszy był blisko kamery, rzucał lewą ręką, dzięki temu odchylił się przy rzucie w stronę kamery i jego twarz jest dobrze widoczna na zapisie. Rzut kamieniem był bardzo silny, dotąd kamień tkwi w ścianie w środku sklepu.

Twarz tego człowieka ponownie dobrze widać, gdy zapala szmatę, którą wraz ze słoikiem wrzuca do środka. Drugi z podpalaczy stał dalej, rzucił kamieniem w szybę jako drugi, widać na filmie, że nie przyłożył się do tego, wystraszył się powstałego już hałasu. Alarm nie zadziałał, choć w sklepie jest on nowy, dlaczego - nie wiadomo.

Dymu było jednak po podpaleniu tyle, że wnętrze sklepu było czarne. Duża część artykułów spożywczych nadawała się tylko do wyrzucenia, część przez zamknięcie sklepu straciła termin przydatności, resztę próbowano ratować. Wnętrze już odmalowano, sprzątnięto bałagan.

Starty są poważne, kilkadziesiąt tysięcy złotych, dla właścicieli tym poważniejsze, że sklep otwarto 1 sierpnia po wcześniejszej rozbudowie, dzięki czemu istniejąca dotąd część przemysłowa uzupełniona została częścią spożywczą.

Śledztwo trwa

Rzecznik Komendy Miejskiej Policji w Skierniewicach asp. sztab. Artur Bisingier powiedział, że sprawą podpalenia zajmuje się Prokuratura Rejonowa w Skierniewicach. Policjanci zabezpieczyli na miejscu zdarzenia ślady, zapis z monitoringu, prowadzone jest postępowanie wyjaśniające, w którym brane są pod uwagę różne informacje mogące nakierować na sprawców. Osoby które mogłyby coś wnieść do sprawy proszone są o kontakt z komendą w Skierniewicach. (tel 997)

Wójt: Doświetlić rynek

Sprawą podpalenia zbulwersowany jest wójt gminy Bolimów Stanisław Linart - To bardzo niepokojące zjawisko, współczuję właścicielom sklepu - powiedział nam. Stwierdził też, że podejmie działania, by w przyszłorocznym budżecie gminy znalazły się pieniądze na monitoring centrum Bolimowa. Poruszył też temat oświetlenia ulicznego w Bolimowie, które jeszcze niedawno świeciło się do północy. Teraz pali się całą noc. Zauważył, że kompleksowe rozwiązanie oświetlenia ulicznego znajdzie się w planach rewitalizacji rynku. Ewidentnie, jego zdaniem, musi zostać on doświetlony.

Zemsta za podpisy pod protestem?

Atak na sklep w Bolimowie zbiegł się w czasie z zapowiedziami otwarcia nowego sklepu przy rynku. Nie miałoby to żadnego związku jedno z drugim, gdyby nie fakt, że Gortatowie, wraz z właścicielami innych sklepów z Bolimowa, dokładnie w przeddzień pożaru zaczęli zbierać podpisy pod petycją do władz gminy o zablokowanie jego otwarcia. Dla handlowców, którzy nie chcą mówić wprost, ten zbieg okoliczności nasuwa całą masę podejrzeń - którymi żyje zresztą teraz cały Bolimów.

Nowy sklep ma powstać w miejscu restauracji dawnego hotelu Bolimowianka - ma on być największy w miejscowości. Bolimowscy handlowcy w swoim piśmie żądają wprowadzenia ograniczeń dla tworzenia nowych punktów handlowych w Bolimowie przez osoby z zewnątrz, nie związane z osadą, proszą też o uniemożliwienie powstawania w Bolimowie sklepów wielkopowierzchniowych.

W stosunku do otwieranego sklepu poprosili o sprawdzenie stanu prawnego nieruchomości, w której ma on być otwarty, czy było wydane pozwolenie na budowę, na dokonanie rozbudowy i nadbudowy, a także na działalność gospodarczą.

Na sesji Rady Gminy 21 września, na której pojawili się handlujący i w czasie której przedstawiono ich pismo, przedstawiony został także wniosek chcącego otworzyć tam wspomniany duży sklep Dariusza Trauta z Łyszkowic. Wystąpił on do wójta gminy Bolimów o wydanie decyzji o warunkach zabudowy w tym miejscu, co jest konieczne w sytuacji gdy dla danego obszaru nie ma obowiązującego planu przestrzennego zagospodarowania - a tak jest w Bolimowie. Decyzja o warunkach zabudowy jest z kolei potrzebne przy staraniach w starostwie w Skierniewicach o zyskanie decyzji o zmianie sposobu użytkowania.(w tym przypadku z planowanej tam kiedyś restauracji na sklep).

W czasie sesji przybyłym handlowcom przedłożono wyjaśnienia. Dowiedzieli się z nich, że gmina nie ma kompetencji do ograniczania powstawania nowych placówek handlowych. Ma je jedynie w zakresie przyznawania koncesji na sprzedaż alkoholu - o co chcący otworzyć sklep jednak nie wystąpił. Jeśli chodzi o decyzję o warunkach zabudowy, to przygotuje do niej grunt urbanista, który ustali możliwość takiej lokalizacji przez zbadanie sąsiedztwa w najbliższej okolicy. Wójt Stanisław Linart nie ukrywał jednak przed handlowcami, że wynik pracy urbanisty może być pozytywny dla chcącego otworzyć lokal. A nawet jeśliby z jego ustaleniami wójt się nie zgodził i zgody by nie wydał, sprawa trafiłaby do Samorządowego Kolegium Odwoławczego, a ono decyzję wójta zmieni. Będzie to oznaczało dwu - trzy miesięczną zwłokę w wydaniu pozytywnej decyzji - ale koniec końców sklep i tak powstanie.

Inaczej byłoby, gdyby powstający sklep wielkością powierzchni sprzedażowej przekraczał 400m2 - możliwości blokowania byłoby większe. W tym wypadku jest to jednak niecałe 170m2.

Konkurent: nie mam z tym nic wspólnego

Dariusz Traut nie chce komentować sprawy, zapewnia, że nie ma z nią nic wspólnego, a wszelkie posądzenia są bezpodstawne i krzywdzące. Twierdzi, że cała sprawa to zbieg okoliczności. - W Bielawach otworzyłem sklep o podobnej powierzchni, nikt z dotychczasowych handlujących nie zamknął przez to tam swojej działalności - powiedział nam i podkreślił, że bolimowscy handlowcy nie powinni się bać konkurencji z jego sklepem, nie zamierza walczyć z konkurencją.

Przyznał też, że jest już dzierżawcą obecnej restauracji. We wnętrzu nie zamierza dokonać żadnych przeróbek budowlanych, chce wykorzystać je takie jakie jest. Potwierdził nam pogłoski o tym, że pierwsze meble już we wnętrzu się pojawiły, ale są to dopiero przymiarki. Towaru tam nie ma i czeka na decyzję gminy umożliwiającą mu rozpoczęcie działalności. Chce zatrudnić w sklepie 11 osób, wszystkie będą z terenu gminy Bolimów. Na początek chce ruszyć ze sprzedażą artykułów spożywczych, w przyszłości zaś starać się o koncesję na sprzedaż alkoholu. Sprzedaży artykułów przemysłowych nie planuje.

Tomasz Bartos

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy