Reklama

Reklama

Ile zarabia piłkarz w naszym regionie?

Emocje związane z występami polskich piłkarzy na Euro 2008 już za nami. Pora wrócić do szarej rzeczywistości. Szarej, ale bliższej, bo piotrkowskiej. Ewentualnie podpiotrkowskiej. Sprawdzamy, ile zarabiają piłkarze w naszym regionie.

Czy da się żyć z futbolu, grając w piotrkowskiej klasie B, A, okręgówce, IV czy nawet III lidze? Jeśli ma się talent, to tak. Wyjeżdżając do lepszego i bogatszego klubu. Jeśli talentu los poskąpił, to piłkę należy traktować jedynie jako dodatek do wynagrodzenia pobieranego w innym miejscu.

Reklama

Często kluby pomagają swym najlepszym zawodnikom w znalezieniu przyzwoitej pracy, a klubowi sponsorzy zatrudniają ich we własnych firmach. To praktyka znana w Polsce od kilkudziesięciu lat. Praktyka, dzięki której wiele zespołów z naszego regionu wciąż istnieje.

Za kilkaset tysięcy złotych

Aby zostać piłkarzem, najpierw trzeba chcieć. Już sześcioletni chłopiec może zacząć próbować kopać futbolówkę pod kierunkiem opiekuna. Rodzice (często niespełnieni w piłce tatusiowie) posyłają syna do klubu z nadzieją, że "coś z niego będzie".

Czasem jest to naprawdę niezła inwestycja na przyszłość, czego dobrym przykładem mogą być: wychowanek Concordii Piotrków, Jakub Grzegorzewski (do niedawna jeden z lepszych napastników ekstraklasy), czy wychowanek Piotrcovii, Hubert Robaszek (ostatnio Polonia Bytom). Oni z futbolu na pewno są w stanie się utrzymać. Pensje piłkarzy tej klasy sięgają 8 tysięcy złotych. Pensje prawdziwych gwiazd polskiego futbolu liczone są w setkach tysięcy. Niekoniecznie złotych.

Kluby ogłaszają nabory do grup młodzieżowych co najmniej raz w roku. Młodzi zawodnicy Concordii, oprócz samej przynależności do klubu, na treningi uczęszczają z torbami w barwach klubu. To buduje więź tak potrzebną w dzisiejszych czasach. Przyjęcie do szkółki to jednak dopiero początek. Wraz z upływem czasu treningi stają się coraz trudniejsze i coraz cięższe. Rosną też wydatki na trampkarzy i juniorów. Składki (ok. 35 zł), zakup butów, koszty wyjazdów na obozy, czasem piłka (jedna lub dwie na sezon) - za to płacą rodzice.

Czy ta inwestycja się zwróci? Rzadko. Większość odpada: nie wytrzymuje trudów treningu, nie jest w stanie pogodzić sportu z obowiązkami szkolnymi, nie ma odpowiednio silnego charakteru, który pozwoliłby okazać się silniejszym od rówieśników, czy też po prostu trener daje wyraźny sygnał rodzicom, że z ich pociechy będzie pociecha, ale niekoniecznie na boisku.

Przy klubie (wszystko jedno którym) zostają nieliczni. Cześć z nich też odejdzie do innych zespołów: albo dostaną lepsze (najczęściej finansowo) propozycje, albo okażą się za słabi, albo nie będą mogli dojść do porozumienia z trenerem, ewentualnie z prezesem (historia zna takie przypadki).

Za 30 zł, kiełbaski i posiłek regeneracyjny

Przeciętny, a może raczej mniej niż przeciętny futbolista, ląduje w B klasie. To siódma liga, najniższy szczebel w rodzimej hierarchii (w naszym regionie, w przeciwieństwie do kilku innych, nie ma klasy C). Tutaj ciężko jest cokolwiek zarobić. Na tym poziomie futbol jest raczej rekreacją.

- Gramy dla przyjemności - mówi prezes Luciążanki Przygłów występującej w piotrkowskiej klasie B Cezary Nowicz. - Zawodnikom, którzy mieszkają dalej niż 10 km od Przygłowa, zwracamy koszty dojazdów na treningi i mecze. Nie ma u nas stypendiów, jedynie pod koniec każdej rundy mamy dla naszych zawodników coś w rodzaju spotkania integracyjnego: kiełbaski przy ognisku. To nagroda za ich wysiłek. Na większą nas po prostu nie stać.

Nagrodą za wysiłek na boisku i pot na nim wylewany jest niekiedy codzienny obiad, zwany fachowo posiłkiem regeneracyjnym. Tak jest np. w Rokicinach.

- Tak, u nas w klubie każdy piłkarz może posilić się w jednym z rokicińskich barów - wyjaśnia prezes miejscowej Polonii (klasa A) Mirosław Żyłka. - Nie płacimy za mecze, nie mamy na to pieniędzy, ale staramy się dbać o naszych zawodników, stąd właśnie posiłki regeneracyjne. Chłopcy dostają je po każdym treningu i meczu.

Piotrkowska Polonia, która w zakończonym niedawno sezonie zajęła 3 miejsce w klasie A, też nie płaci swoim zawodnikom.

- Grają bez żadnych stypendiów i premii, właściwie charytatywnie, ale może to się zmienić, a nawet miało się zmienić w przypadku awansu do wyższej klasy rozgrywkowej - tłumaczy Jolanta Grzesiuk, prezes klubu. - Jedynymi pieniędzmi, na jakie chłopcy mogli liczyć, były niewielkie gratyfikacje za postawę na boisku od indywidualnych sponsorów.

Pani prezes zaznacza, że jej klub jest jednym z nielicznych grających w klasie A na takich zasadach.

- Poza tym nasi piłkarze, mając do wyboru drobne kwoty za wygrane mecze i porządne, ładne stroje, buty i dresy, wybrali to drugie.

Drugi piotrkowski klub - Piotrcovia - w sezonie 2007/08 awansował do klasy okręgowej.

- Na początku nie było planów awansu - mówi trener drużyny Wojciech Robaszek. - Później jednak, po każdym rozegranym meczu, zaczęliśmy nieśmiało myśleć o grze w klasie okręgowej. W przerwie między rundami wzmocniliśmy się znacząco. Przyszli do nas: Robert Dytrych (Wola Krzysztoporska), Tomasz Ostrowski, Adam Żurek i Andrzej Owczarek. W awans uwierzyliśmy po zremisowanym 0:0 spotkaniu z Czarnymi Radomsko - przyznaje szkoleniowiec Piotrcovii.

Zawodnicy Piotrcovii (wciąż sponsorowanej przez Antoniego Ptaka) za wygrany mecz otrzymują ok. 30 zł brutto.

Za 1.600 zł, 2.000 zł i stypendia

Na premię w wysokości ok. 1600 zł netto (do podziału na drużynę) za zwycięstwo mogą liczyć piłkarze Skalnika Sulejów (klasa okręgowa).

- W tym sezonie nie graliśmy o awans, ale jeśli w następnym włączymy się do walki o wyższą klasę rozgrywkową, to premie będą wyższe - obiecuje kierownik drużyny Henryk Wach.

Na nieco wyższą premię (też do podziału na zespół) mogli w poprzednim sezonie liczyć piłkarze Ceramiki Opoczno.

- Nasi zawodnicy potrafili wybiegać na boisku 2 tys. zł, oczywiście jeśli wybiegali zwycięstwo - mówi wiceprezes Ceramiki, były piłkarz Adam Król. - I piłkarze byli z tego zadowoleni. Myślę, że mogą być zadowoleni jeszcze bardziej, jeśli w IV lidze będą wygrywać, bo tam premie będą jeszcze wyższe.

Budżet czwartoligowego klubu w naszym regionie wynosi mniej więcej od 100 do 250 tys. zł. Kluby są częściowo finansowane z budżetu poszczególnych gmin (im gmina bogatsza, a jej władze przychylniejsze piłce, tym dla zawodników i trenera lepiej).

Ważną rolę odgrywają też lokalni sponsorzy - w zależności od ich zamożności i podejścia, klub może liczyć nawet na sumy pięciocyfrowe. Zdarza się, że po zwycięstwie w jakimś szczególnie prestiżowym spotkaniu, np. derbach gminy czy powiatu, piłkarze walczą o podwójną premię.

Klubem o największym budżecie, ale i z najlepszymi wynikami (6 miejsce w III lidze i awans) jest Concordia Piotrków. Budżet wynosi ok. 800 tys. zł.

- Część zawodników otrzymuje stypendia z miasta w wysokości ok. 1000 zł, dostaje też premie za wygrane mecze oraz zwroty kosztów dojazdu na treningi i ligowe spotkania - mówi prezes klubu Dariusz Dzwonnik.

W Concordii piłkarskie szlify zdobywa też kilkuset młodych zawodników: trampkarzy i juniorów.

Kariera piłkarza nie trwa długo. Z reguły kończy się po 33 - 34 urodzinach. Niektórym ciężko rozstać się z boiskiem (były piłkarz GKS Bełchatów i Concordii Artur Lamch w wieku 39 lat wciąż gra we Włókniarzu Moszczenica), ale natura jest nieubłagana.

W końcu trzeba przestać grać zawodowo. Co dalej? Czy występując przez kilkanaście lat nawet w III lidze, da się odłożyć na późniejsze lata?

Nie ma na to najmniejszych szans. Człowiek, który chce pozostać przy futbolu, może jednak zostać trenerem. Aby tak się stało, trzeba ukończyć stosowne kursy, za które oczywiście należy zapłacić. A potem znaleźć pracę w klubie. Na początek z reguły w niższych klasach. Tam szkoleniowiec zarabia od 300 do 600 zł.

Istnieje jeszcze inny sposób, aby być blisko piłki: zostanie sędzią. To jednak może się wiązać z ryzykiem? Sporym ryzykiem, czyli przymusowymi wizytami we Wrocławiu. Choć to ładne miasto, to jednak cel tych wizyt bywa mało przyjemny.

Autor: MCtka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy