Reklama

Reklama

Zadziwiające fragmenty w "The Crown". Nie wszystko, co zobaczysz w nowym sezonie, to prawda

Gorące, nocne telefony Karola do Camilli Parker-Bowles z "tamponem" w tle mogą brzmieć nieprawdopodobnie, jednak wydarzyły się naprawdę. Natomiast, jak zapewnia były premier Wielkiej Brytanii Tony Blair, próby detronizacji królowej w wykonaniu jej najstarszego syna, to już fanaberia autorów scenariusza "The Crown". W nowym sezonie serialu Netflixa o losach brytyjskiej rodziny królewskiej fakty i fikcja przeplatają się w niezdrowych proporcjach. Piąty sezon "The Crown" jest też pierwszym, który trafił na platformę po śmierci Elżbiety II. Choć królowa sama nigdy nie odniosła się do serialu, to jej zagorzali zwolennicy wdają się teraz w spór z Netflixem, żeby bronić jej imienia. W brytyjskich mediach zawrzało.

Nowy sezon "The Crown" rozpoczyna się w 1992 roku, który królowa Elżbieta II nazwała później najgorszym rokiem jej życia. Pożar zamku w Windsorze, jednej z ulubionych rezydencji królowej, spowodował milionowe starty. Małżeństwo księcia Andrzeja i Sary Ferguson właśnie się rozpadło, a książę Filip zyskał nową przyjaciółkę, trzydzieści lat od niego młodszą Penny Knatchbull. 

Prawdziwy dramat rozgrywał się jednak wtedy w rodzinie księcia Karola. Przyszły monarcha kontynuował potajemnie swój związek z Camillą, a Diana w akcie zemsty gotowa była wysadzić ród Windsorów od środka. Przeczuwając rychły koniec związku, paparazzi dzień i noc śledzili każdy ruch pary. Karol i Diana ulegli w końcu presji mediów. Po kolei zwrócili się do dziennikarzy, żeby opowiedzieć historię ich dogasającego związku. Po publicznym praniu brudów Elżbieta II ustąpiła i zgodziła się na kontrowersyjny rozwód przyszłego monarchy.

Reklama

CZYTAJ TEŻNetflix i HBO Max pełne hitów w listopadzie! Co zobaczymy na ekranach?

"The Crown". Co jest prawdą, a co fikcją?

Piąty sezon "The Crown" czerpie garściami z tabloidowego dorobku, przerabiając m.in owiany skandalem wywiad Diany z dziennikarzem BBC Martinem Bashirem oraz sekstaśmy, w których obecny król snuje ze szczegółami fantazje seksualne ze swoją kochanką. Przyjaciele rodziny królewskiej, na których często powołują się konserwatywne brytyjskie media, twierdzą jednak, że wizerunek medialny tych osób nijak ma się do rzeczywistości. Takie stanowisko przedstawiają też krytycy filmowi, którzy przebywali w towarzystwie royalsów, jak na przykład Richard Fitzwilliams, który od lat komentuje losy Windsorów

- "The Crown" przedstawia rodzinę Windsorów jako zimną i nieczułą. Na przykład, Olivia Colman w roli królowej była okropna. Jest wspaniałą aktorką, ale została źle obsadzona. Zagrała nieokrzesaną, pozbawioną godności postać. Ja kilkakrotnie spotkałem królową i zapewniam, że miała godność, osobowość i poczucie humoru. Królowa zagrana przez Colman nie ma żadnej z tych cech. Imeldy Staunton w roli królowej jeszcze nie widziałem, ale według doniesień można się spodziewać, że rodzina królewska znowu zostanie przedstawiona się jako nieczuła mafia - powiedział Interii Fitzwilliams tuż przed premierą piątego sezonu "The Crown".

Autorem serialu można też zarzucić, że powołując się na tabloidowe gotowce utrwalają zaszczepioną dawno temu nieprawdę. A w najlepszym wypadku prawdziwe informacje, które pozyskano w wyjątkowo nieetyczny sposób, jak podsłuchy albo jawne oszustwa, jak miało to miejsce w przypadku wywiadu Bashira z Dianą w 1994 roku. 

Tabloidowe inspiracje. Ile w nich prawdy o rodzinie królewskiej?

Ale według Adama Ganza, autora scenariuszy telewizyjnych i radiowych, który na co dzień wykłada na Uniwersytecie Royal Holloway, Peter Morgan, scenarzysta "The Crown", podjął słuszną decyzję, wykorzystując archiwa medialne. - Szpiedzy, podsłuchy, wycieki informacji, zdrady, to wszystko składa się na fantastyczny materiał do dramatów filmowych. Na przykład zdjęcia Diany wychodzącej z siłowni w sportowym stroju. Wyjątkowe rozmowy między Camillą a Karolem, których każdy inny pisarz bałby się dotknąć... Jestem w stanie sobie wyobrazić, że tylko ktoś z talentem Petera Morgana jest w stanie wykorzystać te materiały - uważa Ganz. 

Podobnego zdania zdają się być też inni krytycy filmowi. Hannah Wales, która komentuje pod pseudonimem "Miss Flicks", nie kryje podekscytowania, że tragedia rodziny Windsorów dzięki Netflixowi wróci na ekrany telewizorów. - Jako widz jestem oczywiście podekscytowana, bo będzie to bardzo interesujące i dramatyczne, ale rozumiem, że ludzie, dla których respekt dla rodziny królewskiej jest ważny, mogą obawiać się tego, jak zostali oni przedstawieni - mówi Wales.

Małżeństwo Diany i Karola. Z czyjej winy doszło do rozwodu?

Z nieprawdziwych bohaterów rodzą się nieprawdziwe lub przynajmniej wyjątkowo udramatyzowane relacje. Jedną z najbardziej kontestowanych jest małżeństwo Diany i Karola. Choć większość widzów serialu ma wrażenie, że doskonale wie jak wyglądał ten związek i z czyjej winy się zakończył, to Mandy Merck, autorka książki "Melodramaty celebrytów" ostrzega przed prostymi osądami.

- Istnieją pewne trudności związane z tym, co filmowcy faktycznie mogą wiedzieć. Nikt nie ma dostępu do całej prawdy, ale wiadomo, że istnieją bardzo różne interpretacje tego związku. Podstawą niezgodności był wyraźnie wiek i brak wzajemnego zainteresowania, a także przywiązanie Karola do Camilli. Pytanie, kiedy wznowili oni fizyczny kontakt w trakcie trwania małżeństwa jest dyskusyjne. W każdym razie, nikogo nie powinno zaskoczyć, że filmowcy zdecydowali się to udramatyzować - mówi.

Zdaniem Merck luki w wydarzeniach historycznych, ale przede wszystkim relacjach ludzkich, to wymarzony materiał do pracy dla scenarzystów. Nie można im zarzucić, że przekłamują fakty, bo w relacjach ludzkich rzadko kiedy mówimy o faktach. Istnieją tylko interpretacje. Dlatego niemożliwe jest, by "The Crown" przyjął narrację Karola, bo ta byłaby niezgodna z tym jak ich związek oceniły miliony Brytyjczyków. - Bardziej skomplikowane pytanie dotyczy stanowiska na temat stanu emocjonalnego Diany, który mógł powstać na skutek nieszczęśliwe małżeństwa jej rodziców, przez które jej matka ostatecznie opuściła dom. Diana była więc wychowywana tylko przez ojca. Pytanie, czy to nie stworzyło kogoś emocjonalnie kruchego? Jednak wiele osób, gdyby powiedziano im, że Diana była emocjonalnie krucha, przyjęłoby to bardzo boleśnie - mówi Merck. 

Wymyślone wątki polityczne w "The Crown". "Niebezpieczne i wredne kłamstwa"

Ale mnogość poglądów na dramaty Windsorów nie jest wyłącznym problemem piątej części historii o rodzinie brytyjskiej. Twórcy "The Crown" postanowili dolać oliwy do ognia, uzupełniając wydarzenia historyczne zmyślonymi wątkami. 

W jednym z odcinków zbuntowany Karol zostaje przedstawiony jako postępowiec obwiniający matkę o utrwalanie wiktoriańskich nawyków, które powoli wykańczają monarchię. Przyszły król martwi się, że jeśli rodzina królewska upadnie, to on nigdy nie dostanie szansy na realizację swoich planów. Postuluje więc u wysoko postawionych polityków, żeby pomogli mu usunąć Elżbietę z tronu. Powodem są zarówno jego prywatne obawy, jak również ankieta, w której 47 proc. poddanych rzekomo domaga się abdykacji królowej. Niewiele jednak wiadomo na temat tej sondy. Niektóre źródła podają, że chodzi o sondaż z 1990 roku, kiedy 47 proc. Brytyjczyków jedynie zgodziło się ze stwierdzeniem, że królowa powinna w "odpowiednim momencie" powierzyć tron synowi. 

W konsekwencji były premier Wielkiej Brytanii sir John Major powiedział, że fabuła obarczona jest "niebezpiecznymi i wrednymi kłamstwami". Jego następca Tony Blair nazwał ją "kompletnymi bzdurami". Obaj politycy zostali przedstawieni przez autorów serii jako ofiary lobbingu ówczesnego księcia Karola w celu zdetronizowania królowej. Obaj panowie w prawdziwym życiu zostali uhonorowani tytułami rycerskimi przez Elżbietę II

5. sezon "The Crown". Uwaga, fikcja!

Wraz z powrotem "The Crown" na ekrany, Brytyjczycy powracają do swojego ulubionego sportu - typowania nieścisłości w nowym sezonie serialu. Znając dobrze historię Wielkiej Brytanii, łatwo odróżnia fakty od fikcji. Dla widzów w innych krajach to zadanie nie będzie takie proste. Dlatego znana angielska aktorka Judi Dench wystosowała do dziennika "The Times" otwarty list, w którym apeluje, aby odcinki poprzedzone były ostrzeżeniem, że serial fabularyzuje wydarzenia historyczne, a niektóre sceny są wprost zmyślone. Artystka porównuje nowy sezon do sensacyjnej historyjki, która szkodzi zarówno przedstawionym w niej postaciom, jak też reprezentowanej przez nich instytucji. 

Oglądając nowy sezon "The Crown" trudno będzie oprzeć się wrażeniu, że serial krytykuje royalsów. Chociaż autor scenariusza nazwał go "listem miłosnym do królowej", a w hołdzie po jej śmierci, na czas żałoby zawiesił pracę nad ostatnim, szóstym sezonem. Ostatnie lata życia Diany, o których głównie traktuje nowy sezon, były przepełnione dramatycznymi wydarzeniami, które pozostawiły niechęć nie tyle do monarchii, co do osób ją reprezentujących. Peter Morgan zabiera nas ponownie do tego ciemnego okresu, ale wydaje się nie oferować nowych konkluzji. Wina nadal pozostaje po stronie wyrachowanych, nieczułych na ludzkie cierpienie Windsorów. Nawet, jeśli w ostatnich latach udało im się zrzucić część winy za losy Diany na wścibskie brytyjskie media. 

Mandy Merck broni dokonań Morgana, chociaż zgadza się z postulatem Dench, co do potrzeby informowania widzów na temat wymyślonych wydarzeń. - Myślę, że wszystkie biografie filmowe powinny informować, że są jedynie inspirowane historią. Wtedy przynajmniej ostrzega się publiczność. Ktoś musiałby być wybitnie zainteresowany historią Wielkiej Brytanii, brytyjską arystokracją lub samą produkcją, aby umieć odróżnić fikcję od rzeczywistości. Konsekwencje moralne tego są problematyczne, ponieważ zaczynasz na podstawie jakiejś nieścisłości doczepiać komuś łatkę, szukać w nim jakiejś moralnej ułomności - podsumowuje Merck.

Kamila Korońska

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy