Reklama

Reklama

"Przegląd": Hochsztaplerka na kozetce

Witkowski: - Jeśli chodzi o psychoterapię dzieci, terapeuci często posługują się tu bardzo wygodnym mechanizmem myślowym. Mianowicie każdy postęp wymaga zaangażowanej współpracy ze strony rodziców, jeśli więc postępów nie ma, jest to ich wina - widocznie nie współpracują dość dobrze. Jednak, jeśli postępy są, ojcem sukcesu jest terapeuta i jego metoda.

Reklama

Matylda: - Mnie się wydaje, że M. naprawdę wierzyła, że pomagała Lenie. A to, że tak naprawdę psuła nasze relacje jeszcze bardziej, to już inna sprawa.

30-letnia Natalia nigdy nie była na psychoterapii w odróżnieniu od swojej rok młodszej siostry, która pod wpływem psychoterapeuty zerwała kontakt z rodziną: - Nie miałyśmy może idealnej rodziny, ale o jakiejś patologii nie ma mowy - opowiada Natalia. - Prawdą jest, że ojciec nami nigdy się nie zajmował, bo za bardzo był zajęty zdradzaniem matki. Ale nie było jakiegoś bicia czy alkoholu. A matka - owszem, denerwująca, czasem nadopiekuńcza, ale bardzo bliska.

Zaczęło się od obsesyjnego czytania poradników, potem siostra Natalii zaczęła się posługiwać żargonem psychoterapeutycznym. - Matka zaprasza nas na kolację, przyjeżdżamy. Szykuje jedzenie, a siostra gada w tym czasie przez telefon ze swoim chłopakiem. Kiedy mama ją woła, ona, nie chcąc skończyć rozmowy, mówi o "naruszaniu jej granic". "Naruszanie granic", "prawo do własnej przestrzeni" i ogólnie "prawo do..." to były bardzo często powtarzane przez nią sformułowania. Potem już każda rozmowa z nią zaczynała się i kończyła litanią oskarżeń w naszym kierunku, nagle się dowiedziałyśmy, że już od wielu lat niszczymy jej życie.

Natalia nie ma obecnie kontaktu z siostrą. Zanim się urwał, siostra zdążyła polecić jej psychoterapię, która "otwiera oczy".

- Skutkiem dobrej psychoterapii zwykle jest polepszenie relacji z bliskimi, a nie zerwanie ich. Oczywiście nie chciałabym się wypowiadać o sytuacji, którą znam z trzeciej ręki, jednak brzmi to niepokojąco - raczej jak sekta niż psychoterapia - mówi Milena Karlińska-Nehrebecka, psychoterapeutka, prezes Polskiej Federacji Psychoterapeutycznej, i przyznaje, że sama spotkała się z tym, że rodziny osób, które korzystały z terapii, skarżyły się, że tracą z nimi kontakt.

Nie ma ustawy, nie ma standardów

Doświadczenia psychoterapeutyczne większości cytowanych tu osób są różnorodne. Zdarzyło im się spotkać zarówno bardzo złych, jak i bardzo dobrych psychoterapeutów. Ryzyko nadużyć nie jest jedynie domeną psychoterapii. Jednak tu nadużycia również się zdarzają: psychoterapia Włodka, jednego z bohaterów ostatniej książki Witkowskiego, kończy się jego próbą samobójczą. Z kolei Sylwia wchodzi w burzliwą relację seksualną ze swoim terapeutą, której finał znalazł się w sądzie. Paula upija się po każdej sesji, sfrustrowana reakcjami swojej psychoterapeutki, świadomej skądinąd oddziaływania na pacjentkę.

Rzecz w tym, że dopóki zawód psychoterapeuty nie podlega ustawowym regulacjom, poszkodowane osoby nie mają szans na zadośćuczynienie, a gabinety pseudoterapeutów mogą zostać zamknięte co najwyżej przez nich samych. Standardy prowadzenia psychoterapii określone są wprawdzie przez poszczególne stowarzyszenia psychoterapeutyczne, lecz konsekwencje ich nieprzestrzegania wymierzyć może tylko stowarzyszenie, nie prokuratura. Poszkodowany pacjent może zaskarżyć psychoterapeutę do komisji etyki lub sądu koleżeńskiego stowarzyszenia, do którego należy terapeuta. Tu najsroższą karą, jaka może go spotkać, jest nagana lub wykluczenie z listy członków i odebranie certyfikatu. Niewiele to jednak zmienia w sytuacji poszkodowanych klientów. Poza tym psychoterapeuta, który wciąż wykonuje ten zawód mimo odebrania mu członkostwa i upoważnienia, nie ryzykuje absolutnie niczym.

- Ustawa o zawodzie psychoterapeuty ma służyć m.in. utworzeniu reprezentacji zawodowej i procedur bezpieczeństwa dla klientów, których spotkało nadużycie lub błąd w sztuce. Bo ważne, żeby oni mieli gdzie się zgłosić - mówi Natalia Żuk-Michałowska.

- Niektórzy pokrzywdzeni pacjenci zgłaszali się do Rzecznika Praw Pacjenta - dodaje Tomasz Witkowski. - Byli odsyłani, ponieważ psychoterapia podobno nie jest świadczeniem medycznym. Kiedy z kolei szli do Rzecznika Praw Konsumenta, również ich odsyłano - tym razem z informacją, że psychoterapia nie jest usługą.

Najbardziej zdeterminowanym ofiarom nieuczciwych psychoterapeutów pozostaje dochodzenie swoich praw w sądzie. - To bardzo nierówna walka - przestrzega Witkowski. A na stronie wokandy obywatelskiej czytamy o rozprawie zaplanowanej na 28  sierpnia. Psychoterapeuta, co do którego Komisja Etyki zawodu przyznała, że nieprawidłowo prowadził terapię wobec pacjentki, sam oskarżył tę pacjentkę. Sprawa była już raz umorzona ze względu na oczywisty brak winy oskarżonej, jednak wróciła ponownie do sądu rejonowego za sprawą działań adwokata terapeuty. Pacjentki nie stać na prawnika, broni się samodzielnie.

Niestety, nie zanosi się na to, by ustawa o zawodzie psychoterapeuty szybko powstała. Po pierwsze, nie ma zgody co do kierunkowego wykształcenia kandydatów na psychoterapeutów. Po drugie, nie ma też zgody co do "dowodów naukowych", na które powołują się różne szkoły.

- Psychoterapia jest trochę jak małżeństwo: jak dobrze trafisz, to twoje życie się zmienia na plus. Ale jak trafisz nie najlepiej, to uciekaj! - półżartobliwie podsumowuje Magdalena.

Katarzyna Wierzbicka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama